wtorek, 27 czerwca 2017

Sekrety Łodzi nie całkiem sekretne

Jako rodowita łodzianka od lat chętnie czytam książki o moim mieście... a właściwie poszukuję i czytam bardzo chętnie i nigdy dosyć tej lektury. Tak było również z tą książką, której tytuł jest trochę zwodniczy (tu doszukuję się jednak chwytu marketingowego).

Od wydawcy:
"Łódź po raz kolejny zdradza swoje tajemnice. Odkrywa je strona po stronie… następne miejsca, wydarzenia, nazwiska. Roman Polański i Eugeniusz Bodo, willa z horroru oraz historia pewnego wyjątkowo ponurego więzienia… Nie zabraknie Katarzyny Kobro i Strzemińskiego ani króla fryzjerów Antoine’a.
Kilkadziesiąt niezwykłych historii tworzy pierwszą część Sekretów Łodzi. Otwórz książkę i daj się porwać do świata, w którym spotkasz silne i utalentowane kobiety, odważnych i ekstrawaganckich mężczyzn, staniesz się świadkiem cudów św. Antoniego, przeżyjesz prawdziwe chwile grozy podczas wybuchu gazu na Retkini, a zasady higieniczne dawnej Łodzi już nie będą dla Ciebie zagadką!
Autorzy odkrywają nieznane oblicze miasta, które zadziwia i fascynuje.
Całość została opatrzona unikatowymi fotografiami i fragmentami publikacji prasowych."
I znowu będzie, że "się czepiam"... ale jak z czymś się nie zgadzam to nie będę pisać inaczej.
Bo nie zgadzam się z tytułem, a częściowo z zapowiedzią wydawcy.
Dla czytelnika, który nie zna miasta książka będzie pewnie odkryciem, poznawaniem, a nawet niektóre informacje w niej zawarte może traktować jako "sekrety". 
Tylko myśląc w ten sposób do sekretów powinno się zaliczyć wszystkie wydawnictwa informacyjne.
Żyjemy od urodzenia w tym mieście, poznajemy jego historię w przekazach rodzinnych, a mieszkańcy pamiętający czasy PRL-u byli świadkami niektórych wydarzeń, to gdzie tu miejsce na sekrety?

"Sekret" - tajemnica, wiadomość poufna, przeznaczona tylko dla wybranych osób.
No właśnie... 

Książkę przeczytałam z ciekawością, wzbogacając swoją wiedzę o Łodzi i jak tylko znajdę drugi tom na pewno po niego sięgnę.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Maria Czubaszek o sobie i o innych


Znałam Marię Czubaszek z radia... a dokładniej znałam jej teksty w wykonaniu znakomitych aktorów oraz od pewnego momentu jej charakterystyczny głos.
Zobaczyłam  autorkę śmiesznie satyrycznych tekstów właściwie zupełnie niedawno (kilka lat temu), a wraz z pojawieniem się jej wizerunku w mediach, pojawiły się również jej poglądy w różnych kwestiach. Jak w większości przypadków przestała być anonimowa, przestała być tylko autorką.

Wydana w 2016 roku książka jest jedyną autorstwa Marii Czubaszek jaką czytałam, więc nie mogę się odnieść do słów wydawcy, że to "Najodważniejsza z dotychczasowych książek znanej satyryczki".

Jak to bywa najczęściej ten okładkowy tekst  "od wydawcy" również mnie zdenerwował, bo strasznie nie lubię wszelkiego generalizowania i wypowiadania się w moim imieniu: "Maria Czubaszek mówi wprost to, o czym każdy z nas po cichu myśli, ale boi się powiedzieć głośno."
Mhm... ciekawe stwierdzenie... ktoś zagalopował się wrzucając wszystkich do jednego wora. Robiąc z czytelników tchórzliwą masę bojącą się głośno myśleć - dlatego "każdy myśli po cichu".
A ja nie życzę sobie, żeby ktoś za mnie mówił co ja myślę. Po przeczytaniu tego miałam nawet ochotę napisać do wydawnictwa i zwrócić im uwagę, żeby częściej myśleli (wszystko jedno - głośno, czy cicho), zanim coś wypuszczą w świat, ale odechciało mi się już walczyć z wiatrakami.

