środa, 9 listopada 2016

Świat dawnych reklam (1) - Puder Antiba

W moim podejściu do reklam i ogłoszeń panuje niezwykle kontrastowa dwoistość - uwielbiam stare, nienawidzę nowych. Tak właśnie... celowo użyłam czasowników idealnie oddających moje emocje w tym zakresie: "uwielbiam" i  "nienawidzę".

Dlaczego tak lubię stare reklamy i ogłoszenia?... bo przywołują świat miniony bezpowrotnie... bo dają wiedzę o tamtej rzeczywistości, zwyczajach, kulturze życia codziennego, innym rodzaju myślenia... 

Dlaczego tak bardzo nie lubię nowych? ... bo są wszystkie takie same, jak z jednej matrycy... bo traktują potencjalnego klienta jak niedorozwiniętego umysłowo... a przede wszystkim dlatego, że jesteśmy zmuszani do ich oglądania/czytania/słuchania. Nie mamy wyboru, nikt nas nie pyta, czy chcemy się zapoznać z treścią reklam. Atakują nas niespodziewanie i wszędzie: na ulicy, w tramwaju, w czasie oglądania filmu, w trakcie słuchania radia. Wiek XXI to wiek wszechobecnych agresywnych reklam.
Co prawda jeszcze można uciec wzrokiem w innym kierunku, przestawić pilotem inny kanał w telewizji, zmienić stację w radio. Ale to niewiele daje... za chwilę w tej innej stacji też będzie porcja reklam... na ulicy kolejne wielkie banery reklamowe pchają się w oczy itd.

A w przypadku dawnych reklam?... - były zamieszczane dyskretnie, w odpowiednim dziale gazety lub na wewnętrznych okładkach książek. Co prawda wiek XX w Polsce (szczególnie przed II wojną światową) to także "żywe reklamy" chodzące na ulicach wielkich miast, także reklamy kinowe... , ale nie było to aż tak masowe zjawisko jak dziś. Wtedy krąg odbiorców był dużo mniejszy, bo obejmował ludzi zamożnych... takich, których było stać na kupno gazety, książki, biletu do kina.

Mam trochę reklamowych ciekawostek w swoich zbiorach bibliotecznych (w książkach i gazetach), ale na początek tego cyklu wybrałam coś znalezionego w internecie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz