sobota, 12 listopada 2016

Morderstwo odbędzie się...

Kto zagląda do mnie regularnie wie, że lubię najbardziej stare filmy, stare książki, stare fotografie, stare przedmioty... ogólnie stare czasy. Ta skłonność jest tak silna, że nawet blog samowolnie ewoluował w tym kierunku.
To dotyczy również tego gatunku, jakim są kryminały.  Kiedyś (jakieś 30 lat temu),  czytałam ich sporo, ale nie kupowałam do swoich zbiorów. Bazowałam na wypożyczeniach i tu były największe schody, bo różnie z tym bywało (najczęściej kolejka do książki). W sumie najłatwiej było je dostać w bibliotekach małych miejscowości, gdzie jeździliśmy na wakacje.
Mam z tymi książkami pewien problem, o czym pisałam już kiedyś -  Nie sięgać po kryminał, gdy znamy już  film. A przynajmniej nie sięgać zbyt szybko po obejrzeniu filmu.Po obejrzeniu adaptacji filmowej traci się główny dreszczyk emocji... "bo wiadomo kto zabił i jak do tego doszło"...
A ponieważ bardzo lubię filmy zrobione w starym stylu, gdzie nie ma przemocy i litrów czerwonej farby na ekranie, więc naoglądałam się tych ekranowych wersji ile się dało - tych starszych i tych zrealizowanych w ostatnich latach (jak tylko trafiło się w telewizji). Dlatego w pewnym momencie zrobiłam sobie dość dużą przerwę w oglądaniu..., musiałam odczekać sporo czasu "żeby zapomnieć to i owo" i móc delektować się czytaniem starych, dobrych kryminałów z najwyższej półki. I właściwie nie zależy mi aż tak bardzo na toku rozwiązywania zagadki... bardziej interesuje mnie tło wydarzeń - ludzie i miejsca oraz czas. 

Nie stosuję celowego wyboru książek według jakiejś listy, bo muszę zdać się na przypadek, czyli co będzie do wypożyczenia w Bibliotece. Tym razem trafiła się panna Murple i zapowiedziane w lokalnej gazetce morderstwo.



Szczególnie ciekawe, chociaż nie pod kątem kryminalnym a politycznym,  było dla mnie pewne porównanie... W tym przypadku czas akcji daje sporo do przemyślenia - październik 1945 roku. Jakże inaczej wyglądało wtedy życie u nas -  w powojennej Polsce i tam w Anglii... ale angielskie wywyższanie się pozostaje niezmienne przez wieki.



Książkę czytałoby się naprawdę miło, gdyby nie te nazwiska! Ja nie wiem... czy autorka celowo nadała swoim bohaterom tak dziwaczne i mylące się w czytaniu nazwiska, czy to efekt wyczerpania pomysłowości...  Skutek był taki, że w niektórych przypadkach do końca nie mogłam dopasować nazwiska do osoby. To bardzo duży minus.

A po zakończeniu lektury takie refleksje - to jednak powieść swoich czasów... przy dzisiejszym poziomie techniki i medycyny (badanie kodu DNA) tamta intryga wydaje się przestarzała, zbyt prosta, naiwna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz