środa, 1 marca 2017

Niedziela na wsi w wersji Agathy Christie


Pewna dziwaczna lady zaprasza do siebie na wieś znające się wzajemnie małe grono osób, w którym nie wszyscy są tym faktem jednakowo zachwyceni.
Na obiad zostaje również zaproszony cudzoziemski sąsiad - Herkules Poirot.
Korzysta z zaproszenia, a wchodząc na teren posiadłości trafia wprost na umierającego człowiek, którego krew kapie do niebieskiej wody basenu.  Poirot jest obrażony z powodu takiej prymitywnej inscenizacji, ale szybko przekonuje się, że to prawdziwa zbrodnia. W dodatku nad ofiarą stoi jego żona z rewolwerem w ręce, a umierający wymawia imię innej kobiety. Później pojawia się jeszcze dawniejsza bliska mu kobieta...  W ogóle kobiety w tym towarzystwie wysuwają się na pierwszy plan (łącznie z panią domu nagminnie spalającą czajniki), a mężczyźni to raczej nudne tło.
Która z nich zabiła? - to zagadka do rozwiązania.

Nie znam jeszcze tak dobrze dorobku Agathy Christie, żeby móc porównywać poszczególne utwory. Jednak po przeczytaniu tej powieści mam spore uczucie niedosytu - szczególnie brakuje mi rozwinięcia wątku Poirota. Pisarka nie dała mu zbyt wielkiego pola do popisu.
Również inne wątki są dla mnie zbyt słabo zarysowane, a ma to znaczenie dla późniejszych wydarzeń. Bo bardziej chodzi o motywy niż wskazanie zabójcy.

Ogólnie - powieść przeciętna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz