środa, 31 lipca 2019

"Bałuty. Powieść o przedmieściu"


Bardzo chciałam dotrzeć do tej książki gdy tylko dowiedziałam się o jej wydaniu. 
Powodów mojego zainteresowania jest kilka, a wszystkie związane są z tematem i miejscem akcji  tej powieści - życiem biednej wsi Bałuty przed wybuchem I wojny światowej. Chociaż Bałuty praktycznie dotykały centrum miasta, stały się jego częścią dopiero w 1915 roku. Do tego czasu były największą wsią Europy z liczbą 100.000 mieszkańców.

Mieszkam w najstarszej części tej dzielnicy od wielu lat, a wcześniej chodziłam tu do szkoły podstawowej. Chodzę codziennie  ulicami na których stoją jeszcze kamienice i drewniaki pamiętające tamte czasy. Od dawna interesuje mnie ta historia mojego miasta... przysłuchując się rozmowom dorosłych w trakcie rodzinnych spotkań ukształtowały się u mnie już w dzieciństwie pewne stereotypy dotyczące przedwojennych stosunków polsko-żydowskich w mieście. Podobnie było z tematem getta, o którym nigdy nie mówiło się w szkole, wiedziałam o tym ze wspomnień domowych. Dopiero lata 90-te XX wieku otworzyły te zamknięte drzwi ogólnego milczenia.
Dlatego przeczytanie tej powieści o miejscach, które mijam codziennie,  powieści powstałej w zupełnie innej kulturze,  to chyba jedyna okazja cofnięcia się w tak dalekie czasy. Łódź nie doczekała się zbyt wielu powieści z akcją osadzoną w realiach przedwojennych. Oprócz przetłumaczonej na język polski literatury wspomnieniowej z czasów Litzmannstadt Ghetto,  wydano niewiele powieści napisanych przez pisarzy żydowskich.

Wcześniej nie wiedziałam, że powieść "Bałuty" została napisana w języku jidysz, co dla mnie jest całkowitą nowością. Łódzka twórczość literacka, która powstała w tym języku do chwili wybuchu II wojny światowej teraz jest praktycznie nieznana. W czasach powojennych ten temat nie istniał, podobnie jak wspomniana wcześniej złożona historia łódzkich stosunków polsko-żydowskich. 

Książka jest staranie opracowana i wydana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego.
Składa się z kilku części - pierwszą częścią jest sama powieść.
Kolejne to życie i twórczość autora (tekst współczesny); cztery teksty napisane o książce i autorze przez współczesnych mu żydowskich "kolegów po piórze"  - przyznaję, że to dla mnie o wiele ciekawsza lektura oraz Rys historyczny  Bałut.

Ważnym dodatkiem są fotografie - strona tytułowa oryginalnego wydania z 1934 roku, zdjęcie J.Rabona z innymi pisarzami środowiska oraz fotografie bałuckich ulic sprzed II wojny światowej.

Sama powieść mnie rozczarowała - wydaje się, że mamy do czynienia z niedokończonym szkicem, który epatuje czytelnika przesadnym naturalizmem. Podobne wrażenie odniosłam kiedyś przed laty  czytając "Germinal" Zoli. Opisywany tutaj świat  Bałut jest odstręczający, wzbudza obrzydzenie, wręcz zniechęca do dalszej lektury. Jednocześnie to świat hermetyczny, odizolowany od miasta - świat obcy kulturowo i religijnie... świat, który w tamtej formie całkowicie przeminął. A opisany przez Rabona mógł znaleźć się wszędzie - w każdym innym mieście na świecie.

Zawiodłam się przede wszystkim w oczekiwaniu na odnalezienie konkretnych nazwanych miejsc. Pojawia się niewiele nazw ulic - najważniejsza to Brzezińska, czyli dzisiejsza Wojska Polskiego. Długa ulica ciągnąca się od placu Kościelnego w kierunku Brzezin pod Łodzią (stąd jej nazwa).
W powieści jest także ulica Pieprzowa (dzisiaj Berlińskiego), na której w kamienicy pod numerem 15 w niewielkim mieszkaniu zamieszkała rodzina Rabona.  Jak wspomina jego kolega 
"ulicę zamieszkiwała biedota żydowska, wśród której pełno było akrobatów, kataryniarzy, handlarzy starymi szmatami, zawodowych inwalidów żyjących z żebractwa, prostytutek. Była ona symbolem zdeprawowania i zepsucia.."
Tak dom pod numerem 15 wygląda obecnie (zdjęcie zrobione dzisiaj)


A na tym archiwalnym zdjęciu z okresu  Liztmannstadt Ghetto widać fragment kamienicy nr 15 za nieistniejącym już drewniakiem pod numerem 13.


