wtorek, 16 października 2018

Z listą do Biblioteki, a tam... puste półki




Od dawna mam zamiar chodzić  po kolejne książki do swojej Biblioteki Rejonowej (teraz nazywa się ..., ale ja jestem przywiązana do starej nazwy), z listą pożądanych tytułów. Zamiar pozostaje ciągle na etapie zamiaru - nic z tego nie wychodziło, bo ciągle brak czasu, zabieganie, więc nadal pełna improwizacja w wypożyczaniu. 
Ta sytuacja przypomina mi bardzo warunki zakupowe w czasach minionych, gdy nie planowałam jadłospisu domowego z wyprzedzeniem. Nie planowałam, bo to było kompletnie bezcelowe. Po co było planować, skoro i tak robiło się obiad z tego, co akurat się trafiło "w mięsnym". I tylko podawane w książkach kucharskich jadłospisy tygodniowe lub całoroczne rozśmieszały mnie swoją nierealnością.

Podobnie jest teraz - mogę sobie chodzić z listą, skoro tych książek w tej skromnej Bibliotece po prostu nie ma. Nie zostały kupione z braku funduszy... były, ale zostały skradzione lub nieoddane.. w najlepszym razie są "w wypożyczeniu", więc można się zapisać w kolejce i czekać... nie wiadomo jak długo.

A może książek nie ma, bo należało je usunąć - nie tylko ze względów użytkowych?

W czasie jednej z nielicznych wizyt latem (wiadomo, upały), dosłownie poraził mnie widok pustych półek. Dosłownie pustych, bo kilka lub kilkanaście książek nie wypełni przestrzeni wcześniej ciasno zapchanej.
Jednocześnie byłam świadkiem energicznie i głośno działającej jakiejś osoby decyzyjnej (nie znanej mi), która w towarzystwie "dwóch silnych" wymiatała zbiory czytelni na miejscu. Pokazywała palcem, co panowie mają zabrać do samochodu na makulaturę.
Biblioteka wyglądała żałośnie - jak po przejściu tornada i nie do końca uwierzę w niemrawe wyjaśnienia, że to tylko chwilowo, bo książki trzeba oddać do naprawy, ale wrócą... no i oczywiście będą kupione nowe.

W te zakupy nowych mogę uwierzyć, tylko od razu pojawia się pytanie - JAKIE będą te nowe książki?
Mogę się domyślać - obym się myliła. Wystarczył mi przegląd tego co zostało na półce "Biografie, wspomnienia, pamiętniki".
Podobnie na półce z najczęściej wypożyczanymi czytadłami - ta z kolei aż pęka od zaczytanych egzemplarzy powieścideł w większości wątpliwej wartości literackiej.  
Kształtowanie czytelnika nowych czasów?
Już nie raz to przerabialiśmy - ostatnio po 1989 roku...
Pozostawiam bez komentarza...

Po bardzo długiej przerwie zajrzałam do swojej półki "Chcę przeczytać", na stronie Lubimy czytać. Kiedyś wrzuciłam tam sporo tytułów.
Czy aktualnie też chcę te książki przeczytać? Już nie wszystkie, więc konieczne jest spore wietrzenie tego prywatnego składziku.

Tylko -  czy ta lista da się zrealizować w formie wypożyczeń?
Raczej nie w tak małej bibliotece. 
Czyli muszę znowu zacząć "zdobywać", albo zrezygnować.

niedziela, 14 października 2018

Alternatywna Ania w dickensowsko-irlandzkich klimatach, czyli oglądasz na własną odpowiedzialność

