wtorek, 27 grudnia 2016

Żal kartek świątecznych...

Wiadomo nie od dziś, że wraz z powstaniem i rozwojem nowych technologii, powoli zanikają pewne zwyczaje... Rola poczty jest coraz mniejsza, a oferowane usługi rzeczywiście znikają i to całkowicie. Pierwszą ofiarą nowych czasów stały się telegramy, a listy, widokówki i kartki pocztowe coraz bardziej stają się rzadkością... Kto dziś pisze listy? W dodatku ręcznie? Ile osób wkłada serce w wypisanie kilkudziesięciu (różnych w treści) życzeń świątecznych i noworocznych?

Ja bardzo lubiłam wszelkie formy korespondencji i nie uległam esemesowej modzie współczesnego mechanicznego "odwalania" (wiem, to brzydkie słowo) składania życzeń. Jednak dzisiejsza oferta producentów kartek nie sprzyja osobistemu zaangażowaniu w pisaniu życzeń. Kiedyś puste miejsce przeznaczone na wpisywanie własnej treści jest obecnie wypełnione ogólnikowym gotowcem i niewiele pozostaje na odręczny wpis. Na szczęście teraz panuje moda kartek robionych ręcznie, gdzie każdy może się wykazać dowolną techniką. Chyba w poprzednich latach takie kartki domowego wyrobu byłyby źle odbierane... po prostu musiała nadejść moda na rękodzieło.

Przejrzałam trochę zasoby internetu szukając kartek, które wysyłałam. Bo oczywiście ich nie mam - jakoś nie pomyślałam, żeby sobie zostawić na pamiątkę po jednym egzemplarzu. Wtedy wydawało się, że zawsze będą dostępne w sprzedaży. Wybierałam szczególne rodzaje, takie które są mi bliskie, czyli w większości reprodukcje malarstwa - Antoniego Uniechowskiego, Zofii Stryjeńskiej i inne.

Wzornictwo PRL-u było oczywiście cenzurowane, więc elementów religijnych starano się umieszczać jak najmniej. Kartki na święta zawierały głównie rysunki oraz czarno-białe a później kolorowe zdjęcia bombek i  choinek, czasami jakiś wiejski kościółek w śniegu lub szopka krakowska.  Była spora grupa kartek "na wesoło" projektowanych przez plastyków - samochód załadowany prezentami z choinką na dachu, wesoły Mikołaj z workiem itp. Trafiały się też kartki z kolędami i taką między innymi ja również wysyłałam.


Inny rodzaj kartek, podobny w stylu do przedwojennych, był produkowany w małych prywatnych drukarniach. Technicznie i pod względem estetycznym były to kartki innego rodzaju - można nawet zaryzykować ocenę, że gorszego gatunku. Ale właśnie one zawierały prawdziwie religijne treści.

A teraz?... nie wysyłam już kartek świątecznych.
Więzy rodzinne nie są już takie jak kiedyś, gdy odchodzi starsze pokolenie... znajomi również odchodzą... z najbliższymi jesteśmy razem w święta, a kartkę do przyjaciół zastępuje telefon...
Takie czasy...

2 komentarze:

  1. A ja nie specjalnie przepadałam za pisaniem kartek i przez wiele lat z ich nie pisałam, albo rzadko a dzisiaj staram się je wysyłać najbliższej rodzinie swojej i męża.
    Dzisiaj kartek nie brakuje z elementami religijnymi i bardziej świeckich a nawet już nad życzeniami nie musimy się wysilać, gdyż się za nas je umieszcza....a później trzeba kombinować jak się w nie wstrzelić z własnymi słowami.

    Co roku przysyła mi kartki świąteczne...bez życzeń....Amun...są to karteczki powstałe na bazie obrazów malowanych przez niepełnosprawnych.

    Esemesy z życzeniami moim zdaniem są wyrazem braku szacunku dla osoby, którą się tymi życzeniami obdarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy też dostałam takie kartki malowane przez osoby niepełnosprawne.

      Esemesy wysyłane hurtowo to całkowity brak klasy.

      A dzisiejsze kartki - chociaż o niebo piękniejsze technicznie mnie nie odpowiadają właśnie przez te gotowce życzeniowe i brak miejsca na własne.
      Bo ja zawsze lubiłam pisać :)

      Usuń