niedziela, 13 listopada 2016

"O mnie się nie martw" (2014)

Początkowo strasznie irytowała mnie skrzecząca maniera młodocianej wykonawczyni tego wielkiego przeboju sprzed lat, będąca wręcz obrazą dla pierwotnego wykonania, ale teraz staram się po prostu nie słyszeć.


Trochę naciągana wielka miłość  bogatego synusia z kręgów adwokackich (na drodze do własnej kariery), do przeciętnej z urody i z jeszcze bardziej przeciętnym życiem samotnej matki-rozwódki (o koszmarnych szmato-fartuchach, w jakie jest ubierana aktorka na planie już nie wspominam).
Chyba, że o te najlepsze cechy charakteru chodzi, w których prawdziwy mężczyzna powinien się zakochać, nie zważając na całą otoczkę... czyli taka współczesna Trędowata na wesoło (prawdopodobnie z happy endem).

Oglądam, bo w ogólnej mizerii propozycji telewizyjnej ten serial jeszcze jakoś daje się obejrzeć, a przy robótkach ciszę akceptuję tylko w lesie lub w ogrodzie. W blokach ciszy nigdy nie ma - są natomiast niechciane odgłosy otoczenia.

1 komentarz:

  1. A oglądałam troszkę z pierwszej serii. Masz rację, że to współczesna Trędowata.

    OdpowiedzUsuń