piątek, 12 sierpnia 2016

"Cacko" Krystyny Sienkiewicz


W notce od wydawcy:
"To nie jest biografia. Nie ma tu dat, nie ma chronologii, nie ma ku pamięci. To zaproszenie do świata lirycznej komediantki Krystyny Sienkiewicz. Cudownej, magicznej, pełnej urody przestrzeni wrażeń i odczuć wartych zapisania i zapamiętania. To podróż po życiowych drogach i bezdrożach pamięci, po pięknej krainie zdobionej wyjątkowym gustem i talentem. A raczej wieloma talencikami."
Ta książka (moim zdaniem) to niewątpliwie cacko wydawnicze. 
Gruba, lakierowana okładka, a w środku... oryginalnie zaprojektowane strony, dużo zdjęć, rysunkowe ozdóbki - szlaczki, motylki, literki, a w tekście... osobiste wspomnienia okraszone przepisami kulinarnymi.

Strona graficzna książki powoduje, że odbieram ją jako bardzo kobiecą, którą miło się przede wszystkim ogląda, a dopiero później czyta. I chyba z tych względów dla czytelników męskich nie będzie atrakcyjna. Może im przeszkadzać ten wspomniany wyżej nadmiar ozdóbek i w ogóle cały klimat książki, do którego dobrze pasują słowa "gemütlich" i "уютный".
Bardzo podoba mi się ten wspomniany na początku swobodny sposób przedstawienia treści - niezależnie od tego, czy to poważne, czy całkiem niepoważne spojrzenia w przeszłość. 

To tyle pochwał... a co jest nie tak?
W moim odbiorze jest to język, którym  do czytelnika mówi autorka. Mówi, opowiada, ale nie pisze. Język jest prosty, chwilami wydaje mi się nawet zbyt prymitywny - takie prościutkie opowiadanie językiem potocznym. To jakby zapis wypowiedzi w udzielanym wywiadzie - dobry w rozmowie na żywo, ale gorzej to wygląda w książce. W publikacji  tego rodzaju oczekuję wyższego poziomu, szczególnie biorąc pod uwagę osobę autorki. Wykształconej i twórczej artystki, swobodnie poruszającej się w świecie aktorskim. Tutaj w roli pisarki wypadła gorzej.
Oczywiście nie chodzi mi o jakieś napuszone, niezrozumiałe, stylistycznie wymęczone wyżyny intelektu niedostępne dla nas maluczkich. Lubię czytać to, co jest napisane, a słuchać tego, co jest mówione...

A tak w ogóle to ja bardzo lubię Krystynę Sienkiewicz - aktorkę.
Uwielbiam scenę z telefonem w filmie "Lekarstwo na miłość"(1965). Janka (Krystyna Sienkiewicz) opowiada przyjaciółce (Kalina Jędrusik) o nowej kreacji, żeby zatrzymać czekającego przy automacie telefonicznym podejrzanego amanta (Andrzeja Łapickiego), którego trzeba śledzić. Na polecenie przyjaciółki snuje opowieść, w której poprzeczne zmarszczki w poprzek, kontrafałdy, pliski, zakładki, kokardki przeplatają się bez sensu, a gwoździem programu jest "mnóstwo guzików... wszędzie guziki... i to, wyobraź sobie, każdy inny!!!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz