Czytam, bo (nie) muszę


Skąd taki podtytuł  bloga?

- muszę czytać, bo bez czytania nie wyobrażam sobie życia
- już nie muszę czytać z obowiązku i z nakazu

Czytam książki  całe życie, od chwili kiedy posiadłam tę umiejętność.
Czytam codziennie, z tym większą przyjemnością, że  już nie muszę. Nie muszę czytać tego, czego nie chcę, a kiedyś musiałam. Nie muszę tracić czasu dla niektórych książek tak jak kiedyś na studiach, dla książek wymaganych w mojej pracy.
Czytam, bo muszę... jako ten mól książkowy. Przymus czytania jest moją drugą naturą... uzależnienie od czytania wyniosłam z rodzinnego domu.

W mojej rodzinie czytają wszystkie pokolenia - poczynając od pradziadka, który czyta każdego dnia... chociaż wzrok mu to utrudnia, zamiast ułatwiać...
A kończąc na prawnuczku, który w wieku 2 lat targał wielką i ciężką "książeczkę" dla dzieci,  zapraszając mnie słowami "Bacia - choć... citać".

Niewątpliwie całą miłość do książek zawdzięczam mojemu Tacie (wspomnianemu już pradziadkowi).  On zapełniał książkami nasz rodzinny dom, a ja od najwcześniejszego dzieciństwa czułam i widziałam ich obecność. Zawsze kupował dla mnie książki wybrane z namysłem - wartościowe, uczące i wzbogacające.

Od dawna nie kupuję już nowych książek, bo nie ma dla nich miejsca w moim małym mieszkaniu.
Nie kupuję, bo ich ceny są nie na moją kieszeń.
Korzystam ze skromnych zasobów biblioteki rejonowej, bo jest tam dla mnie jeszcze dość książek do przeczytania. Nie muszą to być modne nowości, czytając książkę zawsze biorę pod uwagę osobę autora i czas jej powstawania.

A teraz jestem na etapie "to znamy, na to czekaliśmy" - jak pisała nieoceniona pani Stefania Grodzieńska ("Wspomnienia chałturzystki"). Co prawda odnosiło się to do repertuaru muzycznego dawnych imprez - chałtur, ale idealnie oddaje sens tego mojego czytania książek tak dobrze znanych.
I po raz kolejny czytam zestaw ulubiony z domowego księgozbioru - książki czytane wielokrotnie.

Nigdy nie zapisywałam tytułów przeczytanych książek, ani swoich uwag o nich. I trochę mi żal tych nie zapisanych refleksji po moich lekturach. Być może dlatego postanowiłam  założyć ten zeszyt... lepiej późno niż wcale.
Kiedyś byłby to gruby brulion w sztywnej oprawie, w którym pisałabym jednym z ulubionych wiecznych piór (czarnym atramentem). Ale teraz wybrałam ten elektroniczny, z czcionką jak w naszej maszynie do pisania.
Blog... -  z lenistwa?... z chęci zaistnienia kolejnym własnym miejscem?... z chęci dzielenia się własnymi wrażeniami i opiniami? - nie wiem tak do końca dlaczego.
Bardziej zastanawiam się, dlaczego wcześniej nie założyłam tego bloga, skoro powstało kilka innych?

Nie chcę z góry określać jego charakteru - nie wiem, jaki będzie. W chwili założenia go planuję całkowicie prywatną i dowolną pisaninę.  Będę pisać bez jakiekolwiek planu, czy przemyślanego doboru książek. Chcę, aby to była dla mnie czysta przyjemność.
Będę pisać po prostu o książkach - o bardzo różnych książkach... czytanych w różnym czasie... w różnych okolicznościach. Chyba będzie to w większości przegląd antykwaryczny, skoro nowych książek mało.

Będzie też trochę o gazetach, których zmierzch w wersji papierowej jest już podobno bliski.
U mnie przeróżne stare gazety panoszą się na równi z książkami, bo... oczywiście żal wyrzucić.

Przeglądałam ostatnio dużo blogów książkowych i doszłam do wniosku, że przeważająca większość z tych odkrytych zawiera bardziej lub mniej amatorskie recenzje nowych książek. I są to blogi osób młodych, które rzadko sięgają do "staroci", kojarzących się im z przymusem lektur szkolnych.

Moje ulubione lektury?
Nie lubię opowiadań i nowel, bo są za krótkie. Ja się przywiązuję do bohaterów, ich życia, a tu nagle już koniec...
Lubię długie, najlepiej kilkutomowe powieści-sagi.

Co stoi na moich półkach"
Polska i światowa klasyka, socrealistyczne produkcyjniaki, pereelowskie kryminały o myślących oficerach milicji oraz cała twórczość dwóch kobiet - Lucy Maud Montgomery i Joanny Chmielewskiej.

Jak się okazuje coraz częściej -  jestem tradycjonalistką, więc dla mnie prawdziwa książka to książka wydrukowana na papierze. Nie przyjmuję do wiadomości tych wszystkich audiobooków i ebooków.

Edycja - 27.12.2013 roku

Jako, że kobieta zmienną jest, zmianie uległy moje poglądy w tej kwestii - jestem posiadaczką czytnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz