piątek, 16 grudnia 2016

"Love story" - melodramat wszechczasów?

Może nie wszechczasów, ale na pewno numer jeden powojennego kina amerykańskiego lub jak kto woli prekursor przecierający szlak następnym produkcjom tego gatunku.
46 lat temu - 16 grudnia 1970 roku, miał ten film swoją światową premierę... do Polski dotarł bardzo szybko jak na tamte czasy.

W tym krótkim czasie sporo się o filmie pisało w polskiej prasie, no i muzyka!... ta trafiła bardzo szybko do radia. Tak więc idąc do kina z moją odzawszeprzyjaciółką znałyśmy już treść filmu wraz z muzyką.
Oglądając go wtedy znalazłyśmy się w innym świecie - to był prawdziwy kapitalistyczny Zachód, z zupełnie inną rzeczywistością niż wtedy u nas w siermiężnej Polsce Ludowej. A problemy ludzkie wszędzie takie same...

Bardzo szybko stały się modne czapki noszone w filmie przez Ali MacCraw. Tym bardziej, że to rękodzieło łatwe do zrobienia samodzielnie. Oczywiście ja też zrobiłam sobie taki czapko-kapelusik


Była również dostępna wersja papierowa tej historii,  autorstwa Ericha Segala. Nie żeby zaraz wydrukowana!... na takie romansidła, w dodatku ze zgniłego Zachodu szkoda było władzom ponosić koszty. Powieść? opowiadanie?  ukazywało się w odcinkach w jednej z naszych łódzkich codziennych gazet. Kupowałam i wycinałam, ale nie miałam początkowych odcinków, bo dowiedziałam się o tym przypadkiem. Chyba już nie mam tych wycinków i nie mogę zajrzeć do treści, ale pamiętam, że wtedy oceniłam je jako słabe językowo i stylistycznie. Taki surowy materiał na scenariusz. Być może to wina tłumaczenia - pewnie było robione "na kolanie", ale za to przez jakiegoś pewnego politycznie tłumacza. Nie wiem, może to krzywdząca opinia, ale tak sobie gdybam po latach...

7 komentarzy:

  1. Mama mi opowiadała o tym fenomenie. I film, i kapelusze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w tamtych czasach to było naprawdę wydarzenie na skalę światową :)

      Usuń
  2. To był prawdziwy wyciskacz łez ...wielka miłość i dramatyczny finał.
    O kapelusiku marzyłam...sama nie umiałam sobie go wydziergać, ale nie kupiłam sobie, bo się okazało, że ja nie Ali MacCraw i po prostu w żadnym nie było mi do twarzy z moją urodą, czy też brakiem urody. Musiałam zrezygnować. Ale kupiłam książkę i czytałam.
    Muzyka. Tak...znakomita długo nam towarzyszyła....chyba później takim hitem była muzyka z "Posłańca".

    Pozdrawiam Cię Elu ciepło.....u mnie dzisiaj świeciło słońce, ale ja siedzę niestety w domu.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu :) Rozumiem i współczuję. U mnie i choróbsko i nawał obowiązków...

      Ja nie porównywałam się wizerunkowo z aktorką... szczególnie, że ona brunetka z południową urodą (ja przeciwnie). A w dodatku wcale nie uważałam jej za piękność, więc nie miałam powodów wpadać w kompleksy.
      Ale łączyło nas jedno - długie, proste włosy bez grzywki. I być może dlatego świetnie się czułam w takich czapko-kapelusikach wciśniętych głęboko na czoło. Do tego stopnia, że nosiłam je później przez całe lata i to mi pozostało do dziś. Ostatnio zrobiona czapka (którą pokazywałam na blogu robótkowym) też jest w tym rodzaju.

      A jeszcze o muzyce - za taki prawdziwy hit uważam jednak nie muzykę z "Posłańca" (chociaż miała swoją sławę), ale z "Absolwenta". Jest obecna cały czas w radio i nawet chyba usłyszałam w przelocie w serialu "M jak miłość".

      Usuń
  3. Oj, jak bardzo podobał mi się film. Oczywiście kapelusiki sama własnoręcznie robiłam, a nawet na tym zarabiałam. Nazywało się taki kapelusik "lawstorką". Podobnie jak Anna, w kapelusiku wyglądałam raczej mało powabnie, więc sama nie nosiłam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja taki kapelusz miałam niedawno. Bardzo go lubiłam.

      Usuń
    2. E tam... przesadzacie z tą samokrytyką :)
      A ja nie pamiętam tej nazwy dla kapelusików, nie wiem, czy nie dotarła do mnie, czy rzeczywiście kompletna skleroza, jak to po latach :)

      Usuń