sobota, 7 stycznia 2017

Pułapka Nowego Roku z bublami w pakiecie

"Pułapka Nowego Roku" to pierwsza książka Jolanty Kwiatkowskiej, którą przeczytałam. Akurat trafiła się w bibliotece w grudniowym czasie przedświątecznym, z pasującym idealnie tytułem. Gorzej jest z samą książką i to nie pod względem treści, ale wydania.
Mamy tu do czynienia z bublami edytorskimi, które nie powinny się zdarzyć, gdyby ktoś odpowiedzialny dobrze wykonał swoją pracę. Wypuszczona na rynek książka swoimi niedoróbkami obraża inteligencję myślącego czytelnika.

W wyliczance bublowej pomijam tego odautorskiego, czyli nazwisko głównej bohaterki - Bubel.  Nie ma nic wspólnego z bylejakością wydania.

Głównym bublem jest dopuszczenie do druku tekstu na okładce, w którym bohaterka powieści zostaje nazwana Krystyną. I tak "poszło w lud" - Krystyna widnieje na stronie książki na LC - nie tylko w opisie, który jest po prostu przepisany z tekstu wydawnictwa, ale także w opiniach użytkowników. Dla mnie to oznacza, że oni - podobnie jak ten ktoś w wydawnictwie, nie czytali książki, tylko sobie tak tworzą wirtualne teksty. 


A bohaterka tej powieści to - jak sama mówi o sobie na początku - Kasia, Kaśka, Katarzyna.
Ktoś powie "drobiazg, pomyłka, czepiasz się" - otóż to nie drobiazg, ale brak profesjonalizmu.

A powieść?
Czytało się dobrze, bo nie jest to kolejna historia o trzydziestoletniej singielce. Mogłam się w pewnym sensie utożsamić z bohaterką w tym samym przedziale wiekowym. Ale to jedyna wspólna płaszczyzna. Nie mamy podobnych przeżyć i doświadczeń życiowych.
Potraktowałam książkę jako jednorazową rozrywkę czytelniczą...  nie czerpię nauk i wskazówek na kształtowanie swojego losu z fabuły powieści , do czego tak zachęca wydawca:
"Ta opowieść o kobiecie 50+ może nas wszystkie wiele nauczyć. (...) to wspaniała lekcja odnajdywania radości wśród trudów życia codziennego".
Taaak... życzyłabym sobie tak idealnych trudów życia codziennego jakie prowadzi bohaterka. Ma ten komfort, że jest całkowitą panią swojego czasu, bez poważnych kłopotów ze zdrowiem, bez zobowiązań wobec starych schorowanych  rodziców, bez rodzinnych problemów... Może sobie pozwolić na radość z emerytury i cudowne odnajdywanie nowych sensów życia.
Zbyt cukierkowa wersja radosnej emerytury... 
A zachęcanie czytelniczek do czerpania wzorców z powieści obyczajowych to spychanie ich  do poziomu amerykańskich gospodyń domowych z minionych (albo i nie minionych)  czasów... głupiutkich istot żyjących życiem celebrytek i bohaterów oper mydlanych. Zero samodzielnego myślenia... 

Stron: 320
Wpis zgłaszam do wyzwania-konkursu "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!

4 komentarze:

  1. Błędy edytorskie irytują a bywa ich sporo.....
    Czytałam dwie książki Pani Kwaśniewskiej, ale nie zostałam fanką jej książek.
    Na więcej się nie skuszę.

    Pozdrawiam Cię Elu zimowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ta książka szczególnie nie zachwyciła i również nie planuję czytać kolejnych - mówimy o Pani Kwiatkowskiej.

      I ja Cię ściskam serdecznie :)

      Usuń
  2. Czytałam jedną tylko książkę tej autorki – „Rozsypane wspomnienia” – i byłam przyjemnie zaskoczona. Autorka chyba lubi imię Katarzyna, bo w „Rozsypanych wspomnieniach” też pojawiła się Kasia. :) Rzeczywiście, wydawnictwo popełniło poważny błąd, przekręcając imię bohaterki. Te noty wydawcy... Nieraz można odnieść wrażenie, że osoby je piszące tylko przekartkowały książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie nie będę szukać specjalnie tej autorki... tylu jest jeszcze nie odkrytych (przez mnie) pisarzy :)

      Usuń