poniedziałek, 27 lutego 2017

Może to bestseller, ale nie z mojej bajki... (przynajmniej na wstępie)

Nie gonię za nowościami... tym bardziej ich nie kupuję, ale jak się trafi w bibliotece to czasami wypożyczam. W tym przypadku znałam tytuł... w swoim czasie rzucał się w oczy dość często w blogowych wpisach.

"Złodziejka książek"... nic o tej powieści  nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć przed lekturą. Staram się trzymać tej zasady, żeby wcześniejsze streszczenia i opinie nie psuły mi własnego czytania.


Zaczęłam czytać w odpowiednich warunkach, tzn. bez żadnego działającego samograja i bez towarzystwa innych domowników. Takie optymalne warunki do skupienia.
Przeczytałam pierwszą stronę, drugą, trzecią i jeszcze kilka... aż się sama złapałam za głowę...
chyba nigdy nie zdarzyło mi się (a przynajmniej nie pamiętam takiego faktu), żeby czytana powieść była dla mnie do tego stopnia niezrozumiała.
Słowa nie przemawiały do mnie... odbijały się jak piłki od ściany... wzrok prześlizgiwał się coraz szybciej i coraz bardziej powierzchownie po czytanym tekście, bo nijak nie mogłam się na nim skupić i zrozumieć o co w tym chodzi...
Coś takiego przeżywałam ostatnio czytając tytuły rodzinnych prac doktorskich  - rozumiałam każde słowo z osobna (laser, studnia itd), a całość to czarna magia...

Odłożyłam książkę na kilka dni... zaczęłam od początku - ściana... otworzyłam kilka razy książkę metodą na chybił-trafił z nadzieją, że może mnie jakoś wciągnie... niestety.

Już od pierwszej próby wiedziałam dlaczego tak mi idzie jak po grudzie - to przede wszystkim konstrukcja powieści oraz styl - inny od tego jaki lubię i do jakiego jestem przyzwyczajona. Mogłabym te cechy określić jako "XXI-wieczne"... trochę esemesowe, trochę mailowe... - takie są moje prywatne odczucia.

Dzisiaj jednak poszukałam w internecie opinii o tej książce - a tam... 
jak można się spodziewać same zachwyty - "genialna, przepiękna, fantastyczna, przejmująca". Poczytałam sobie te opinie zachwalające i jednocześnie wyjaśniające "o co właściwie tam chodzi" i może dzięki temu swoistemu brykowi zrobię kolejne, czyli trzecie podejście do tej książki.

Bardzo jestem ciekawa, czy to tylko ja okazałam się za mało inteligentna, żeby docenić to tak zachwalane dzieło? Trafiłam tylko na jedną sceptyczną wypowiedź.

I oczywiście chciałabym zobaczyć film - niezależnie od tego, czy uda mi się pokonać całość ze zrozumieniem, czy nie.

3 komentarze:

  1. No i znowu telepatia :)
    Niedawno czytałam w/w książkę i faktycznie - początek był ciężki. Trzeba się było przestawić na zupełnie inny tor narracji. Ale potem - wciąga ..... Polecam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła ta telepatia :)

      Tak jak wyczułam,jeśli uda mi się to przestawienie na specyficzną narrację, to może jakoś dam radę przeczytać.

      Usuń
  2. Ja oglądałam kawałek filmu i też było to dla mnie papierowe. Powinno się sprawdzić, bo miłość, wojna itd, ale nie. Odniosłam wrażenie, że to dla młodzieży.

    OdpowiedzUsuń