środa, 9 stycznia 2019

Malownicze jest dobre na wszystko

... parafrazując sławny zwrot Starszych Panów o piosence... a na pewno mieści się w świątecznych klimatach.

W minionego dopiero co Sylwestra późnym popołudniem nasz telewizor nieśmiało zakończył wieloletnią współpracę. Najpierw obraz zaczął lekko falować, a następnie odebrało mu głos. W ten sposób uniknęłam niepotrzebnych nerwów przy przeszukiwaniu kanałów w celu znalezienia czegokolwiek godnego oglądania. I mogłam spokojnie wejść w Nowy Rok z książką, jak to drzewiej bywało.

W czasie grudniowej przedświątecznej gorączki nie szukałam lektury typowo świątecznej, bo wystarczająco obrzydziła mi ten czas wciskająca się wszędzie reklama w amerykańskim stylu. A że nie jestem fanką tego stylu dodatkowo mnie wkurza wypychanie na margines naszej polskiej tradycji świątecznej.
Wracając do skutków awarii telewizora (ale nie strasznych, jak to było w pewnej komedii produkcji czechosłowackiej)... Akurat dobrze wpasowała się do czytania w tym świątecznym jeszcze klimacie powieść Magdaleny Kordel "Pejzaż z Aniołem". Mogłabym powiedzieć, że dobrze ze względu na tytuł i okładkę, ale nie dla mnie - szczególnie ze względu na fabułę.
Wiem, znowu się czepiam, ale co poradzę, że tak a nie inaczej odbieram bohaterkę i jej losy.
Najpierw zacytuję fragment tekstu od wydawcy:
" Wzruszająca opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno. Adrianna od śmierci taty nie cierpi świąt. Od czasu kiedy zamieszkała z matką, grudniowa aura zamiast z ciepłem i magią kojarzy się jej z odrzuceniem i samotnością."
Pewnie będzie tu trochę spamu (uprzedzam... zawsze można przerwać czytanie tego co poniżej).
Otóż dla mnie nie jest to opowieść wzruszająca, ale szalenie zasmucająca i przygnębiająca. I nawet przewidywalne radosno-świąteczne zakończenie nie załatwia sprawy, że "nigdy nie jest za późno".
Nie lubię takich reklamowych chwytów, nijak się mających do prawdziwego życia.
Na pewne zmiany jest zawsze za późno, bo traumatyczne przeżycia - szczególnie z dzieciństwa pozostają w człowieku na zawsze, nie dając się niczym wymazać. Oczywiście psychika każdego jest inna i nie mam zamiaru tu generalizować, ale życie nie jest bajką, więc dajmy sobie spokój z tym lukrowaniem. Chyba, że czytelnik bardzo chce oderwać się od skrzeczącej rzeczywistości i właśnie pragnie takiej bajki.

Zarówno okładkę jak i tekst od wydawcy uważam za niepotrzebnie przesłodzone, bo to nie jest dobry kierunek reklamowy. W ten sposób wrzuca się "Pejzaż z Aniołem" do jednego worka z tanią literaturą "okołoświąteczną", z krzywdą dla tej książki. To jest naprawdę dobrze zbudowana historia... bez taniego sentymentalizmu, ale wywołująca silne emocje u czytelnika. Może nie u każdego, ale u mnie na pewno. Nie jest potrzebna duża wyobraźnia, żeby zobaczyć siebie w sytuacji tego dziecka skrzywdzonego przez... własną matkę - wystarczy wczuć się w dowolnie wybraną z akcji sytuację relacji matka-córka. W sumie autorka i tak wykazała się dużą delikatnością językową... ja chyba wystrzeliłabym grubszym kalibrem. Podobnie jak w zarysowanym pobocznie wątku stosunku dorosłych dzieci do starych rodziców (co mnie szczególnie teraz porusza, bo sama to "przerabiam").

A wywołane w tytule posta Malownicze - klimatyczne miasteczko w górach, tym razem ma do spełnienia rolę dobroczynną i kojącą. Można powiedzieć, że terapeutyczną... wraz kilkoma osobami, poznanymi we wcześniejszych powieściach. Pojawia się w akcji nie od razu, ale za to zgarnia finał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz