czwartek, 16 marca 2017

"Kaprysik" - dobry na kolejkowy czas

To mój pierwszy kontakt ze słowem pisanym Mariusza Szczygła. Dotychczas miałam okazję tylko słuchać jego wypowiedzi w radio i telewizji. Czytanie tego zbiorku trwało dość długo, bo etapowo - w kolejkach do lekarzy. 
Od czasu, gdy posiadam czytnik nie targam już ciężkich książek, ale lekką zabaweczkę. A na co dzień mało korzystam z tego mojego prezentu od rodziny, bo mąż zawłaszczył i ciągle muszę go szukać. 
Dzięki e-czytaniu ominęło mnie "szczęście" kontaktu z tymi okładkowymi różowościami w nadmiarze, chociaż kolor różowy bardzo lubię. Tutaj mi jednak nie pasował i nie dam się przekonać, że to taka kobieca książeczka, więc jak najbardziej... itd.



Zdjęcie okładki pochodzi z portalu Lubimy czytać

"Kaprysik" to zbiór mini-reportaży/ felietonów/powiastek (trudno mi wybrać odpowiedni gatunek) dający wbrew pozorom bardzo dużo do myślenia.
Każda z tych historii  to niezwykły materiał na wcale obszerną powieść lub film (albo jedno i drugie).

Najwięcej refleksji wywołała u mnie pierwsza w tym zbiorku historia kobiety, która zapisała codzienność swojego życia na kartkach kilkuset szkolnych zeszytów. Być może dlatego, że pamiętam telewizyjną informację o odnalezieniu tych zeszytów po śmierci autorki zapisków.
A dlatego również, że niedawno sama doszłam do podobnego wniosku, ale ... poniewczasie. Moja pamięć wyrzuciła wiele wydarzeń z naszego wspólnego życia... tak bardzo żałuję, że nie zapisywałam ich w formie krótkich notek... teraz już za późno... 

2 komentarze: