wtorek, 12 lipca 2016

Przeminęło z Bondem

Z kilku powodów nie oglądam niczego z aktualnej oferty TVP, ale kilka dni temu przy zmianie kanałów trafiłam na "lecący właśnie" jakiś starutki film, a tam na ekranie Roger Moore. Kilkuminutowe oglądanie wystarczyło do umiejscowienia filmu w rodzaju gatunku - to był jakiś przedpotopowy Bond.
A ponieważ nie fascynowały mnie te produkcje i nie obejrzałam ich teraz puszczanych w telewizorze z wieeeloletnim poślizgiem (mam na myśli te najwcześniejsze), więc musiałam poszukać tytułu w internetowej telewizyjnej gazetce.

Okazało się, że to film "Człowiek ze złotym pistoletem" (1974). Tytuł oczywiście dalej mi nic nie mówił, więc oglądałam dalej, mimo, że wpadłam w rozpoczętą już emisję. Oglądałam przede wszystkim dla aktora, którego lubię, ale mimo tej sympatii po pewnym czasie dałam sobie spokój.

Film mnie po prostu znudził... a chwilami wręcz śmieszył. Niestety, wcale nie z powodu komediowej akcji. Wydał mi się przestarzały i śmieszny właśnie z tego powodu. Z archaicznym podtekstem politycznym... z przebrzmiałymi sensacyjnymi wątkami.
Dla mnie ten film nie przetrwał próby zmian w politycznej układance - zaliczam go do grupy tych, które miały znaczenie tylko w swoim czasie. Przy dzisiejszych światowych problemach wydaje się być opowiastką dla małolatów...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz