wtorek, 10 stycznia 2017

Ostrożnie z marzeniami? - a właśnie wprost przeciwnie...

Im dłużej żyję tym bardziej doceniam znaczenie marzeń dla naszego komfortu psychicznego. I nie ma tu miejsca na żadne ocenianie, stopniowanie, wartościowanie... nie uznaję żadnych podziałów na marzenia realne do spełnienia, albo mało lub wcale nie realne. W marzeniach można sobie pozwolić na wszystko i marzyć bez względu na wiek... kto powiedział, że staruszkom nie wolno? W tym zakresie jestem od lat zwolenniczką świata marzeń typu "Błękitny zamek".

Powieść Mai Kotarskiej to ostatni tytuł z wypożyczonego i przeczytanego w końcówce roku pakietu lekkich czytadeł. Jak już wspominałam wcześniej wypożyczenie tych, a nie innych książek, to wybór całkowicie przypadkowy.  Nie znałam nazwiska tej autorki, a książki po prostu były pod ręką na półce świeżych zwrotów.

A jak się ma tytuł powieści do fabuły?
Według mnie trochę nijako, ponieważ główna bohaterka wcale nie marzyła o posiadaniu uroczego domku z ogródkiem - a to jest przecież podstawa całej historii. Nie dążyła do realizacji takich marzeń - o tym nie czytamy.  Po prostu nagle dostała spadek po nieznanym i jak się okazuje nie lubianym w rodzinie wujku. A w spadku koszmarną współwłaścicielkę i późniejsze związane z nią kłopoty.

W notce od wydawcy czytamy:
"Zaczęło się całkiem niewinnie, od przejęcia spadku po zmarłym wujku.
Agnieszka przez krótką chwilę uważała, że uśmiechnęła się do niej Fortuna… Zmieniła zdanie, kiedy w krótkim czasie odszedł od niej narzeczony, weszła w drogę szajce przestępców, a starsza pani, z którą dzieliła dom, wstąpiła na ścieżkę wojenną. Sabina Boszko miała swoje powody, żeby nie lubić Agnieszki i robiła wszystko, by uprzykrzyć dziewczynie życie. A pomysłów jej nie brakowało. Po kilku miesiącach nieustannej wojny podjazdowej Agnieszka była skłonna podejrzewać staruszkę nawet o spowodowanie wybuchów na Słońcu. A jakby tego było mało, nastąpiła na odcisk bandytom. Na szczęście z przeciwnościami losu nie musiała się zmagać samotnie. Nie zawiedli przyjaciele, a na horyzoncie pojawiła się nowa miłość…"
Historyjka, w stylu komedii kryminalnej, opowiedziana jest lekko... czyta się przyjemnie... daje miły relaks.
A gdybym miała dokonać oceny głównych bohaterek, to niesympatyczna i złośliwa staruszka jest według mnie mocniejszą postacią (wręcz dającą się lubić), w porównaniu z dość nijaką i mdłą młodą przeciwniczką.

Stron: 304
 "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!

 


4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Aniu :) - ja się nie ścigam. Więcej czytam niż piszę, bo zupełnie wyrabiam się w czasie. Kolejka książek do opisania jest coraz dłuższa... nawet jeśli zastosuję jeszcze większy minimalizm.

      Usuń
    2. Znam to .....i zaległości grudniowe przymierzam się potraktować hurtem.....w jednym poście....by można było je ująć w wyzwaniu Gosi.

      Usuń
    3. Wolę jednak poświęcać każdej książce osobny wpis, nawet krótki.
      I to nie ma nic wspólnego z wyzwaniem - uważam po prostu, że każdemu utworowi (czy to powieść, wiersz, czy opowiadanie) należy się własne miejsce. :)

      Usuń