niedziela, 28 maja 2017

"Chichot losu" w dwóch wersjach


Oglądałam serial... wypożyczyłam więc książkę, gdy trafiła się w Bibliotece. Nie szukam jakoś szczególnie takich powieści, bo najczęściej dla mnie jest to wielkie rozczarowanie adaptacyjno-na motywach. Ale gdy książka sama pcha się do czytania, to czytam... z większym lub mniejszym zainteresowaniem.

W tym przypadku książkę i serial łączą osoby głównych postaci i ich losy w bardzo ogólnym zarysie. Serialowi scenarzyści dodali, zmienili, wyrzucili, przerobili co tylko się dało (łącznie z wątkiem kryminalno-sensacyjnym), więc mamy do czynienia właściwie z dwoma różnymi produktami na tych samych podstawach. 
Pozostając jeszcze przy serialu... no cóż, produkt swoich czasów: lekki, płytki, polukrowany aż do mdłości, właściwie łopatologiczny, bo inaczej może widz by nie zrozumiał zbyt głębokiej głębi, prześlizgujący się po trudnym temacie.

Książka, mimo podjęcia ambitnej tematyki, jakoś nie wzbudziła u mnie entuzjazmu... nie przekonała mnie. Być może dlatego, że główna bohaterka to kompletnie mi obcy korporacyjny okaz młodego pokolenia w pogoni za sukcesem. Trudno mi uwierzyć w tak szybkie przemiany - ze skrajności w skrajność ... na jednym końcu  absurdalne oderwanie od realiów "normalnego" życia - na drugim cudowna przemiana duchowa/światopoglądowa/i co tam jeszcze sobie czytelnik zażyczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz