sobota, 3 sierpnia 2019

Palcem po mapie

To kategoria lipcowej Trójki e-pik, która w moim przypadku jest dosłowną namiastką wszelkich wyjazdów wakacyjnych. Są pewne sytuacje życiowe, gdy mimo możliwości czasowych (wolność od pracy zawodowej), mamy inne obowiązki nie pozwalające nam oddalić się na dłużej z domu.
Pozostaje czytanie książek... oglądanie filmów i reportaży... i właśnie wędrówki palcem po mapie.
W ogóle kontakt z mapami to moja przygoda od niedawna. Nie jestem kierowcą, więc jedynie jako pasażer występowałam w roli pilota. Lekcje historii i geografii w szkole nic mi nie dały, a nawet mogę powiedzieć, że obrzydziły czytanie map. Dopiero teraz stało się to dla mnie przyjemnością.

Szukając odpowiedniej książki do wirtualnej podróży po mapie trafiłam na "Zapiski z podróży 2015". Nie wiedziałam, że znany mi dziennikarz, którego bardzo lubię słuchać, jest również autorem kilku książek. Ja w dalszym ciągu pozostaję czytelnikiem z minionej epoki, więc nie śledzę z wypiekami na twarzy  prywatnego życia znanych ludzi.


 "Dowcipnie i szczerze, poważnie i nie do końca poważnie, o sprawach ważnych i tych mniej istotnych – „Zapiski z podróży 2015” to swoista „kronika urlopowa” Jacka Pałasińskiego, jednego z najpopularniejszych dziennikarzy telewizji TVN. Refleksje z pracowitych wakacji w USA i Europie, okraszone zdjęciami i szczyptą niesamowicie inteligentnego humoru – to po prostu trzeba przeczytać!

Od autora: „Tak mnie Państwo namawiali, że złożyłem w książeczkę moje podróżnicze zapiski z bieżącego roku i przedstawiam w formie ebooka. Zobaczymy, czy Państwo mieli rację i świat czeka na moją pisaninę, czy ja miałem rację, twierdząc, że książki – bez względu na formę – to przeżytek i nikt ich nie potrzebuje” - źródło opisu i okładki: Helion
Sięgnęłam po tę książkę z ciekawości, jaka jest wypowiedź "na piśmie" dziennikarza, który potrafi tak ciekawie opowiadać. I nie zawiodłam się. Nie oczekiwałam literatury z kwiecistym stylem i zdaniami pracowicie wycyzelowanymi, więc dobrze czytało mi się taką luźną formę wspomnieniową. Tytuł trafnie oddaje klimat tych zapisków - czytelnik dostaje skondensowaną treść bez niepotrzebnego lania wody. Ja sama nie polecę pewnie do USA - nawet przy ewentualnych możliwościach finansowych, bo jakoś mnie w tamte strony nie ciągnie (wolę Europę i Azję), więc wystarczą mi uwagi autora przybliżające ten kraj od zwykłej ludzkiej strony.

"No, Miami dało mi wreszcie to, za co zapłaciłem: niebo błękitne na sztywno, słoneczko, 28 stopni i lekki wietrzyk. A to oznacza sus w naturę. Rozbuchaną, olśniewającą, egzotyczną naturę. Tak bym chciał móc pokazać chociaż fragment nakręcone go dziś materiału: 1 080 gatunków palm, jeziorka, las tropikalny, nieznane kwiaty, owoce i motyle o skrzydłach wielkich jak moje dłonie; kiedy je zamkną – są jak pawie oczka, odcienie brązu i beżu, a w środku wielkie oko, jak u lamparta, żeby odstraszać mających złe intencje; kiedy je otworzą są błękitne! Kolorowe jaszczurki i dwumetrowe iguany. Jedno z tych przeżyć, kiedy masz wrażenie, że je wyśniłeś, że tak właśnie wyobrażałeś sobie raj, a tymczasem szczypiesz się i okazuje się, że rzeczywiście w nim jesteś."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz