niedziela, 28 sierpnia 2016

Niedziela z obrazem (81)

Tadeusz Noskowski „Pomidory w porcelanowym koszyku” (1928)

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Prymas. Trzy lata z tysiąca" (2000)


Sam film, a właściwie scenariusz... - taki sobie, na średnim poziomie. Nic nadzwyczajnego... postaci bohaterów dość schematyczne, z mocno tendencyjnym podziałem na "dobrych i złych". Szczególnie postać kardynała Wyszyńskiego jest idealna aż do przesady - to chwilami razi, przeszkadza w odbiorze..

Ale gra Andrzeja Seweryna! Wspaniała... to najwyższa półka...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Żona i nie żona" (1939)

"Tragedia ludzi głupich - opętanie miłosne. Porwani wirem namiętności do jednej kobiety, trzej mężczyźni cierpią i walczą, jak by nie było innych zmartwień na tym padole płaczu. W tej opowieści, pełnej ironii życiowej, widz ujrzy może nawet... samego siebie. Irena odchodzi od Zenona, swego męża, bo nie może go kochać, znieść dłużej przy sobie, bo chce być wolna. Zrozpaczony Zenon próbuje popełnić samobójstwo, rannym troskliwie opiekuje się pielęgniarka Nelly. Milioner Geist, przyjaciel Zenona, opowiada mu o rzekomym romansie Ireny z nieistniejącym Francuzem Duvalem, którego postać wymyślił, żeby ukryć, że to właśnie on doprowadził do rozbicia jego małżeństwa, żeby ożenić się z Ireną. Tymczasem Irena wiedzie szalone życie w Paryżu, adorowana przez dawnego znajomego, niejakiego Kunickiego. Gdy wiadomość o tym dociera do Geista, ten sprowadza ją do Warszawy, w ślad za nią podąża jednak również, zakochany w niej, Kunicki. Zenon w końcu dowiaduje się, że to Geist zrujnował jego małżeństwo, pocieszenie znajduje jednak w miłości, którą obdarzyła go Nelly. Irena natomiast zrywa z Geistem, i wyjeżdża z Kunickim do Francji." - FilmPolski.pl




W czołówce obsady aktorskiej dwa nazwiska, które w niedalekiej przyszłości będą zaliczane do haniebnego grona zdrajców Polski - Igo Sym i Bogusław Samborski. Przed wybuchem wojny chyba nikomu nie przyszłaby do głowy możliwość takich postaw i takich zachowań...

niedziela, 21 sierpnia 2016

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"1920 Bitwa warszawska"

Chciałam zobaczyć w kinie film zrealizowany techniką 3D - zaliczyć nowinkę techniczną tak jak zaliczałam film kolorowy, czy film na taśmie 80mm. Wybrałam celowo ten właśnie tytuł, bo to pierwsza polska produkcja w nowej technice. To główny powód tego seansu kinowego, bo znając już pierwsze opinie i recenzje o filmie (w większości krytyczne),  raczej nie wydawałabym pieniędzy na bilet, czekając spokojnie na emisję telewizyjną.


Moje wrażenia? nie podejmuję się głębszej analizy, oceny, rozbioru na części składowe... inni zrobili to lepiej i staranniej. 


Film jak film... typowy Hoffman (jak ktoś wcześniej powiedział).  Dużo krwi, sceny walki wręcz i rany postrzałowe chwilami zbyt realistyczne i przerysowane (to mi się nie podobało już w "Ogniem i mieczem")... ładne kostiumy i ładne ujęcia kamery... a jeśli ktoś chciałby uczyć się historii z tego filmowego obrazu to raczej odradzam. Film jest wpisany w poziom współczesnych produkcji, zrobiony dla współczesnego widza, z wszelkimi cechami współczesnego kina masowego. Taka rozrywkowa wersja ważnych dla Polaków wydarzeń...


Opinie o filmie można przeczytać na przykład tutaj - Filmweb
Zdjęcia z filmu pochodzą również z tej strony. 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Niedziela z obrazem (79)

Maurice-Quentin Delatour "Portrait of the Marquise de Pompadour" 


sobota, 13 sierpnia 2016

"Dziewczyna z perłą" (2003)

Pięknie zrobiony malarski film o malarstwie - jako całkowicie amatorska miłośniczka obrazów, rysunków, szkiców, czyli różnie postrzeganej sztuki malarskiej mogę dać 10/10. 





Na listę "Chcę przeczytać" wpisuję powieść Tracy Chevalier "Dziewczyna z perłą"

piątek, 12 sierpnia 2016

"Cacko" Krystyny Sienkiewicz


W notce od wydawcy:
"To nie jest biografia. Nie ma tu dat, nie ma chronologii, nie ma ku pamięci. To zaproszenie do świata lirycznej komediantki Krystyny Sienkiewicz. Cudownej, magicznej, pełnej urody przestrzeni wrażeń i odczuć wartych zapisania i zapamiętania. To podróż po życiowych drogach i bezdrożach pamięci, po pięknej krainie zdobionej wyjątkowym gustem i talentem. A raczej wieloma talencikami."
Ta książka (moim zdaniem) to niewątpliwie cacko wydawnicze. 
Gruba, lakierowana okładka, a w środku... oryginalnie zaprojektowane strony, dużo zdjęć, rysunkowe ozdóbki - szlaczki, motylki, literki, a w tekście... osobiste wspomnienia okraszone przepisami kulinarnymi.

Strona graficzna książki powoduje, że odbieram ją jako bardzo kobiecą, którą miło się przede wszystkim ogląda, a dopiero później czyta. I chyba z tych względów dla czytelników męskich nie będzie atrakcyjna. Może im przeszkadzać ten wspomniany wyżej nadmiar ozdóbek i w ogóle cały klimat książki, do którego dobrze pasują słowa "gemütlich" i "уютный".
Bardzo podoba mi się ten wspomniany na początku swobodny sposób przedstawienia treści - niezależnie od tego, czy to poważne, czy całkiem niepoważne spojrzenia w przeszłość. 

To tyle pochwał... a co jest nie tak?
W moim odbiorze jest to język, którym  do czytelnika mówi autorka. Mówi, opowiada, ale nie pisze. Język jest prosty, chwilami wydaje mi się nawet zbyt prymitywny - takie prościutkie opowiadanie językiem potocznym. To jakby zapis wypowiedzi w udzielanym wywiadzie - dobry w rozmowie na żywo, ale gorzej to wygląda w książce. W publikacji  tego rodzaju oczekuję wyższego poziomu, szczególnie biorąc pod uwagę osobę autorki. Wykształconej i twórczej artystki, swobodnie poruszającej się w świecie aktorskim. Tutaj w roli pisarki wypadła gorzej.
Oczywiście nie chodzi mi o jakieś napuszone, niezrozumiałe, stylistycznie wymęczone wyżyny intelektu niedostępne dla nas maluczkich. Lubię czytać to, co jest napisane, a słuchać tego, co jest mówione...

A tak w ogóle to ja bardzo lubię Krystynę Sienkiewicz - aktorkę.
Uwielbiam scenę z telefonem w filmie "Lekarstwo na miłość"(1965). Janka (Krystyna Sienkiewicz) opowiada przyjaciółce (Kalina Jędrusik) o nowej kreacji, żeby zatrzymać czekającego przy automacie telefonicznym podejrzanego amanta (Andrzeja Łapickiego), którego trzeba śledzić. Na polecenie przyjaciółki snuje opowieść, w której poprzeczne zmarszczki w poprzek, kontrafałdy, pliski, zakładki, kokardki przeplatają się bez sensu, a gwoździem programu jest "mnóstwo guzików... wszędzie guziki... i to, wyobraź sobie, każdy inny!!!".

czwartek, 11 sierpnia 2016

"Ballada o Januszku" (1987)

Kiedy oglądałam serial po raz pierwszy... strasznie mnie wkurzał ... nie wiem dlaczego.
Teraz oglądałam tylko fragmenty i nadal mnie wkurzały... nie wiem dlaczego.
Nie mam już ochoty oglądać całość.


Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że cały czas powód jest ten sam - to główna bohaterka tak na mnie działa...

wtorek, 9 sierpnia 2016

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Faraon (1965)

Z cyklu "Oglądane po latach"...

Coraz słabsza oferta "nowości" i sezon ogórkowy w telewizji dał mi alternatywną formę - okazję do oglądania wybranych powtórek, na które w normalnym rytmie życiowym brakuje mi czasu. Korzystam bardzo chętnie z tej okazji, bo film pozostaje niezmiennie moim ulubionym towarzyszem w innych ulubionych sposobach spędzania wolnego czasu (patrz: robótki). I tak oto sam stworzył się ten cykl, który jednocześnie jest okazją do stworzenia kolejnej listy - obejrzanych w życiu filmów. Ale o tym napiszę osobno, bo tak mi się zbiegło z pewną dyskusją na LC (oczywiście dotyczącą książek).  

Nie porównuję filmu "Faraon" z powieścią, bo nie czytałam - konieczne do nadrobienia! (zabieram się do tego naprawdę już dobre parę lat).
Pamiętam, jakie kiedyś film zrobił na mnie wrażenie i teraz po wielu latach odbieram go jako dobre dzieło, z dobrą grą aktorów. Ale tu jednak kłania się nieznajomość pierwowzoru literackiego... nie mogę na żadnej płaszczyźnie nic porównać, a w przypadkach adaptacji/ekranizacji/na motywach powieści najczęściej stawiam powieść przed filmem i mam wiele "ale"...


niedziela, 7 sierpnia 2016

Niedziela z obrazem (78)

Józef Chełmoński "Kurka wodna" (1894)

 Muzeum Narodowe w Warszawie

Coraz częściej nie ja wybieram obrazy do tego mojego cyklu, ale one same się znajdują przy okazji odwiedzin blogowych. 
Ten właśnie się znalazł na blogu, który był w ogóle w pierwszej piątce poznanych przez mnie blogów, gdy zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem.
To blog "Plamka mazurka" i wpis "Kurka wodna Chełmońskiego"

piątek, 5 sierpnia 2016

"Dewajtis" (1889)

"Słońce zachodziło za gaj dębowy, wtulony w widły Dubissy i Ejni, w starym cichym kraju świętych dębów, węży i bursztynu.
   Za chmurę siwą się skryło, ostatnią wiązką złotych blasków żegnając stary żmujdzki zaścianek szlachecki, do brzegu potoku przyparty i otulony seciną lip niebotycznych, wiśni i jarzębiny.
   Był to sobotni wieczór, rozkoszny dla pracowitego ludu i dobytku.
   Z pól ściągały na nocleg starodawne sochy, robocze woły, wozy drabiniaste i niewielkie żwawe koniki; schodzili się smukli młodzieńcy z kosami na ramieniu, smagłe złotowłose dziewczęta ze śpiewką na ustach, dziatwa zapędzająca pod strzechy stada bydła i owiec.
   Aż wreszcie uciszył się zaścianek, skupiło życie po izbach i podwórzach, gdzieniegdzie ozwały się tony skrzypiec i fujarki, śmiechy młodzieży, gwar nawoływania, a bociany wstawały na gniazdach i jak kaznodzieje prawiły coś do tej rzeszy ludzkiej."

Maria Rodziewiczówna, "Dewajtis", Wydawnictwo Literckie Kraków-Wrocław 1985, wyd.VI

Tak rozpoczyna się nostalgiczna opowieść o dalekiej krainie... Ten kresowy obraz nakreślony przez pisarkę jest mocno wyidealizowany... główny bohater tak imponująco pozytywny, że aż ma się ochotę mocno nim potrząsnąć. Z drugiej jednak strony jest tu barwna galeria postaci wcale nie idealnych, z całym bagażem wad i grzeszków. Czas płynie tu powoli, zwroty akcji nie są częste (choć i dramatyczne chwile się zdarzają), co daje czytelnikowi możliwość zanurzenia się w spokoju w tamten daleki czas. 

To opowieść o miłości ... przede wszystkim do ziemi, do miejsca własnych ludzkich korzeni. Miłość kobiety i mężczyzny tym razem pisarka stawia na drugim planie, z czym nie zawsze czytelnik się zgodzi.
Marek Czertwan, zobowiązany przez umierającego ojca, do zachowania dziedzictwa przyjaciela-powstańca styczniowego, musi poświęcić szczęście osobiste dla wyższej idei. Do tego dochodzi walka z rodziną o rodzinne gniazdo właśnie... aż pewnego dnia okazuje się, że w dalekiej Ameryce odnaleźli się potomkowie powstańczych uchodźców...

"Dewajtis" to była pierwsza powieść Rodziewiczówny, którą przeczytałam. Był rok 1985  i to jest data początku mojego poznawania Marii Rodziewiczówny. Bez namysłu kupiłam książkę w księgarni (wtedy trzeba było łapać okazję, bo za chwilę już znikała z półki), znając tytuł jako jeden z dwóch powtarzających się w notkach encyklopedycznych (obok "Strasznego dziadunia").  I znając niezbyt pochlebną opinię o pisarce funkcjonującą w opracowaniach literackich.
Teraz, po przeczytaniu innych utworów Rodziewiczówny, nadal uważam, że jest to dobra pozycja na pierwszy kontakt z tą twórczością. Opisy przyrody nie są szczególnie męczące, a język nie tak archaiczny, żeby nie dał się zrozumieć. A pisarka stworzyła powieść mając 25 lat... był to dopiero początek jej drogi twórczej...

Oglądane właśnie powstańcze kroniki i zachowane sceny spotkania operatorów z wiekową już wtedy Marią Rodziewiczówną (znałam te ujęcia wcześniej, to oczywiste skoro interesuję się osobą pisarki), przypomniały mi o zaniedbanym własnym projekcie blogowym "Alfabet Rodziewiczówny". Zajmuję się notatkami z bieżących lektur, a projekt leży i czeka na zmiłowanie.


Przeczytałam prawie wszystko z twórczości Rodziewiczówny, co ukazało się drukiem... najwyższy czas uporządkować i zapisać swoje wrażenia. Żałuję tylko, że pozostałam sama na placu boju, że zainteresowanie projektem wygasło. A może jednak nie całkiem wygasło? Może ktoś się zainteresuje i dołączy? Jak widać po moim osobistym przykładzie (sięgnęłam po J.I.Kraszewskiego), zawsze jest dobry moment na zainteresowanie się twórczością pisarki lub pisarza, niezależnie od aktualnego stopnia ich popularności.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Jakie książki o Powstaniu?

Zadałam sobie to pytanie w kontekście aktualnych, ohydnie politykierskich zawirowań wobec tamtych ludzi i tamtych wydarzeń.
Nie chcę odnosić się w żadnym wymiarze do tego, co musieliśmy teraz obserwować - mój stosunek do Powstania Warszawskiego jest jednoznacznie prosty: Polacy walczyli z wrogiem... okupantem, mordercą narodu... ludzie i miasto zapłacili za to straszną cenę...

A oceny całej złożoności tego historycznego faktu nie podjęłabym się nigdy. Tak samo jak nie uznaję analiz i ocen historyków pozbawionych obiektywizmu, stronniczych politycznie zarówno w czasach minionych, jak i teraz. Chyba nawet gorzej teraz, niż w poprzednim ustroju, bo wolność słowa pozbawia niektórych już nawet elementarnych zasad przyzwoitości.

