piątek, 4 listopada 2016

Dlaczego omijam szerokim łukiem niektóre blogi?

Kiedy trafiam na nowy blog tematycznie mnie interesujący, oczywiście sposób jego prowadzenia ma duże znaczenie, czy dopiszę go do swojej listy. Ważny jest poziom kulturalny jaki reprezentuje sobą autor/autorka i w dużym stopniu wiek osoby blogującej. Jednak blogasek nastolatki, czy też blog młodocianej odkrywczyni Ameryki, która dopiero złapała w łapki "Lalkę" i coś tam bredzi na ten temat nie jest w kręgu moich zainteresowań. Ani nie mam chęci czytać wypracowań, ani umartwiać się lekturą nieporadnych tekstów (nie obrażając nikogo z młodocianych piszących... w końcu oni też muszą jakoś zacząć i wybić się na samodzielność).

Obok tych warunków pojawiają się szczegóły, szczególiki równie ważne.
Pierwsze co mnie odrzuca to atakująca "po oczach" tabliczka zapraszająca do polubienia na wiadomej stronie. Taka tabliczka zasłania praktycznie cały tekst blogowy i tu następuje u mnie duże wkurzenie - nie lubię takiego namolnego niby-zapraszania, które przeszkadza w czytaniu bloga. A że bardzo nie lubię wiadomej strony - blog skreślony. Bo niestety, przy każdej kolejnej wizycie ten atak z polubieniem mamy zapewniony.

Drugi to strona czysto techniczna.
Jeśli blog jest obwieszony gadżetami jak choinka (tu zegarek, tam prognoza pogody, kalendarz, dużo różnorodnych zdjęć na paskach bocznych, listy linków, listy blogów, galerie prac autorki, candy, wyzwania, zabawy itd itp) to mój stareńki komputer ledwie dyszy i często po prostu zawiesza się zanim wgra całą grafikę danego bloga.

Trzecia sprawa to nazewnictwo - ale..., choćby blog był cudem intelektu, super aktrakcyjną propozycją - jeśli w tytule lub w nicku osoby piszącej są pewne słowa, które na mnie osobiście negatywnie oddziałują, to niestety, sorry Winnetou...
Takich słów jest sporo i nie będę już ich przytaczać, w końcu to moja osobista fobia.
Ale  dwóch nie lubię szczególnie - nie odwiedzam blogów z nazwami pewnych pospolitych gryzoni w tytule lub w nicku. Tak bardzo brzydzę się ich w realu, że samo słowo wywołuje u mnie obrzydzenie.
Podobnie, chociaż już bez fobii, ale równie mocno odrzucają mnie pewne słowa o perojatywnym znaczeniu. Czasami mam wrażenie, że autorki blogów nie do końca przemyślały ten wybór.
Między innymi to słowo: "złodziej, złodziejka" - nie wypowiadam się na temat blogów mających to słowo w tytule, bo ich nie znam, nie czytam, nie zaglądam. Być może tytuł  powieści Markusa Zusaka  "Złodziejka książek" należy traktować w innych kategoriach - nie wiem. 
Ale wiem, że prawdziwy złodziej książki to dla mnie bardzo niesympatyczna postać. 
Ten post powstał właściwie z tego powodu, pod wpływem mojej złości na osobników kradnących książki w bibliotekach.

O Ślepym Maksie, łódzkim żydowskim Al Capone z czasów przedwojennych, czytałam dość dużo. Kiedy jednak pojawiła się nowa pozycja na ten temat chciałam również ją przeczytać. Widziałam książkę jakiś czas temu na półce w mojej Bibliotece, ale wtedy wybrałam coś innego. I tu błąd! - na przyszłość należy "łapać okazję jak jest". Ostatnio pytam o tę książę i co słyszę? "a... już nie mamy... ktoś sobie "pożyczył" na wieczne nieoddanie". To teraz tylko mogę sobie popatrzeć na okładkę, bo aż tak bardzo nie pragnę posiadać na własność, żeby kupić.

7 komentarzy:

  1. Aż strach się bać :)))
    Nie wiedziałam, że Łódź ma swojego Ala .Ciekawe, czy na Warmii mamy swojego ? Muszę sprawdzić .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać - to już przeszłość.
      Nie napisałam wyraźnie, bo jakoś to mi się wydawało oczywiste, że chodzi o czasy przed II wojną światową (zaraz dopiszę).

      Usuń
  2. Ja też nie lubię wyskakujących okienek z facebooka, polub mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie tylko tego nie lubię - ja jestem szczególnie wkurzona, gdy mi to wyskakuje przed nosem.

      Usuń
  3. Mocno dałaś wyraz swemu niezadowoleniu Elu.
    Ja już teraz bardzo wybiórczo zaglądam na inne blogi, bo stwierdzam, że to mi zabiera czas nie dając w zamian wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A książka ma zachęcająca okładkę.....

      Usuń
    2. Czy rzeczywiście mocno? mnie się wydaje, że raczej dość łagodnie.

      Ja również czytam coraz mniej blogów, podobnie odczuwam, ze to zabiera mi czas, a coraz mniej ciekawie w blogosferze.

      Natomiast z okładką to znowu marketingowa zmyłka - prawdziwy bohater nie był chyba tak atrakcyjnym mężczyzną jak ten na okładce. To jedynie gdybanie, bo z tego co wiem zachowała się tylko jedna, w dodatku powojenna, jego fotografia.

      Usuń