niedziela, 30 października 2016

Czas wspomnień... czas pamięci... (1)

Cmentarz w Pabianicach...
przyjeżdżamy tutaj tylko raz w roku, ale pamiętamy o zmarłych i o grobach rodzinnych nie tylko w tym czasie...


zapalamy znicze przy symbolicznych tablicach poświęconych tym członkom rodziny, którzy grobów własnych nie mają ... zmarli na wywózce... zamordowani przez okupantów...




sobota, 29 października 2016

Czas zimowy... czas letni...

"30 kwietnia 1916, niedziela
Zgodnie z zarządzeniem władz Generalnego Gubernatorstwa Warszawskiego o godzinie 11 w nocy należy przesunąć wskazówki zegarów na godzinę 12. W ten sposób po raz pierwszy dokonana zostaje zmiana czasu na tzw. czas letni. Akceptując pomysł oszczędności węgla i nafty, zgłoszony przez Hermana Resego, nauczyciela w mieście Hameln, w pruskiej prowincji Hannover, Rada Związkowa (Bundesrat) uchwaliła przesunięcie czasu zegarowego  we wszystkich krajach niemieckich na okres letni o godzinę do przodu w stosunku do czasu astronomicznego"*
I wszystko jasne, komu "zawdzięczamy" ten wątpliwej obecnie wartości przymus, wywołujący u wielu z nas złość i zgrzytanie zębami (delikatnie mówiąc). 

Należę do tej ponad 70 % większości  Europejczyków, którzy są przeciwni zmianie czasu. 
Zawsze miałam ogromne problemy z wczesną pobudką (przez lata musiałam wstawać przed godziną 5 rano!), a już po wiosennym każdorazowym "zabraniu" mi tej jednej porannej godziny nienawidziłam wszystko i wszystkich wokoło.
Dlaczego do rządzących głów nie docierają potwierdzone badaniami fakty, przemawiające przeciwko corocznym manipulacjom z zegarkami? To znaczy ja wiem dlaczego, ale publicznie nie będę się wyrażać.

* Krzysztof R.Kowalczyński "Łódź 1915-1918, Czas głodu i nadziei", s.69


niedziela, 23 października 2016

Niedziela z obrazem (87)

Józef Rapacki „Portret Kazimierza Lasockiego na tle jesiennego krajobrazu” (1914)

poniedziałek, 17 października 2016

"Brzezina" (1970)

 źródło: Fototeka FN

Po wielu latach obejrzałam film ponownie (telewizyjny przegląd dorobku Andrzeja Wajdy trwa).
I tak jak wtedy, tak i dzisiaj nie mam odniesień do literatury, bo tego opowiadania nie czytałam (chyba nie czytałam... to było tak dawno, że może jednak...). Byłoby to o tyle dziwne, że przełom licealno-studencki to czas mojego wielkiego zainteresowania twórczością Iwaszkiewicza i właśnie opowiadaniami, chociaż za tą formą nie przepadam.
Nie mając pola do porównań i niezadowolenia - tak mam przy każdej wajdowskiej przeróbce treści literackiej, odebrałam film właściwie podobnie jak kiedyś. Zapisany na taśmie filmowej zbiór malarsko-filozoficznych odniesień i metafor w formie obrazków łatwych do odkodowania dla w miarę wykształconego widza.
I nawet tak samo jak wtedy nie podoba mi się bezwzględne wykorzystanie dziecka w scenach z Danielem Olbrychskim - można osiągnąć oczekiwany efekt na ekranie poza bezpośrednim kontaktem fizycznym dorosłego aktora i dziecka ... bez szarpania, potrząsania, wrzasków przy twarzy... i nikt mnie nie przekona, że na pewno scena przygotowana była starannie, łagodnie, a w ogóle bezstresowo iw przyjaznej atmosferze. Pewnie tak samo jak w przypadku "Kroniki wypadków miłosnych"

piątek, 14 października 2016

Dzień z obrazem (85)

Przy okazji Dnia Nauczyciela...
( ja pozostaję przy starej nazwie)...

Simon Glücklich "Die Hausaufgaben" (1893)

  

źródło




niedziela, 9 października 2016

Niedziela z obrazem (84)

Gdy za oknem plucha ma się ochotę na ciepłe śniadanie... ach, ta magia żywego ognia... chociaż dziś wolimy wygodę w kuchni

Adriaan de Lelie  "Woman Baking Pancakes"

środa, 5 października 2016

Z serii "niedoczytania"

  Od wydawcy: 
"Do czego zdolny jest morderca, aby ukryć swą zbrodnię? Mack zaginął dziesięć lat temu. Pewnego dnia wyszedł z domu i nikt go już więcej nie widział. Co roku dzwoni do domu w Dzień Matki, zapewnia, że jest zdrowy, po czym rozłącza się, nie odpowiada na żadne pytania. Nawet po śmierci ojca, który zginął w zamachu na WTC, nie wrócił do rodziny. Siostra Macka, Caroline, decyduje się rozwiązać tajemnicę. dlaczego brat zniknął. Prawda okaże się zaskakująca i śmiertelnie niebezpieczna..."
Nie znałam wcześniej tej autorki i sama nie wybrałam książki z półki, to 
podpowiedź pani bibliotekarki. Chciała dobrze, ale dla mnie to wybór nie trafiony. Jakoś nie mogę się odnaleźć we współczesnych kryminałach. Spróbowałam tak zachwalaną Marininę - totalna porażka... konstrukcja i treść tak zagmatwana, że zmęczona plątaniną nazwisk zrezygnowałam z dalszego poznawania dokonań tej pisarki.
"Gdzie teraz jesteś" to historia dziejąca się współcześnie i w tym chyba tkwi główny powód mojego problemu z takimi książkami. Podchodzę do wydarzeń zbyt emocjonalnie, odnosząc tło i postaci bohaterów do życia osobistego, a stąd już tylko krok do niepotrzebnego zbytniego wczuwania się w ich przeżycia. Trudno było mi skupić się tak bezstronnie czytelniczo na prowadzonej akcji odbierając prawdziwie sytuację matki - to jeden z przykład tego "niepotrzebnego" współczucia.


W miarę czytania czułam coraz większe przygnębienie opowiadaną historią, więc w pewnym momencie przerzuciłam na końcówkę z rozwiązaniem zagadki.
Jednak nie chcę już czytać  takich opowieści ..., za dużo smutku i niesprawiedliwości mamy wokół siebie, żeby jeszcze dobrowolnie dołować się takim czytaniem. Ja przynajmniej nie mam na to ochoty i wolę pozostawać przy starociach z klasyki gatunku (nie tylko tego).