poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Faraon (1965)

Z cyklu "Oglądane po latach"...

Coraz słabsza oferta "nowości" i sezon ogórkowy w telewizji dał mi alternatywną formę - okazję do oglądania wybranych powtórek, na które w normalnym rytmie życiowym brakuje mi czasu. Korzystam bardzo chętnie z tej okazji, bo film pozostaje niezmiennie moim ulubionym towarzyszem w innych ulubionych sposobach spędzania wolnego czasu (patrz: robótki). I tak oto sam stworzył się ten cykl, który jednocześnie jest okazją do stworzenia kolejnej listy - obejrzanych w życiu filmów. Ale o tym napiszę osobno, bo tak mi się zbiegło z pewną dyskusją na LC (oczywiście dotyczącą książek).  

Nie porównuję filmu "Faraon" z powieścią, bo nie czytałam - konieczne do nadrobienia! (zabieram się do tego naprawdę już dobre parę lat).
Pamiętam, jakie kiedyś film zrobił na mnie wrażenie i teraz po wielu latach odbieram go jako dobre dzieło, z dobrą grą aktorów. Ale tu jednak kłania się nieznajomość pierwowzoru literackiego... nie mogę na żadnej płaszczyźnie nic porównać, a w przypadkach adaptacji/ekranizacji/na motywach powieści najczęściej stawiam powieść przed filmem i mam wiele "ale"...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz