piątek, 31 maja 2019

Majowa Trójka e-pik

Mimo najszczerszych chęci nie udało mi się napisać ani jednej notki o książkach przeczytanych w ramach zabawy w tym miesiącu. Książki przeczytane (nawet z nadmiarem) i nawet notki rozpoczęte, ale nie chcę publikować na siłę tekstów niedokończonych i rozgrzebanych. Nie miałam warunków do spokojnego przemyślenia i zapisania swoich refleksji po lekturze książek.

Dlatego zastosuję na blogu po raz pierwszy post zbiorczy, chociaż tego nie lubię, ale może będę musiała polubić. Mam coraz mniej czasu na pisanie, a dzisiejszy post to już w ogóle wyścig z czasem. Ostatni dzień miesiąca i ostatnie chwile na podrzucenie linków do Sardegny.
Dziś wstawiam krótką informację, którą będę aktualizować (linkować) w miarę powstawania kolejnych wpisów.

 
List do Ciebie 
 

 
 

poczet królowych polskich/europejskich
 

 

książka z liczbą w tytule 
 

wtorek, 21 maja 2019

Niedoczytania... - "Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej"

Moje niedoczytania mają różne przyczyny... w przypadku tej książki jest to temat, czyli życie smutnej królowej.

Będąc młodą czytelniczką (parafrazując sławny radiowy tytuł) "łykałam" każdy, nawet najcięższy i najtrudniejszy książkowy temat. W wieku -nastu lat czytałam zarówno Biuletyny Komisji badania zbrodni hitlerowskich (opisy obozów koncentracyjnych), jak i kryminalne historie milicyjne o gwałtach i okrutnych zabójstwach.

Z perspektywy czasu widzę, że tamte treści były dla mnie zbyt dużą abstrakcją i nie do końca je rozumiałam.

Teraz, mając spory bagaż własnych życiowych doświadczeń i jeszcze większy obserwacji doświadczeń innych ludzi, coraz częściej odrzucam  tzw. "nieprzyjemne" tematy. Nie chcę czytaniem denerwować się, przeżywać traumatyczne doświadczenia bohaterów literackich, jeśli takie doświadczenia znam. Uważam, że swój pakiet stresów literackich już zrealizowałam.

Sięgnęłam po tę książkę, gdy jej tytuł pojawił się w Trójkowej zabawie teraz w maju. Po przeczytaniu kilku stron przerwałam i poszukałam jakichkolwiek informacji o królowej, bo wcześniej nawet o niej nie słyszałam. To co znalazłam skutecznie zniechęciło mnie do dalszej lektury.

poniedziałek, 13 maja 2019

Odchodzi stare kino

Maria Wachowiak-Holoubek
aktorka
  (ur. 5.08.1938 r. w Warszawie -  zm. 19.04.2019 w Monachium)


Tadeusz Pluciński
aktor 
 (ur. 25.09.1926 w Łodzi - zm. 23.04.2019 w Konstancinie-Jeziornie)


Stanisław Jędryka 
(ur. 27.07.1933 w Sosnowcu - zm. 22.04.2019 w Warszawie)
twórca filmów i seriali dla dzieci i młodzieży


Doris Day
właściwie Doris Mary Ann Kappelhoff 
aktorka
(ur. 3.04.1922 w Cincinnati - zm. 13.05.2019 w Carmel Valley Village)


niedziela, 5 maja 2019

Niedziela z obrazem (131)

Dzisiaj przypada 200. rocznica urodzin Stanisława Moniuszki.
Jego muzykę poznawałam najwcześniej (to czasy szkoły podstawowej), w prostych opracowaniach do nauki gry na fortepianie i muzyka ta jest obecna w moim życiu do dziś.
Postaci kompozytora poświęcę na tym blogu osobne wpisy, a dziś jako pierwszy pojawia się szkic miejsca urodzenia ojca polskiej opery narodowej - dwór Moniuszków w Ubielu.

Napoleon Orda "Ubiele"

 Muzeum Narodowe w Krakowie

sobota, 4 maja 2019

"Kamerdyner" - odbiór subiektywny

W lutowej odsłonie zabawy czytelniczej na portalu "Lubimy czytać" czytaliśmy książki nominowane w konkursie Książka Roku 2018. Z przygotowanej krótkiej listy (tytułów, które mnie zainteresowały) udało mi się wypożyczyć tylko jedną książkę - powieściową wersję scenariusza filmowego. 

Widząc na okładce filmowe ujęcia z góry założyłam, że potraktuję "Kamerdynera" właśnie jako sfabularyzowany scenariusz. I dobrze - w ten sposób uniknęłam większych rozczarowań. Filmu jeszcze nie oglądałam, więc mogłam się skupić na treści zapisanej.

Jak odbieram książkę?
Bardzo mnie zainteresował temat ze względu na sympatię do tamtych ziem; sympatię powstałą w wyniku kilkunastu wakacyjnych pobytów. Puck, Krokowa, Gdańsk i kilka innych to miejsca znane mi od strony turystycznej, ale dość słabo od strony historycznej. 

Przyznaję, że w trakcie letniego wypoczynku nie zastanawiałam się nad przeszłością tych ziem, a bardziej interesowało mnie morze, latarnie morskie, kaszubskie wzory i sztuka ludowa. Dopiero powieść Stanisławy Fleszarowej-Muskat "Tak trzymać!" trochę wprowadziła mnie w tematykę poprzez przywoływaną postać "kaszubskiego króla" Antoniego Abrahama. To jednak wprowadzenie od strony historii Gdyni, a nie relacji z pruskimi junkrami.

Powieści tworzone na podstawie scenariuszy filmowych bardzo rzadko stają się prawdziwymi powieściami. Scenariusze filmowe rządzą się swoimi prawami, ale moim zdaniem stworzenie z takiego tekstu dobrej powieści nie jest zadaniem niewykonalnym. Tym bardziej, że w tym przypadku mamy aż czterech autorów. A scenariusz "Kamerdynera" sam w sobie jest na tyle interesujący, że plasuje się pomiędzy surowym tekstem roboczym a klasyczną powieścią. 

W tej książkowej wersji dominują dialogi, okraszone krótkimi opisami sytuacji oraz historycznymi odniesieniami. Brakuje mi pełniejszej charakterystyki postaci oraz głębszej analizy postępowania bohaterów. Chociaż opisywane wydarzenia same w sobie są tragiczne i zawierają ogromny ładunek emocjonalny, w treści brakuje mi tych emocji. Narracja prześlizguje się powierzchownie, opowieść jest po prostu ciepło-letnia. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że męskie grono autorów przechodzi beznamiętnie do porządku dziennego nad opisami kolejnych gwałtów, napadów, morderstw, śmierci.  Jedynie opis zbrodni w Piaśnicy oraz zakończenie książki są tutaj wyjątkami.

Nie odbieram "Kamerdynera" jako historię o miłości dwojga młodych na tle zagmatwanych i tragicznych wydarzeń, ale przede wszystkim jako opowieść o trudnych losach ludzi różnych narodów i różnych sfer żyjących w konkretnym miejscu.

Stosunek autorów do tych narodów oceniam jako subiektywny i to uważam za główny minus.
W powieści są "my.. wy... oni".
My, czyli panowie tej ziemi... pruscy junkrzy mający wszelkie prawa i stojący ponad prawem, co usprawiedliwia ich wszelkie poczynania
Wy, czyli Kaszubi... poczciwi, pracowici, lojalni wobec swoich panów... prawie niewolnicy; czasami tylko coś wspominający o jakiejś wolności
Oni, czyli źli Polacy, którzy bezprawnie nas ograbili z wielowiekowego dziedzictwa 
O tych jeszcze gorszych "onych", czyli wojskach radzieckich, uciekający panowie niewiele zdążą powiedzieć
Trzeba jednak przyznać autorom, że obok złych charakterów w każdym z tych narodów są i dobre wyjątki... 

piątek, 3 maja 2019

Książkowe zabawy i próba podliczenia własnego czytelnictwa

Wraz z początkiem maja pojawiły się kolejne propozycje tematyczne w czytelniczych zabawach. O ile regularnie piszę swoje notki w Trójce e-pik (chociaż najczęściej na ostatnią chwilę), to nie napisałam jeszcze nic o książkach przeczytanych w ramach zabawy na portalu Lubimy czytać.
Dotychczas ograniczyłam się tylko do wstawienia "zaliczonych" tytułów na forum zabawy, więc już najwyższy czas nadrobić opóźnienia. Czyli maj - dawniej będący miesiącem Dni Oświaty, Książki i Prasy będzie u mnie w tym roku miesiącem porządkowym. Oprócz uzupełnienia na blogu wpisów robię także sporą rewolucję we własnej biblioteczce na LC. Zmieniłam koncepcję tworzenia półek i usuwam tytuły książek przeczytanych kiedyś dawno temu. Na razie pozostanę przy książkach z blogowego czasu, czyli od 2012 roku. 

Natomiast u siebie próbuję stworzyć "z pamięci" jak najpełniejszą listę przeczytanych książek w ogóle. Z prostej ciekawości, ile to może być. Zapisuję tytuły nawet jeśli już nie pamiętam dobrze treści. I nie chodzi mi o żadne rekordy, ani tym bardziej porównania z osiągnięciami pożeraczy książek. Robię to dla siebie... żeby wiedzieć.
Podobną akcję przeprowadzam z filmami, a zainspirowała mnie do tego historia pewnego małżeństwa kinomanów. Przez wiele lat chodzili codziennie do kina i w specjalnym zeszycie zapisywali  tytuły oglądanych filmów. Zapisali chyba kilkanaście zeszytów, stanowiących niezwykły dokument - chciałabym zobaczyć chociaż jeden taki zeszyt.

