czwartek, 17 stycznia 2013

Ilustracja historii

Nie od zawsze interesowała mnie historia. W swoich szkolnych, a nawet studenckich czasach nie mogłam zrozumieć, jak można interesować się tym przedmiotem. Do tego stopnia, żeby wybrać taki kierunek studiów - jak to zrobił mój tata. Książki i podręczniki były mało atrakcyjne, najczęściej z samym tekstem, z marnymi ilustracjami. Oglądałam skrypty studenckie taty z lat 50-tych  z zakresu archeologii. Naprawdę, mało zachęcające do zgłębiania tej wiedzy.
Grzebiąc ciągle w bibliotece dziadków wyjmowałam, przestawiałam (czasem upychałam) dziesiątki książek o tematyce historycznej, nigdy do nich nie zaglądając. Mogłam chyba brać udział w konkursie na rozpoznawanie książek po okładkach, większość zapamiętałam do dziś.
Nie lubiłam historii jako przedmiotu w szkole, bo lekcje były nudne, bo zawalano nas pamięciowym wkuwaniem dat i nazwisk, bo wydarzenia były niezrozumiałą plątaniną nic nie mówiących miejsc, niezrozumiałych decyzji, mało ciekawej dla dziecka polityki.

Tak naprawdę uświadomiłam sobie przyczyny mojej niechęci historycznej, gdy byliśmy z mężem w latach 70-tych w naszej pierwszej wspaniałej podróży "na Zachód". W Pompejach, na ulicznych straganach  oglądałam przeróżne albumy, książki, przewodniki turystyczne - wspaniale wydane.
O takim poziomie technicznym druku mogliśmy w Polsce tylko marzyć. I tam właśnie zobaczyłam albumy ze zdjęciami wybranych obiektów, a przed każdym zdjęciem przezroczysta kartka-nakładka z kolorowym nadrukiem stanu pierwotnego budowli - sprzed wybuchu Wezuwiusza.
To było TO, strzał w dziesiątkę - coś co pobudza wyobraźnię, zachęca do poznawania dawnych dziejów, daje jakiś obraz tamtej rzeczywistości.
Teraz to nic nadzwyczajnego - mamy internet, komputerowe cuda w zakresie wizualizacji, a do kompletu jeszcze grupy rekonstrukcyjne odtwarzające w zabawie dawne dzieje. Coś, co dla mnie zawsze było najbardziej interesujące - życie codzienne ludzi.
Będąc wtedy we Włoszech szybko znudziły mnie kolejne kościoły i muzea - apogeum nastąpiło we Florencji, gdzie natłok wrażeń mnie pokonał. W Galerii Uffizi, gdzie można dostać oczopląsu i nie wiadomo, na czym skupić uwagę: na podłodze, na ścianach, na suficie? Teraz jednym kliknięciem mogę wstawić tu ten chociażby obrazek

ale wtedy oglądałam takie zbiory w jednym miejscu po raz pierwszy, więc zrozumiałe , że byłam ogłuszona. Tu akurat podłoga była najmniej interesująca, ale w innych salach było co oglądać pod nogami. Lekko się zbuntowałam, bo chciałam oglądać życie ludzi, zwykłe domy, a nie setki posągów i obrazów, których już nie byłam w stanie podziwiać. Wiadomo, co za dużo...

Od tamtego czasu jednak wiele się zmieniło i mamy możliwość techniczną przywołania obrazów przeszłości (przynajmniej w zbliżonej wersji). To daje między innymi film. Coraz bogatsza, bardziej szczegółowa scenografia i wplatane w akcję różnorodne scenki rodzajowe wzbogacają nasz odbiór. Właściwie powinnam pisać "mój odbiór", bo to moje własne odczucia. Kiedy oglądam film, którego akcja dzieje się przed wiekami i widzę na ekranie tamtą "codzienność" na równi z politycznymi dyskursami bohaterów zupełnie inaczej odbieram fabułę.
To bogactwo szczegółów rozwijało się z biegiem lat i nierozerwalnie związane było (i jest) z finansami.
Jakże ubogie pod względem scenografii są polskie filmy historyczne sprzed lat - to nie jest zarzut, ale tylko stwierdzenie smutnego faktu.

Najbardziej chyba zachwycił mnie film "Dziewczyna z perłą" - coś w nim jest... coś szczególnie malarskiego, co wyróżnia go wśród podobnych produkcji.


