wtorek, 26 lipca 2016

"Doktor Esperanto"

 26 lipca 1887 roku ukazała się książka Ludwika Zamenhofa (pod pseudonimem Doktoro Esperanto), będąca pierwszym podręcznikiem do nauki nowego języka.

Ja podchodziłam do tej nauki dwa razy - pierwszy raz wiele lat temu w czasach jeszcze podstawówki (samodzielnie, bo mieliśmy w domu podręcznik-samouczek). Ale jakoś nic z tego nie wyszło, bo nie miałam do tej nauki towarzystwa. Drugi raz, już z córką licealistką, zaliczyłyśmy kurs podstawowy. Ja niestety na tym etapie się zatrzymałam. 

Żałuję, bo mogłam już kilkanaście lat temu dzięki esperanto nawiązać nowe kontakty - takie po prostu do poznawania świata, których nie przeskoczę bez znajomości języków obcych. A wtedy jeszcze o internecie mało wiedziałam.

Jednocześnie obserwuję wielki upadek zainteresowania esperanto w Polsce po zmianach ustrojowych. W czasach peerelu było to jedno z nielicznych legalnych okienek na świat i stąd pewnie tak duży ruch esperancki w latach 60-tych. A teraz świat stoi otworem, tylko jeszcze trzeba zmusić się do tego wszechobecnego angielskiego. A co, jeśli komuś nie wchodzą do głowy trudne języki?
Bo esperanto ma ten potencjał, że jest językiem łatwym i szkoda, że nie daje mu się szansy chociażby na poziomie prostego komunikatora.

Dostałam tę książkę od rodzinnego esperantysty w czasie drugiego podejścia do nauki


na stronie tytułowej, obok osobistej dedykacji, znalazłam przyklejony jeden z wielu znaczków pocztowych z wizerunkiem Zamenhofa

A sama książka to powieść biograficzna, której bohaterem jest Ludwik Zamenhof. 


Powieść dwujęzyczna - w esperanto i w języku polskim ten sam tekst na sąsiednich stronach.


Nie jest to literatura wielkiego lotu, ale też nie może taka być, jeśli ta lektura przyda się w szlifowaniu języka. Książka zawiera także kilkanaście fotografii przybliżających ludzi, wydarzenia dokumenty, które w czasie jej wydania były na pewno niedostępną z innych źródeł ciekawostką.


Ostatnio dopiero skojarzyłam nazwisko autorki, której dwie "młodzieżowe" powieści mam na półce od dawna. Powinnam już wcześniej zastanowić się, skąd w młodzieżowej opowiastce  z lat 70-tych "Kocha, lubi, szanuje" takie propagowanie esperanto. Teraz, gdy poszukałam informacji o autorce w internecie, wszystko jasne. Prawdziwy esperantysta nie przepuszcza żadnej okazji...

Maria Ziókowska, "Doktor Esperanto", Wiedza Powszechna, Warszawa 1959, wydanie I

2 komentarze:

  1. Kiedyś dawno, dawno temu uczyłam się esperanto. Trochę umiałam. Byłam nawet na zjeździe esperantystów w Debreczynie. Potem rozeszło się - dzisiaj nie pamiętam chyba ani jednego słowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też mogę o sobie to powiedzieć - skoro nie ćwiczymy, to zapominamy.

      Usuń