Stąd moje pytanie w tytule... pytanie, które traktuję indywidualnie.
Dobór książek z kręgu tematyki powstańczej zależy wyłącznie od nas samych. Od tego, na jakim etapie życia jesteśmy; ile już wiemy o powstaniu; jakie zakresy na interesują, wolimy dokument, czy łatwiutko przyswajalną popularną propozycję; powieść czy wiersz; wspomnienia, pamiętniki czy biografie...

Mam za sobą różne etapy poznawania  historii Powstania Warszawskiego i nie chcę teraz przetwarzać swojego myślenia po raz kolejny... szczególnie przy nachalnej "pomocy" aktywistów machających sensacyjkami wyciąganymi jak króliki z kapelusza. Dlatego omijam wszelkie dyskusje, spory, analizy, udowadnianie czegoś na nowo lub inaczej.

Na pierwszym miejscu stawiam obecnie wszelkie formy wspomnieniowe, których autorami są sami powstańcy. Nawet te, wydane dopiero w ostatnich latach, a więc zawierające obraz przetworzony nieuchronnie przez miniony czas, cenię najbardziej. Nie oczekuję, że muszą to być literackie arcydzieła... najważniejszy jest przekaz, który z każdym rokiem odchodzi nie wysłuchany wraz z odchodzeniem ludzi.
Należy zachować (nagrać, zapisać) ile jeszcze można... bo już niedługo naprawdę nie będzie można.

Na liście do przeczytania:

środa, 3 sierpnia 2016

"Powstanie warszawskie" (2014) - dokument fabularyzowany

Nigdy żaden najwspanialszy, genialny, perfekcyjny, na najwyższym poziomie film fabularny nie zrobi na mnie takiego wrażenia, jak ujęcia ze zwykłej, ale autentycznej kroniki. 

Wszystkie, nawet skromne technicznie kadry mają bowiem ten jedyny, nie do odtworzenia walor - jedność czasu i miejsca. Każdy szczegół zachowany na kliszy to zapis rzeczywistej chwili... nie potrzebujący komentarza... mówi sam za siebie...

Archiwalne kroniki mogę oglądać wielokrotnie... to nigdy nie znuży.

Film w reżyserii Jana Komasy jest niezwykłym powrotem do czasu Powstania. 
Dzięki nowoczesnej technologii ujęcia powstańczej codzienności zyskały kolor (uwypuklając wiele szczegółów), ludzie przemówili, a obraz otoczyły dźwięki...



wtorek, 2 sierpnia 2016

"Kolumbowie" (1970)


Oglądałam serial w czasie jego pierwszej emisji w telewizji jako nastolatka i już wtedy miałam mieszane uczucia.
Nie w odniesieniu do treści i prawdy historycznej, bo takiej wiedzy wtedy nie mogłam mieć, ale realizacji filmu. Z jednej strony bowiem serial zrobił na mnie ogromne wrażenie swoją treścią i wymową, ale jednocześnie z drugiej strony miałam uczucie nieprawdziwości tego obrazu tak do końca Aktorzy wydawali mi się zbyt współcześni - tacy socjalistyczni młodzieżowcy w zachowaniu i w wyglądzie. Drażnił mnie współczesny makijaż dziewczyn i ich fryzury, nawet damskie stroje wydawały mi się mało prawdziwe. 

Później przyszedł czas na czytanie książki. Owszem, przebrnęłam dość powierzchownie przez oba tomy powieści, skupiając się oczywiście na fabule i nie szukając prawdy historycznej. Wtedy i tak prawdziwej historii Powstania Warszawskiego nie można było znaleźć w oficjalnej literaturze i propagandzie.
Na trzecim tomie poległam. Winę za tamtą porażkę czytelniczą obarczam w dużym stopniu okropne wydanie - zbyt gęsty i drobny druk, który mnie zawsze irytuje i czasami nawet doprowadza do odrzucenia czytanej książki.

Chyba powinnam wrócić do tej książki... odkryć ją na nowo... tym bardziej, że była i nadal jest różnie oceniana.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016