czwartek, 9 sierpnia 2018

Wymuszone wakacje blogowe...

... do czasu, aż się skończą te cholerne upały!

 Photo by Luc Tribolet on Unsplash

środa, 1 sierpnia 2018

Rocznica...





 Archiwum Państwowe w Warszawie


niedziela, 22 lipca 2018

Niedziela z obrazem (120)

Letni czas to moje skojarzenie przede wszystkim z obrazami impresjonistów.

Claude Monet "Jardin à Sainte-Adresse" (1867)



piątek, 20 lipca 2018

Bagienna biografia

Chyba żadna przeczytana do tej pory biografia nie wywołała u mnie tak silnych emocji.


Często nie zgadzam się z notkami od wydawcy, tym razem jednak jest w tym sporo prawdy:
"Ale ta lektura to prawdziwie szokowa terapia, poetyczne stracone złudzenia - z każdą przeczytaną stroną wizerunek eterycznej, delikatnej poetki oddala się bezpowrotnie"
i nie polecam czytania tej książki miłośnikom poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, którzy chcą zachować wyidealizowany obraz ulubionej poetki.

To nie jest odbrązawianie pomnika - to brutalne wykopanie z piedestału.
W trakcie lektury tej książki można wręcz poczuć nienawiść do siebie za to, że kiedyś tak się kochało poezję Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej... poezję powstającą nie z wewnętrznej potrzeby twórczej, ale jako produkt na sprzedaż.

Paradoksalnie ta książka jest podobna do "Marii i Magdaleny" - obie te pozycje pokazują bohaterkę tak tendencyjnie i subiektywnie, jak tylko się da. Tyle, że każda w innym kierunku.

U siostry, Magdaleny Samozwaniec, postać Lilusi jest tak lukrowana, że aż mdli z przesłodzenia.
"Bagienna..." kreuje Marię jako koszmarną babę, której nie chciałabym poznać osobiście.
Mimo skrajnie różnej tendencyjności obu książek, jest coś co daje wyraźną przewagę "Bagiennej...". To duża dawka dokumentacji, czyli cytowanych listów poetki i wypowiedzi innych osób oraz prywatnych zapisków Marii. Tyle tylko, że jest to cytowanie szalenie wybiórcze, mające chyba na celu zohydzenie postaci bohaterki.

Czytając książkę szybko odniosłam wrażenie, że autorka/autor bardzo nie lubi swojej bohaterki.
Tu przy okazji zatrzymam się na chwilę przy tajemniczej postaci autorskiej, kryjącej się pod trudnym do zapamiętania pseudonimem. Szukałam informacji na ten temat - są różne i wzajemnie się wykluczające. Ja mam w tej sprawie swoje własne domysły, ale oczywiście ich nie ujawnię.

Jaki portret poetki wyłania się z tych  wyselekcjonowanych dokumentów?

Nie zastosuję opisu "własnymi słowami" Marii jako córki, żony, kobiety, polskiej obywatelki, poetki...
bo musiałabym użyć samych negatywnych określeń. Początkowo miałam zamiar posłużyć się cytatami jej własnych słów, ale szkoda mi czasu...
Szersze opinie o książce można znaleźć w internecie, między innymi na portalu  Lubimy czytać

Co mi dała lektura tej książki, oprócz swoistego zbrzydzenia taką formą biografii?
Uzupełniła życiorys Marii od momentu wybuchu II wojny światowej, na którym kończy się "Maria i Magdalena". Dostarczyła też sporo informacji o innych Kossakach... oczywiście równie negatywnych.

8/2018

środa, 18 lipca 2018

"Deszczowy lipiec (1957)

Deszczowe, mokre wakacje  - takie wspomnienia wyskakują z szufladki pamięci. W czasach moich lat szkolnych piękna, słoneczna pogoda była rzadkością... albo bardziej pamięta się te nieudane wyjazdy nad morze, gdy z całego turnusu zaledwie 2-3 dni pozwalały na plażowanie.

Kiedy w lipcu przychodzą takie kilkudniowe ulewne deszcze, zawsze przypomina się ten film, którego współautorką scenariusza jest Stefania Grodzieńska.


"Mąż zdradza żonę. Ta, przebywając na wczasach, chce mu odpłacić pięknym za nadobne. Nie ulega jednak zakochanemu w niej Andrzejowi, bo przekonuje się, że tylko męża darzy prawdziwym uczuciem. Kiedy wychodzi po niego na dworzec, dowiaduje się, że nie przyjechał on do niej, ani nawet do swojej kochanki, lecz do jeszcze innej kobiety..."

Wydawało mi się, że już wspominałam o tym filmie, przeszukałam bloga, ale nie znalazłam takiej notki.
Pewnie jakaś wzmianka jest w tekście.

Film nie jest specjalnym arcydziełem sztuki filmowej, ale dla mnie jest kapitalnym dokumentem epoki wraz z plejadą naszych wspaniałych aktorów w obsadzie, na tle deszczowego Zakopanego.