czwartek, 18 maja 2017

Pięć lat książkowego blogowania...


Pięć lat temu - 16 maja 2012 roku, założyłam bloga książkowego (jak ja go nazywam) pod nazwą "Notes czytelniczy". Później przeniosłam bloga pod nowy adres (ze względu na rozszerzenie tematyki).
W jednym z okienek umieściłam taką krótką informację:
" Nie piszę recenzji...
zapisuję w dowolnej formie swoje wrażenia i uwagi o książkach przeczytanych dawno i niedawno...
Moje opinie są subiektywne i nie muszą być zgodne ze zdaniem większości..."
Zakładając tego bloga miałam nieco inne oczekiwania w porównaniu z tym, co się "okazało w trakcie", chociaż nie byłam nowicjuszką (w blogosferze jestem od 2008 roku)... ale raczej nie ma sensu roztrząsanie problemu bardziej szczegółowo... (napisałam długi monolog na ten temat, ale po namyśle skasowałam).

Ostatnio piszę coraz rzadziej i coraz krócej... 
powody?...
brak czasu i zmęczenie życiowymi obowiązkami, ale głównie zniechęcenie jednostronnością kontaktów... w pewnym momencie poczułam się jak wydawca mało popularnej gazetki... czyli ja sobie piszę więcej lub mniej, poświęcam na to pewien czas, który mogłabym wykorzystać inaczej... robię to całkowicie bezinteresownie, z miłości do książek...
ludzie czytają (a w przypadku niektórych tekstów dotyczących szkolnych lektur wiadomo, że zrzynają  metodą kopiuj-wklej) i na tym koniec - jak z czytelnikami gazety. Ale nawet do gazety czytelnicy listy pisali. Jedyna różnica polega na tym, że nie mają możliwości wyrzucenia tej gazety do kosza, albo zużycia na podpałkę w piecu (o bardziej prymitywnym wykorzystaniu wolę nie wspominać).

Mogłabym znaleźć wytłumaczenie braku odzewu i coraz mniejszego zainteresowania blogiem, bo ja nie piszę o nowościach wydawniczych, w ogóle nie streszczam i nie recenzuję książek. A że głównie wyciągam jakieś starocie (nie zawsze tak łatwe do zdobycia), to nic dziwnego, że mało kogo to interesuje.
Gdyby to jeszcze był po prostu brak czytelników w ogóle... ale nie... statystyki odnotowują codzienną ilość odwiedzin (powiedzmy, że część z tego to boty).

Rozumiem jednak tendencję spadku zainteresowania blogami o książkach (zresztą to zawsze była dość niszowa kategoria), więc będę dalej tworzyć w tym miejscu sobie a muzom, z nadzieją, że czasami ktoś zajrzy i odezwie się...

Na początku ksiażkowego blogowania chciałam wspomnieć jak największą liczbę książek, które w swoim życiu przeczytałam.
Ale tu też dokonałam pewnych korekt.
Wprowadziłam kategorię "Przeczytane...", przeznaczoną dla książek o których nie napiszę zbyt wiele (przy niektórych tytułach to tylko notka od wydawcy). Znajdą się w niej głównie współczesne powieści obyczajowe - ile razy można pisać to samo "przewidywalne zakończenie, typowy schemat tzw. literatury kobiecej itd".

Ale są też książki ... i jest jest dość dużo, o których odechciało mi pisać w momencie poznawania kolejnych niechlubnych życiorysów niektórych pisarzy z okresu PRL-u. 
W tamtych czasach, nie znając szczegółów wszyscy wiedzieli, że bardzo trudno było zrobić karierę (niezależnie od zawodu), bez kariery partyjnej... o TW i niszczącym ludzi donosicielstwie dowiedzieliśmy dopiero po zmianach ustrojowych.
Nie oceniam motywów pewnych zachowań, ale dobrowolną współpracę - dla pieniędzy i dla kariery oceniam jednoznacznie... 

... i nie obyło się bez polityki, chociaż tego unikam jak tylko mogę.
Nie mam zamiaru rozpisywać się o niektórych pisarzach i ich postawach - szkoda mi na to czasu, miejsca na blogu i własnych nerwów...  po prostu pominę i książki i ich autorów... to chyba najlepsza ocena - skazanie na niebyt...

źródło zdjęcia

środa, 3 maja 2017

Święto z obrazem (104)

Ponownie świat dawnej Warszawy z czasów Konstytucji 3 Maja...

Canaletto "Ulica Miodowa"  (1777)