Poprzestanę na swoich wcześniejszych krótkich uwagach na temat powieści, a zacytuję fragment tekstu Szymche Szajewicza "Bałuty. Notatki czytelnika" z 1935 roku. On także jest dokumentem swego czasu.

"Tytuł zobowiązuje. Tytuł dzieła jest szyldem. Spisem treści w miniaturze.(...) Tytuł "Bałuty" dla książki Rabona jest całkowicie nieuzasadniony (...) Rabon przechodzi przez Bałuty z zamkniętymi oczami. Nie próbuje nawet zgłębić tego słynnego przedmieścia, nie widzi jego nędzy i cierpienia, jego życia i walki. Idzie na ślepo, tylko instynktownie wyczuwa gdzie jest uliczka Fajfra, gdzie upija się siłacz i sadysta alfons Buczik, i gdzie wyprawia swoje dzikie wybryki zdemoralizowany chłopiec Jankele Ryzykant.
   Kiedy zamykamy liczącą 160 stron książkę, pytamy się: czy to właśnie są Bałuty, czy tylko szumowiny z samymi Bałutami nie mające nic wspólnego? Czy to właśnie są Bałuty z ciemnymi, wąskimi uliczkami, z krzywymi, niskimi drewnianymi domkami, dostarczające do fabryk dziesiątki tysięcy robotników, by wzbogacili się na tym fabrykanci, a na cmentarz rocznie - tysiące młodych ludzi odbierających sobie życie, umierających na suchoty, tyfus i inne panoszące się choroby, Bałuty bezrobotnych i głodujących mas wśród których rozgrywają się straszliwe tragedie i które buntują się przeciw władcom miasta (...)
Czy autor nie zrobiłby lepiej i uczciwiej, gdyby zatytułował swoje dzieło jakkolwiek, byle nie znaczącą i dźwięczną nazwą Bałuty? Obcy, nieznający Bałut ma prawo wywnioskować z książki Rabona, że to biedne przedmieście składa się wyłącznie ze wspomnianych elementów z półświatka z domieszką lumpenproletariatu, jak sztukmistrze i handlarze Bajglami"
A jak był oceniany J.Rabon przez krytyków literackich? Był uznawany za "jednego z najdoskonalszych pisarz żydowskich, utalentowany poetycki głos i oryginalnego powieściopisarza."
Jak pisze Izabela Olejnik w rozdziale o życiu i twórczości "Podkreślali oni, że był najlepszym pisarzem jakiego wydała Łódź. Bez wątpienia Jisroel Rabon należał do grona czołowych łódzkich twórców w okresie dwudziestolecia międzywojennego"   

Pisarz najprawdopodobniej zginął w Ponarach (miejscu straceń wileńskich żydów) w 1941 roku. Rozdział o życiu i twórczości kończy opis ostatniej drogi pisarza - jak na ironię ulicą Adama Mickiewicza w Wilnie, której naocznym świadkiem był poeta Kaczergiński (tekst z 1946 roku).

Dlaczego poświeciłam tej książce tak długi wpis (chociaż i tak bardzo się streszczałam)? 
Z powodu emocji wywołanych lekturą... Z powodu niespodziewanego odkrycia zupełnie nieznanej mi literatury i historii. Było to krótkie przeniesienie w czasie... krótkie i powierzchowne, ale za to jak podróż na inną planetę, której już nie ma.

A na Bałutach w XXI wieku życie toczy się jak pomieszanie z poplątaniem - rozpadające się drewniaki i stare kamienice,

 na ulicy Łagiewnickiej, blisko Bałuckiego Rynku

a obok nowoczesne budynki i najnowsze modele samochodów (teraz sporo wakacyjnych przyjazdów z brytyjskimi numerami i oczywiście kierownicą z drugiej strony).
I takie napisy jak ten na kamienicy tuż przy Bałuckim Rynku



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz