sobota, 5 listopada 2016

Było... minęło...(24) - Spotkania z Pat



"Pat po raz pierwszy w życiu wybierała się na przyjęcie, prawdziwe wieczorne przyjęcie. Do ciotki Azalki przyjechały dwie bratanice jej męża i przyjęcie to stryj Tom nazwał "strzałem z dwururki", zaproszono bowiem zarówno chłopców i dziewczynki w wieku Winnie I Józka, jak i dziesięcioletnią dzieciarnię ze względu na młodszą bratanicę, Kasię. Sid długo utrzymywał, że gardzi przyjęciami i nie zamierza tracić czasu, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, gdy Winnie zaczęła mu dokuczać, iż zniechęca go nieobecność Mai Binnie" 
   - No pewnie, że jej nie zaproszono - skomentowała Judysia dość wyniosłym tonem. - Binnie`owie to nie towarzystwo dla Madisonów, a co dopiero dla Gardinerów.  s.141



Kolejny "Piknik z klasyką" wywołał z mojej półki dwie powieści o Pat ze Srebrnego Gaju.
Dołączyłam w komentarzach do Pikniku, chociaż czytałam "Pat..." dość dawno. Teraz, po przeczytaniu całej dyskusji na blogu Pyzy oraz wpisu o książce u Tarniny, dostrzegłam pewne strony tej powieści, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Chociażby zmiany realiów i obyczajowości, bo akcja toczy się nie w XIX wieku, czy na przełomie wieków, gdy świat był jeszcze bardzo XIX-wieczny, ale w latach międzywojennych.

Przeczytałam obie części ("Pat ze Srebrnego Gaju" i "Pani na Srebrnym Gaju") w roku ich wydania - 1993.
Byłam wtedy już mocno dorosłą osobą, po lekturze większości utworów L.M.Montgomery dostępnych w języku polskim, więc w grę nie wchodziło dziecięce zauroczenie światem Srebrnego Gaju.

Wręcz przeciwnie - to powieści, które nie znalazły u mnie uznania, a sama główna bohaterka wywołuje tylko irytację, złość. Po prostu nie lubię jej; tak jak nie lubię gadaniny Judysi, która mnie nudzi (jako że nie jestem fanką elfów i podobnych baśniowych stworów); nudzi mnie cała rodzina Gardinerów i wkurza rodzina Binnie`ch.
Po pierwszej lekturze wróciłam jeszcze do książek chyba dwa razy, ale z coraz większą niechęcią.

Dlaczego nie lubię powieści o Pat?
Głównym powodem jest chyba rodzaj narracji - niby taki sam, jak w innych utworach L.M.M., a jednak mniej ciekawy. Powiedziałabym, że wręcz nudny. Odbieram opowieść jako przegadaną i powierzchowną, nic w tym gadaniu nie przyciąga uwagi na dłużej, nie zaciekawia. I chyba za bardzo oczekiwałam podobnego stylu, jaki znajduję u Ani i Emilki.
Teraz, gdy wiem w jakim momencie życia pisarki obie powieści powstały, jestem dla nich bardziej wyrozumiała. I może jeszcze raz wrócę do lektury, żeby spojrzeć na nie pod innym kątem.

2 komentarze:

  1. Moja znajomość pisarki zaczęła się i zakończyła na serii o Ani i jej rodzinie.
    W sumie sama nie wiem dlaczego. Ale jakoś nie trafiałam na inne jej książki.


    Pozdrawiam Cię Elu niedzielnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu :) i jednocześnie przepraszam, ze tak długo Twój komentarz czekał na odpowiedź.
      Ale dni minęły bardzo intensywnie z innymi sprawami, więc na bloga już czasu nie wystarczyło.

      A twórczość L.M.Montgomery mnie tak zainteresowała, że przez lata sama szukałam kolejnych nowości w księgarniach.
      Teraz młode pokolenie ma ten luksus, że mając coraz lepszy kontakt z językiem angielskim mogą sobie czytać w oryginale - a to naprawdę jest różnica (jak się okazało).

      Usuń