środa, 23 stycznia 2013

Kobieta w powstaniu - Maria Piotrowiczowa


Maria Piotrowiczowa jest patronką XIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi - szkoły, obok której wielokrotnie przechodzę.
Kim była ta kobieta nie wiedziałam dość długo. Dopiero idąc śladami nazw i tablic, które mijam w mojej dzielnicy, zainteresowałam się bliżej losami tej bohaterki powstania.
Zginęła w walce, mając zaledwie 24 lata. Pochodziła z zamożnej ziemiańskiej rodziny (posiadającej dobra ziemskie w okolicach Łodzi)  i mogła dożyć starości w spokoju  i dobrobycie. Wybrała drogę walki patriotycznej, która przyniosła śmierć i upadek rodziny.

Postawa patriotyczna Marii nie wzięła się znikąd - wuj należał do spisku inicjującego powstanie listopadowe, ojciec powstańcem z 1831 roku.  Wystawił własny poczet zbrojny, brał udział w potyczkach, był ranny.
Maria wyszła za mąż w wieku 17 lat za Konstantego Piotrowicza, który był nauczycielem z Chocianowic (obecnie w granicach administracyjnych Łodzi). Konstanty  był ideowcem  - przyjął posadę nauczycielską od zaborcy, aby móc bezinteresownie szerzyć idee narodowe i wolnościowe wśród młodzieży pochodzącej z uboższych klas. Maria i jej mąż byli  dobranym małżeństwem, ich postawy ideowe były zgodne, oboje działali w organizacji narodowej na terenie Łodzi.

Wieści o klęskach powstańczych przyczyniły się do decyzji Marii o dołączeniu wraz z mężem i częścią służby z folwarku do bezpośredniej walki w oddziale. Obcięła włosy, jej strojem stała się powstańcza czamarka. Oddział powstańczy składał się kilkuset osób: kosynierów, strzelców i ułanów. Maria nie od razu stanęła do walki liniowej, początkowo pełniła służbę pomocniczą.

Niestety, trzeba otwarcie powiedzieć, że rozbicie oddziału to skutek błędów, zaniedbań i lekkomyślności dowódców. Oddział został wytropiony przez garnizony rosyjskie po demonstracyjnym przemarszu przez  miasta ziemi łódzkiej. 24 lutego 1863r. powstańcy zostali zaskoczeni, bo nie wystawiono wart i nie wysłano zwiadów. W okrążeniu powstańcy musieli podjąć walkę.
Bitwa pod Dobrą trwała kilka godzin, powstańcy odparli dwa ataki kozaków, trzeci atak to już tylko chaotyczna obrona. Część powstańców wymknęła się z okrążenia. Jednak Maria walczyła do końca, nie chciała się poddać, chociaż rosyjscy oficerowie jej to proponowali. Broniąc oddziałowego sztandaru zabiła jednego kozaka, drugiego raniła, trzeciemu zabiła konia. Sama zginęła pod szablami kozaków, którzy dodatkowo kłuli jej martwe już ciało szablami i pikami. Zakrwawione strzępy tego ubrania były przechowywane przez rodzinę jako cenną relikwią. Nawet po śmierci Maria nie mogła bez przeszkód zostać pochowana, bo Rosjanie zażądali okupu za wydanie ciała i pozwolenie na przewiezienia go do dworu.
Tragizmu dopełnia fakt, że jak się później okazało, w chwili śmierci Maria była w bliźniaczej ciąży.
Jej mąż, ciężko ranny w bitwie, miał szansę przeżyć pod warunkiem unikania głębokich wzruszeń. Znalazł się w szpitalu w Łodzi, prowadzonym przez Komitet Kobiet. Nie wiedział o śmierci żony, ale prawda dotarła do niego wraz z biciem kościelnych dzwonów. Dowiedział się, że wraz z innymi poległymi powstańcami zostanie pochowana także ona. Gdy Konstanty zapytał, komu tak dzwonią, jedna z pielęgniarek bez zastanowienia powiedziała: "dla pańskiej żony tak wspaniały pogrzeb". Po tych słowach Konstanty zmarł na atak serca na rękach żony powstańczego naczelnika miasta pani Zajączkowskiej.

Tragedię rodziny Piotrowiczów dopełniły ogromne kontrybucje, którymi Moskale okładali ich dwór. Matka Marii musiała sprzedać majątek.

Śmierć Marii Piotrowiczowej odbiła się szerokim echem wśród Polaków i prawdopodobnie dlatego Wydział Wojny Rządu Narodowego wydał zakaz przyjmowania kobiet do służby liniowej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz