niedziela, 30 grudnia 2018

Niedziela z obrazem (125)

Wilhelm Amberg, Czytanie "Wertera" Goethego (1871)

 wł. Fundacji im. Raczyńskich - źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu

niedziela, 16 grudnia 2018

Jak obrazić inteligencję widza-czytelnika, czyli komercyjna jazda na klasyce

Koszmarny produkt "aniopodobny" , czyli "Anne of Green Gables: A New Beginning" to film z 2008 roku, w reżyserii i w oparciu o scenariusz Kevina Sullivana. I to jest najgorsze w tym wszystkim, że twórca kultowej (nie lubię tego słowa, ale tu pasuje) adaptacji cyklu o Ani tak prymitywnie wykorzystuje temat! ... do czego? ... według mnie tylko do zrobienia kasy. Bo kasy by nie było, gdyby film miał inny tytuł i nazwiska bohaterów. Tylko to - i jeszcze nazwa "Zielone Wzgórze", łączy ten film z twórczością Lucy Maud Montgomery.

Już realizacji dalszych losów Ani i Gilberta w czasie Wielkiej Wojny była dużym naciągnięciem, a właściwie całkowitym skokiem w bok. I teraz widzę, że to była przygrywka reżysera do późniejszego "dzieła" Ale jeszcze jakoś do przełknięcia dla miłośników cyklu powieściowego - mimo, że całkowicie niezgodna z pierwowzorem literackim, to akceptowana ze względu na tych samych odtwórców głównych ról. 

Dla myślącego widza, znającego utwór literacki, nie powinno być problemem rozwinięcie przez scenarzystę wątków ledwie zarysowanych przez autora. Na zasadzie "ciekawe jak dokładniej wyglądało małżeństwo i życie rodzinne rodziców Ani?". I tu puszczamy sami wodze fantazji, godząc się na taki zabieg w filmie.

Ale nie do przyjęcia jest dla mnie tak jawne żerowanie na popularności tytułu i postaci głównej bohaterki.

Ja to właśnie tak odbieram i powstrzymuję się od dalszych ocen.

Dla czytelników znających cykl o Ani Shirley mała próbka (bez dodatkowych wyjaśnień, bo są zbędne), a jeśli ktoś chce film obejrzeć niech nie czyta:

- Jest rok 1945 (czyli powieściowa Ania ma około 80 lat) - filmowa Ania-pisarka to kobieta w średnim wieku (z wyglądu miedzy 40 a 50 lat)

- Jej jedyny syn zaginął na wojnie (oczywiście to II wojna światowa)

- O mężu i własnej rodzinie bohaterki nie ma tu mowy (albo ja nie dosłyszałam)

- Ania tworzy jakąś sztukę opartą na własnych przeżyciach, więc oczywiście powraca w formie retrospekcji do wspomnień z dzieciństwa

- jest w pewien sposób przygarnięta przez bogatą teściową pani Thomas - przyjaciółki matki Ani

- rzeczona przyjaciółka okazuje się wredną babą, bo uciekając z domu teściowej wraz ze swoimi dziećmi, znika z życia małej Ani, żeby połączyć się z jej ojcem

- tak... z ojcem... bo ojciec Ani żyje i siedzi w więzieniu!

- ale przecież kiedyś z niego wychodzi, co nie znaczy, że odnajduje Anię

- ojciec zapisuje  swój majątek dzieciom nowej żony (albo może tylko najstarszej córce, takiej złej siostrze Kopciuszka)

- a Ania ma za to zająć się pogrzebem, dowiadując się przy okazji, że posiada przyrodniego brata o istnieniu którego nic nie wiedziała

- film kończy się radosnym przyjęciem ogrodowym z udziałem ponad 90-letniej pani Linde (w rzeczywistości raczej nie miała szans dożyć), a odnaleziony syn wraca z wojny z francuską narzeczoną. Z synem w ogóle miałam problem, bo nie widziałam tego produktu od początku i nie wiem, czy to czasem nie adoptowane dziecko. A zresztą to nieistotny drobiazg w całości.

Zbyt lubię powieść, dlatego... NIE POLECAM

 

 źródło zdjęcia


sobota, 8 grudnia 2018

Mój dzień w książkach, czyli podłączam się do podsumowań...

... chociaż właściwie sama nie lubię ich robić, co mi nie przeszkadza w czytaniu cudzych.
Tym razem bardzo chętnie zrobiłam  swoje nietypowe podsumowanie. Nietypowe, bo w formie zabawy łańcuszkowej, którą po 7 latach przypomniała Sardegna - TU
Ja w swoich początkach blogowania nie trafiłam na ten rodzaj zabawy, a wtedy być może w ogóle nie wzięłabym udziału. Za dobrze pamiętałam zmorę listów łańcuszkowych, które dostawaliśmy w dawnych czasach. I jeszcze to groźne ostrzeżenie na końcu, że "jak przerwiesz ten łańcuszek, to spotka Cię nieszczęście..." 

W swoim tekście umieściłam zarówno tytuły książek, o których pisałam na blogu, jak i tych przeczytanych książek, dla których w tym roku nie znalazło się (jeszcze) miejsce w formie chociażby krótkiej wzmianki. To jednak mam w planach nadrobić (zobaczymy, ile się uda)



Mój dzień w książkach 2018  
 
Zaczęłam dzień (z) Bombą.
W drodze do pracy zobaczyłam Igły
i przeszłam obok 
Simony,
żeby uniknąć Ślepego Maksa,
ale oczywiście zatrzymałam się przy Polskich aktorkach filmowych na emigracji.
W biurze szef powiedział: Nie ma się z czego śmiać.
i zlecił mi zbadanie Tajemnic prowincji.
W czasie obiadu z Latarnikiem
zauważyłam Bagienną niezapominajkę
pod
Leksykonem łódzkich fabryk .
Potem wróciłam do swojego biurka Złotego jarzma.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Dwudziestolecie od kuchni
ponieważ mam Pokój na poddaszu.
Przygotowując się do snu, wzięłam Wyznania gorszycielki
i uczyłam się
Mody kobiecej w okupowanej Polsce ,
zanim powiedziałam dobranoc Kobietom Kossaków .

To miła przedświąteczna zabawa... kto jeszcze "nie grał" niech spróbuje.

środa, 5 grudnia 2018

Mało pozytywna "Pozytywka"


Co jakiś czas, wbrew własnym wcześniejszym ustaleniom, sięgam po kolejną polską powieść obyczajową (z podgatunku nazywanego "literaturą kobiecą), z naiwną wiarą w dobre trafienie. Niestety... tak się nie dzieje, a ja po zmarnowaniu czasu na niepotrzebne czytanie... niezadowolona z siebie, porzucam na dłuższy czas chęć poznawania nowych opowieści.
Właściwie ten wstęp wystarczy za rekomendację, czy też raczej jej brak. 
Nie polecam... nie odradzam - dodam jedynie, żeby nie dać się zwieść ładnej okładce, ani notce od wydawcy.
Mnie to właśnie zmyliło, chociaż już od dawna zdaję sobie sprawę z marketingowego oddziaływania takich elementów.

Ładne opakowanie, a w środku... właśnie, co w środku?

Powieść porusza ważne problemy, dotyka traumatycznych przeżyć, ale w sposób dość powierzchowny, prymitywny, spłaszczający, chwilami ocierający się o wulgarność, a głównie o nudę.
W moim odbiorze to nie jest słodko-gorzka opowieść (jak czytamy na okładce)... nie znajduję tu nic słodkiego  - opowiedziana historia jest ponura, przygnębiająca, smutna, czarno-szara...

To był zły wybór, ale coraz trudniej znaleźć na ogołoconych bibliotecznych półkach lekturę odpowiadającą moim oczekiwaniom.
Jednak wolę pozostać przy klasycznych starociach, których mam u siebie jeszcze sporo do przeczytania. Chyba na jakiś czas odpuszczę sobie odwiedziny w tej bibliotece (mam na szczęście jeszcze kilka innych do wyboru)... szczególnie, że od czasu letniej czystki jakoś nowych książek nie przybyło za dużo.