środa, 27 kwietnia 2016

Szekspir... znany?

Nie będę udawać, że czytanie sztuk Szekspira jest u mnie na porządku dziennym, bo to przecież lektura łatwa i przyjemna... nie dołączę do snobistycznego kółka czytelników pozujących na znawców, którzy z Szekspirem są za pan brat... oczywiście znają jego teksty tak doskonale, że mogą sypać cytatami jak z rękawa  - no... prawie pod rękę z tym kolegą...
Denerwujące to... szczególnie ostatnio, przy okazji wielkiej rocznicy...

Nie czytałam tekstu żadnej ze sztuk, ale też znam najbardziej znane cytaty i potrafię skojarzyć z tytułem.
Oglądałam realizacje tych najbardziej znanych w naszym polskim, nie zawsze docenianym, Teatrze Telewizji... słuchałam w Teatrze Polskiego Radia... widziałam wersje filmowe...
Na przestrzeni lat trochę się zebrało, więc spokojnie mogę uznać swoją znajomość Szekspira za dobrze podstawową... (oby wszyscy chociaż taką posiadali!).


Dlaczego nie chciałam oglądać sztuk Szekspira w teatrze "na żywo" i nigdy nie wybrałam się na żadne przedstawienie?...  przecież mieszkam w dużym mieście, który dorobił się kilku dobrych teatrów...
Nie lubię "teatru w teatrze" z dwóch powodów - obu równie ważnych.
Pierwszy to niestałość wykonania, brak gwarancji, że każde kolejne przedstawienie będzie równie dobre jak premiera. W końcu aktorzy to tylko ludzie, a grając na żywo nie są w stanie zawsze być w najlepszej formie. Jeśli nawet nie przeszkadzają im względy zdrowotne/rodzinne/zawodowe, to mogą sobie odpuścić i chałturzyć na całego. A takiego lekceważenia widza nie uznaję. Ta moja awersja do chałtury w najgorszym wydaniu ma źródło w czasach licealnych, gdy zostaliśmy zapędzeni zbiorowo na popołudniówkę z "Antygoną" (gdy trup ścielący się gęsto na scenie nagle dostał głupawki i śmiech poszedł po sali).
Druga powód mojej niechęci do sali teatralnej to inni widzowie - podobnie jak w kinie nie chcę narażać się na nerwy z powodu chamskiego zachowania innych.

Dlatego wolę wersję "zamkniętą" - realizację wcześniejszą, dopracowaną, poprawioną...



A lekko celebrycki współcześnie "Zakochany Szekspir"
Podoba mi się ten film... pierwszy raz widziałam go dość szybko po polskiej premierze - w autobusie zmierzającym na prom w Bruggi, którym płynęliśmy... (nomen omen) do Szkocji.

2 komentarze:

  1. Mnie Szekspir kojarzy się z liceum, ale także z teatrem telewizji i tymi filmami, które pokazałaś. Najbardziej jednak z teatrem telewizji, w którym oglądałam pewno większość jego znanych dramatów i sztuk bardziej komediowych. I tamte spektakle pozostały w mojej pamięci a co za tym idzie i Szekspir.

    Pozdrawiam Elu w tę paskudną środę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze mi miło, że do mnie zaglądasz - dziękuję :)
      Rzeczywiście - u mnie też pogoda mało zachęcająca.

      Usuń