Przy okazji minionego niedawno Światowego Dnia Książki zaplanowałam również pełną inwentaryzację naszej domowej  biblioteczki, nad którą trochę straciłam kontrolę. Na początku naszego wspólnego gospodarstwa założyłam sobie katalog w dużym zeszycie z podziałem alfabetycznym na brzegach (były takie do kupienia), a osobisty mąż zabawił się w produkcję exlibrisu z użyciem prymitywnego narzędzia jakim był "Mały drukarz". To były czasy! ... kiedy nic nie było, a wszystko trzeba było zdobywać - jak na wojnie. Ale niewiele do tamtego zeszytu wpisałam. Po prostu przez lata doskonale pamiętałam, co mam na półkach. No i czeka jeszcze na rozpracowanie Stara Szafa.
A dlaczego tak mi się zebrało na tego rodzaju życiowe podsumowania? 
Być może to upływające coraz szybciej dni, których coraz mniej nam zostało... to kiedy sobie pozwalać na nic nie znaczące dla innych drobne przyjemności, jak nie teraz?

 Photo by the Bialons on Unsplash

środa, 1 maja 2019

To już 9 lat... a kolejnych dziewięciu raczej nie przewiduję

Z góry ostrzegam - post mało optymistyczny.
Tak... jestem zniechęcona... po raz kolejny narzekam na jednostronność kontaktów... coraz bardziej brakuje mi dawnych (nawet nielicznych) komentarzy... coraz bardziej męczy mnie pisanie do ściany... itepe... itede (jak u Osieckiej).

Przy okazji zamieszania z likwidacją  bloxa i gorączkowymi przenosinami wielu blogerów (tylko obserwowałam zjawisko, bo sama już dawno zrezygnowałam z tego miejsca), zajęłam się tym blogiem od strony porządkowej. Dawno tego nie robiłam, więc bałagan jest coraz większy. Od kilku dni próbuję coś z tym zrobić, ale niewiele się udało, więc machnęłam ręką. A co tam!... niech wszystko pozostanie tak jak jest - nie mam czasu na gruntowne zmiany, korektę i porządne usystematyzowanie wpisów. A przede wszystkim nie mam już na to ochoty. Zapał, jaki mi towarzyszył przez kilka lat ulotnił się jak kamfora. Zmęczenie codziennością, problemy realne, coraz czarniejsza dziura marnej egzystencji i coraz bardziej dokuczliwy brak czasu wymuszały minimalizm mojego blogowania. Gdyby nie udział w reaktywowanej Trójce e-pik chyba w ogóle nie zmusiłabym się teraz do jakiegokolwiek pisania na temat swojego czytania (tak do rymu akurat). Książki czytam cały czas, oglądam nowe filmy, więc teksty na ich temat same wskakują do głowy... ale jak przychodzi do ich zapisania to porażka! Już nawet światełko w tunelu to znikający punkt.

Z okazji nadchodzącej kolejnej rocznicy - pierwszy post powstał na blogu "Notes czytelniczy" 16 maja 2012, nie przygotowałam teraz żadnych statystyk, porównań, ocen itd. 
Tylko mały "rys historyczny" - "Notes czytelniczy" istniał do 2015 roku. Przeniosłam większość wpisów pod nowy adres, bo chciałam rozszerzyć tematykę swojego blogowania. 
Co jakiś czas zmieniałam koncepcję, chowałam niektóre posty do wersji roboczych (głównie te z prywatnym ględzeniem), w miarę jak poznawałam niechlubne życiorysy niektóry pisarzy z czasów PRL-u likwidowałam wpisy dotyczące ich książek. Zmieniałam kategorie, bawiłam się szablonami bloga, poprawiałam stronę graficzną, ale nigdy nie miałam poczucia, że tak właśnie ma wyglądać moje blogowanie. Ciągle szukałam i nie znalazłam rozwiązania, które dawałoby mi satysfakcję. Najbardziej ucierpiała z tego powodu moja córka, którą zamęczałam tysiącami takich narzekań. Teraz widzę jak to musiało być uciążliwe (żeby nie użyć mocniejszych słów).

Po raz kolejny nie wiem co dalej... i nic z tym nie zrobię. Blog niech sobie będzie taki jak jest teraz. Nie mam pomysłu na zmiany, więc najlepiej nic nie zmieniać. Raczej nie liczę, że nagle doznam twórczego olśnienia... chociaż podobno "nigdy nie mów nigdy".
Pozdrawiam nielicznych czytających i postaram się nie narzekać... chyba, że za rok, przy okrągłej rocznicy (jeśli dotrwam).


Photo by Cam Bradford on Unsplash