Jeśli masz lat -dziesiąt plus i czytałaś "Anię z Zielonego Wzgórza" wieki temu...
Jeśli nie czytałaś tekstu w oryginale...
Jeśli znasz Anię tylko z jednego dawnego ckliwego i staroświeckiego tłumaczenia
Jeśli nie chcesz stracić bezpowrotnie najmilszych wspomnień z lektury lat dziecięcych 
Jeśli Twoja wizja świata Ani oraz mieszkańców Avonlea to obraz z adaptacji Sullivana z Megan Follows w roli głównej

za nic NIE OGLĄDAJ! serialu "ANNE" z Amybeth McNulty w roli głównej



Film jest mroczny, smutny, przygnębiający, chwilami okrutny - niektóre sceny przetrwałam z zamkniętymi oczami (niestety uszu nie zdążyłam "wyłączyć"). To produkt nowych czasów - zarówno pod względem technicznym, jak i artystycznym.

Pokazuje znanych nam przecież bohaterów w zupełnie innej wersji, a świat, w którym żyją jest inny od utrwalonego w naszej świadomości romantycznego obrazu kanadyjskiej Cepelii. I pewnie ta surowa rzeczywistość, wykreowana w filmie,  jest bliższa prawdziwemu dawnemu życiu na Wyspie, ale cóż z tego... nie zgadza się z dawnymi kadrami w naszej pamięci


poniedziałek, 8 października 2018

Literatura i film - "Latarnik"


Nie widziałam wcześniej filmu "Latarnik" (1976), a samą nowelę Henryka Sienkiewicza pamiętam ze szkolnych czasów tylko w ogólnym przesłaniu, czyli  "latarnik Skawiński nie zapalił na czas światła latarni, tak bardzo pochłonęła go lektura nowej książki pod tytułem "Pan Tadeusz i z tego powodu stracił pracę".

Teraz, po obejrzeniu filmu, przeczytałam nowelę -  dostępną na stronie Wolne lektury i uważam ekranizację za całkiem dobrą. Wbrew niektórym opiniom znalezionym w internecie określam film jako utwór utrzymany w nostalgicznym klimacie literackiego pierwowzoru. Luźna adaptacja, czy jak kto woli "na motywach", zachowuje w filmie to co najważniejsze, a czas realizacji filmu - rok 1976 daje obraz spokojny, bez XXI-wiecznych wynaturzeń. Zarówno nowela, jak i film są wspomnieniem minionego czasu - każde swojego. A ja przecież najbardziej lubię takie dawne klimaty... spokojne tempo... inny czas.

niedziela, 23 września 2018

Niedziela z obrazem (122)

środa, 12 września 2018

Było... minęło... (26) - "Podróże pana Kleksa" (1961)

Jednak nie wszystko minęło, jak się nieoczekiwanie (dla mnie) okazało. Dla naszego czwartoklasisty wyciągnęłam z półki to wydanie z 1965 roku (do przeczytania jako lektura szkolna jest "Akademia Pana Kleksa)). 


Nie pamiętam, czy coś z Pana Kleksa było lekturą w moich czasach, ale pamiętam jak mocno mnie wciągnęły przygody Pana Kleksa i jego towarzyszy. Pamiętam, że WIERZYŁAM w te wszystkie  historie, na czele z makaronowymi brodami


Teraz o to uwiarygodnienie fikcji mogę "obwiniać" ilustracje J.M.Szancera. Idealnie uzupełniały tekst i mogłam uwierzyć, że naprawdę jest gdzieś taki świat.


Stety albo niestety - wychowana na ilustracjach Szancera, teraz wybrzydzam nad każdą nową wersją okładki. O zawartości nie wypowiadam się -  nie wiem nawet, czy i ile jest ilustracji w tekście. 
Książka od razu stała się moją ulubioną i kilka razy jeszcze do niej wracałam. Mania wielokrotnego czytania książek z własnych półek nie opuściła mnie do dziś. Dlatego te szczególnie ulubione są zaczytane aż do bólu.

Teraz jestem ciekawa, jak przyjmie stronę graficzną tego starego wydania nowy czytelnik... dziecko XXI wieku. Na nas to działało i pozostało w pamięci na zawsze.