poniedziałek, 25 lipca 2016

"Tam i z powrotem" (2001)


Rok 1965. Ceniony chirurg Andrzej Hoffman (Janusz Gajos) marzy o wyjeździe na Zachód, by po wielu latach zobaczyć nareszcie swoją żonę i córkę. Niestety - ciąży na nim akowska przeszłość i szanse na dostanie paszportu są zerowe.
Któregoś dnia Andrzej spotyka chorującego na serce dawnego znajomego Piotra (Jan Frycz). Ten także marzy o wyjeździe - lekarze dają mu najwyżej dwa lata życia, jeśli nie podda się skomplikowanej operacji. Jednocześnie Piotr nie ma złudzeń, że dla byłych akowców drzwi urzędu paszportowego będą zawsze zamknięte. Trzeba więc kupić paszporty na czarnym rynku. Koszty są spore, dlatego nie ma innego wyjścia, jak tylko napaść na przewożący pieniądze konwój. Kiedy Piotrowi udaje się przekonać do swojego pomysłu Andrzeja, wszystko staje się realne. Pieniędzy wystarczy na dwa paszporty, dwie wizy i dwa nowe, bezpieczne "życia" na emigracji. Plan jest niezwykle ryzykowny, ale ma spore szanse powodzenia. Jednak sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy podczas akcji ranny zostaje jeden z konwojentów. Pogotowie zabiera go do najbliższego szpitala. Lekarzem, który będzie go operował, jest Andrzej Hoffman."
czytaj więcej: http://www.alekinoplus.pl/program/film/tam-i-z-powrotem_2673#ixzz4FRvfgZhA


Widziałam ten film już kilka razy, ale nigdy od początku. Ciągle brakuje czasu na systematyczne śledzenie programu telewizyjnego z wyprzedzeniem i tak mi umyka ten filmowy początek. I gdy trafiam na emisję przypadkiem, oglądam ponownie.
Dlaczego?
Bo to naprawdę dobry film - oszczędny w stosowanych środkach wyrazu, ale skutecznie przemawiający. Oparty na dobrym tekście i na grze aktorów - Janusz Gajos jak zawsze nie zawodzi; film bez widowiskowych pokazówek i jakichś wydumanych efektów specjalnych. Kiedyś mówiło się o takich filmach "psychologiczne" - teraz już nie wiem jaką stosować terminologię.
Ten film przypomina stare dobre czasy polskiego kina... teraz już coraz trudniej o takie...

Oprócz wymienionych wcześniej zalet filmu jest jeszcze jedna - wiarygodne odtworzenie rzeczywistości ustrojowej i codzienności życiowej lat 60-tych (szczególnie przygnębiające, ale całkiem prawdziwe szpitalne wnętrza). To ciągłe trzymanie ludzi w strachu i niepewności... wszechwładza bylejakości - miernej ale wiernej... donosicielstwo i podlizywanie się władzy - chyba nawet tzw. " wiecznie pijany element na melinie" pokazany jest tutaj w lepszym świetle niż wykształceni karierowicze dążący bez skrupułów do celu.

Oglądając film szukam zachowanego w nim obrazu mojego miasta, który jeszcze miejscami pozostaje taki sam - obskurne podwórka kamienic, charakterystyczne frontony zabytkowych budynków (siedziba Akademii Muzycznej, bank), kościółek naprzeciwko fabryki Poznańskiego. W kilku ujęciach zachował się widok charakterystycznych zniszczonych ścian fabryki (grały również u Wajdy w "Ziemi obiecanej"). Dziś już są pięknie przebudowaną Manufakturą. Podobnie jak nieistniejący już stary budynek dworca Łódź-Fabryczna (teraz w wielkiej przebudowie) wraz z parkingiem dworca PKS, z którego odjeżdżał autokar "Orbisu".

2 komentarze:

  1. No zobacz, czyżby znowu telepatia ? :)) Albo mamy podobny gust filmowy? :))
    Bardzo lubię ten film, też widziałam go już kilka razy . Co prawda to nie jest moje miasto, ale oglądam go dla aktorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jedno i drugie :)

      Aktorzy są naprawdę świetni w swoich rolach, nawet w tych drobniejszych. Wspomniałam tylko Gajosa, ale pozostała obsada to też pierwsza liga.

      Ja zawsze szukam Łodzi w filmach - kiedyś było tego więcej, bo przecież mieliśmy wytwórnię filmów i wiele jest łódzkich plenerów w starszych filmach.

      Usuń