Co my tu jeszcze mamy?
" Maria Czubaszek zdradza swoje sekrety i po raz pierwszy mówi o sobie tak szczerze. I tak dużo."
Jak dla mnie chwilami za dużo... 
i nie chodzi mi o szczerość wypowiedzi, ale o niektóre intymne szczegóły, które nic nie wnoszą do treści. Są jedynie informacją, ale niepotrzebnie zmieniają książkę w celebryckie  plotkarskie wynurzenia. 

Mówiąc o tej książce muszę rozgraniczyć treść i formę. 
Treść - obok biograficznych wspomnień - zawiera poglądy Marii Czubaszek w różnych kwestiach, choć wiadomo, że zainteresowanie wzbudzają te kontrowersyjne. Odmienne od obowiązujących z nakazu partyjnego. Ale każdy ma prawo (jeszcze!) do własnych ocen i zdań, które ma prawo publicznie wypowiadać. Może to się nie podobać, można się nie zgadzać... ale można próbować zrozumieć.
Autorka stara się wyjaśnić powody takich a nie innych swoich decyzji życiowych, czy swojego zdania na dany temat, dając czytelnikowi  szansę takiego zrozumienia.
Zresztą, jeśli ktoś potępił w czambuł Marię Czubaszek za to co zrobiła, albo nie zrobiła, niech sobie da spokój i po prostu nie czyta tej książki. Nie ma przymusu.

A dlaczego wspomniałam o formie?
Tutaj mam pewne zastrzeżenia.
Czytałam tę książkę z przerwami, nie za bardzo mogąc skupić się dłużej. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że poszczególne krótkie części tworzą lekki chaos, a całość jest jakaś sztywna i drętwa. Długo szukałam odpowiedniego słowa, bo "nudna" na pewno nie jest. Jest właśnie "drętwa"... nie przykuwa uwagi na dłużej. To tak jakby czytało się zbiór przypadkowo sklejonych wycinków gazetowych. Stanowczo byłaby dla mnie ciekawsza w wypowiedzi niż na papierze, bo to właśnie jest taki rodzaj tekstu - zapisany język potoczny, który bardzo traci w momencie "przelania na papier". Słuchamy "na żywo" z ciekawością, bo do słów dochodzi modulacja głosu, osobista interpretacja, mimika (w przypadku wizji), prawie bezpośredni kontakt. Po zapisaniu zostaje nam tylko suchy tekst.

Jednak wolę dawną "radiową" Marię Czubaszek - wolę słuchać niż czytać jej tekst, chociaż po przeczytaniu okazało się w jak wielu punktach zgadzam się z  autorką. Szczególnie w odniesieniu do ocen znanych ludzi.

niedziela, 25 czerwca 2017

Niedziela z obrazem (106)

Jeszcze w tematyce dziecięcej... (czerwiec szczególnie sprzyja takim tematom, obok oczywiście świąt Bożego Narodzenia)... 


Théophile Emmanuel Duverger  "The puppet show"



Théophile Emmanuel Duverger - malarz francuski urodzony w Bordeaux w 1821 roku (data śmierci między 1886 a 1901) Był malarzem samoukiem, malował przede wszystkim sceny rodzajowe.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Nie czytać w łóżku!

"Bluszcz" (Pismo Tygodniowe Ilustrowane dla Kobiet) w 1896 roku ostrzega:


ze strony Biblioteki Raczyńskich

niedziela, 11 czerwca 2017

Niedziela z obrazem (105)

Peder Severin Krøyer (1893)


Skagens Museum

Od dzieciństwa uwielbiam w ogrodzie miejsca zacienione... zawsze uciekałam z pełnego słońca, bo było mi za gorąco i wręcz źle się czułam. To też pewnie przyczyniło się do mojej niechęci w kwestii pielenia grządek i wyrywania chwastów (tego do dziś nie robię).

Lubię tak odpoczywać na leżaku w przyjemnym chłodzie ... to krótkie chwile, bo niestety nie posiadam ogrodnika, który za mnie zrobi wszystko i sama walczę z wybujałą trawą i wszelkim zbędnym zielskiem... dlatego mój ogród jest "zadbany inaczej" (jak to nazwały moje blogowe koleżanki).

Identyczny żółty irys również u mnie zakwitł...

Kiedyś ... przed laty w ogrodzie były psy (jeden taki rudy jak na obrazie)... teraz rządzą koty. 
I znowu są małe "kotki jaśminowe" - podobnie jak w ubiegłym roku wychowywane w gąszczu ogromnego krzewu jaśminu. Jeszcze nie mają odwagi wyjść z tego bezpiecznego terenu, ale to kwestia najbliższych dni.