A dochodząc do sedna sprawy - temat posta wywołała kolejna emisja w telewizji filmu "Zakochany Szekspir".
Trafiłam przypadkowo i obejrzałam raz jeszcze, skupiając uwagę na stronie ilustracyjnej właśnie.
Nie traktuję filmów jako wiarygodnych źródeł wiedzy, ale dają one jakąś wersję dawnej rzeczywistości.
Kreują pewien obraz, działający na wyobraźnię.
To dla mnie ma duże znaczenie, gdy czytając książkę, mogę w jakiś sposób umiejscowić jej bohaterów. Osadzić w konkretnych realiach, zobaczyć ich świat.
Film "Zakochany Szekspir" - komedia romantyczna w historycznych ramach,  wyciągnął z półki  tę książkę


opowieść biograficzną (jak ją nazwał sam autor).
To rzeczywiście jest opowieść bez dialogów, którą się dość łatwo czyta - szczególnie, gdy to lektura dla przyjemności i nie musimy po niej zdawać egzaminu. Nie jest nudnym podręcznikiem akademickim, ale jednak wymaga pewnego skupienia uwagi przy lekturze i pewnej ogólnej chociażby wiedzy historycznej. Co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę osobę autora - profesora filologii angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim. W opowieść o życiu wplecione są wątki dotyczące poszczególnych utworów Szekspira, a po drodze czytelnik przekopuje się przez dziesiątki nazwisk z tytułami, dat i miejsc.

I czy nie ułatwia tej wędrówki kolorowy obraz magicznej sztuki filmowej?

Na końcu książki (obok drzewa genealogicznego, bibliografii oraz ilustracji) znajdujemy ten

Epilog

Lubię myśleć nie o tym, jak Shakespeare
                                                          w Londynie
Za dobrych starych czasów, dziś okrytych pleśnią,
Czarował czytelników miłosną swą pieśnią,
Burbae`a i Jonsona wykpiwał przy winie,

Jak szaleństwa stolicy wyśmiewał w komedii,
Jak Romea i Julii opłakiwał losy,
Jak Leara rozpaczliwie chwytał uchem głosy, 
Jak Desdemony kreślił straszną śmierć w tragedii.

Wielkie to były czasy, lecz je precz odrzucił
I zamyślony, cichy, do Stratfordu wrócił,
Jego szedł uliczkami, wiedząc, że za chwilę

W starym kościele spocznie, pod głazem, w mogile.
O tym ja lubię myśleć Shakesperze
                                                     w Stratfordzie,
Jak róże ścina, jak rwie jabłka w swym ogrodzie.      
                                                                  Edmund Kerchever Chambers

Stanisław Helsztyński "Shakespeare", Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1974

4 komentarze:

  1. Ciekawy post.Mnie w młodości interesowała historia bardzo. Lubiłam ten przedmiot w szkole.Sporo czytałam książek historycznych i z przyjemnością oglądałam filmy. Nie poznałam tak, jak Ty na żywo pamiątek historii poza granicami naszego kraju ale z lubością oglądam albumy, które mam i przeglądam internet.Z filmów polskich Krzyżaków mogę oglądać wciąż na nowo.Film Dziewczyna z perłą to znakomity, wysmakowany film oddziałujący na wyobraźnię. Kiedyś czytałam świetną książeczkę o tym obrazie, ale nie tą na której powstał film i dzięki mojej sklerozie nie mogę sobie przypomnieć autora ani tytułu.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole miałam po prostu złych nauczycieli, naprawdę marnych zawodowo, którzy odwalali lekcje byle jak. Widocznie do zainteresowania historią musiałam po prostu dojrzeć.
      A ta nasza podróż to było niezwykłe i jedyne takie wydarzenie - 6 tygodni wędrówki campingowej (Czechosłowacja, Węgry, Austria, Włochy). W tamtych czasach cudowny prezent od losu i rodziny - ktoś nas w tę podróż zabrał. Ale samo przygotowanie, od strony urzędowo-papierkowej takiego wyjazdu, to dopiero nadaje się do opisania.
      Książki o obrazie niestety nie znam, jakoś mi się nie trafiła.

      Usuń
  2. Rozpisałaś się:) Ja uwielbiam historię od zawsze, w szkole, na studiach (mój kierunek był mocno powiązany z historią) i teraz nadal. Film "Zakochany Szekspir" widziałam w kinie wiele lat temu i zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Natomiast książki Helsztyńskiego nie czytałam, ale skoro mówisz, że łatwo się czyta to poszukam i przeczytam. Uwielbiam Anglię XV-XVII wieku, więc chętnie dowiem się czegoś więcej o znanym dramatopisarzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpisywanie się to u mnie stan normalny :), jestem gadułą z natury.
      Napisałam, że książkę się czyta dość łatwo, bo takie miałam wrażenia po lekturze. Ale to moje zdanie - komuś może się wydać nudna lub męcząca w czytaniu.

      Usuń