poniedziałek, 27 marca 2017

Blogowo technicznie, czyli znikający obserwatorzy

Miało być o książkach, ale czasami trzeba dać ujście złości na maszyny.
Blogger chyba lubi co jakiś czas powkurzać nieco blogerów, żeby im się nie wydawało!
Myślą, że jak raz poustawiają sobie, to już mają spokój?!
Nie mam zwyczaju ciągłego kontrolowania jak tam wyglądają statystyki, albo ilu obserwatorów mi przybyło/ubyło, ewentualnie ile odsłon wczorajszego posta, a ile wczoraj wejść na bloga itd...
Nie mam na to czasu, a też nie jest to moim najważniejszym celem. Owszem, miło jest co jakiś czas spojrzeć ile osób odwiedziło bloga, ale nie należy wpadać w uzależnienie.

W ogóle staram się nie obwieszać bloga wieloma gadżetowymi zabaweczkami  (na przykład zegar, kalendarz, prognoza pogody, światowa mapa wejść, galerie własnych zdjęć  itd)... przede wszystkim dla własnej wygody. Mój stary komputer już ledwo zipie i czasami muli niemiłosiernie usiłując wgrać grafiki na niektórych "bogatych" blogach. Nieraz taka próba kończy się  totalnym zawieszeniem i koniecznością resetowania, co trwa kolejne minuty w żółwim tempie. Dodatkowo komputer wydaje przy tym takie jęki i zgrzyty, że czasami boję się nagłego rozsypania w gruzy.

Po takich kilku akcjach zaczęłam (z żalem, ale to konieczność)  wykreślać kolejne blogi z listy odwiedzanych. I tak nie mam możliwości czytania tekstu, skoro mój komputer odmawia współpracy.

To również dało mi wskazówkę do dalszego minimalizowania zawartości strony głównej tego bloga. Z tego powodu między innymi nie wstawiam swojej listy blogów, bo po prostu jest ich bardzo dużo. Już dawno założyłam sobie taki adresownik, w którym mam tematycznie pogrupowane listy około 300 blogów. Nie chcę zmuszać się do dokonywania wyboru i wstawiania tutaj tylko wybrane blogi. Skoro zapisałam sobie ich adresy, to znaczy, że mnie interesują i nie ma sensu dzielenie (może jeszcze na lepsze i gorsze?)

A dzisiaj nagle zauważyłam, że na moich blogach zniknął gadżet "Obserwatorzy". Wstawiłam go  ponownie, ale niestety... to teraz tylko pusta ramka. Bardzo mi szkoda... to jednak jest  pewnego rodzaju nitka porozumienia... nitka dwustronna, bo ja również mogłam zajrzeć do stron obserwatorów mojej. A teraz kicha!
Owszem , mam wybór! (hahaha) - albo wstawię przymusowo Obserwatorów z google+, albo nie będę miała tej funkcji w ogóle. A do google+ trzeba założyć konto, przed czym wzbraniam się od momentu jego pojawienia się, bo nie podoba mi się i nie chcę... Na razie jestem daleka od klasyka "nie chcem, ale muszem". A co dalej... zobaczymy...
Przy spadającej bardzo liczbie komentarzy (co wcale nie oznacza spadku odwiedzających), mam coraz mniej możliwości komunikowania się z czytelnikami bloga.

A 25 marca 2013 roku w ogrodzie kolejny świeży śnieg - zdjęcie zrobiłam zanim koty zostawiły na nim swoje ślady...






2 komentarze:

  1. Ze wstydem przyznam, że ja też coraz rzadziej komentuję. Ale czytam. U mnie jest tak, że maxymalna siła przerobowa jeśli chodzi o obserwowanie to 90 blogów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba większość z nas coraz mniej komentuje. To przykre dla nas kiedy mamy u siebie mało komentarzy, ale raczej nie zastanawiamy się, że to działa w drugą stronę.

    Moje listy blogów obejmują różne tematy (nie tylko literaturę), stąd taka duża ilość.

    OdpowiedzUsuń