wtorek, 19 kwietnia 2016

Czytanie we właściwym czasie, czyli moje odkurzanie Kraszewskiego

Będąc na etapie gruntownego porządkowania Starej Szafy (czyli rzeczywistego obcowania z książkowym kurzem), dałam się na całego wciągnąć/sama się wciągnęłam, w czytanie naszego pisarza o chyba największym dorobku.

Józef Ignacy Kraszewski - to nazwisko już dawno odsunięte w kąt zainteresowań współczesnych młodych czytelników... bo nudziarz... bo pisał zbyt obszerne tomiska... bo język archaiczny i niezrozumiały... bo dawne czasy nieciekawe... i takie tam inne przeszkody...
Nie zamierzam nikogo zachęcać i namawiać do lektury JIK... inni już to zrobili wcześniej i lepiej... - "Projekt Kraszewski", a przede wszystkim do samego czytania Kraszewskiego dla przyjemności trzeba naprawdę "dojrzeć".

Ja dojrzewałam bardzo długo... aż sama nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat nie sięgnęłam po którąkolwiek powieść JIK, mając do wyboru pokaźny ich zbiór w naszej Starej Szafie. Już nie mówić o tym, że jakoś przemknęłam na studiach bez tej lektury (nie pamiętam, czy coś było w czasach licealnych do przeczytania, bo to całkiem zamierzchła przeszłość).

Pamiętam natomiast bardzo dobrze okoliczności zniechęcenia, chociaż chronologicznie nastąpiły jeszcze wcześniej.  Po obejrzeniu w telewizji filmu "Hrabina Cosel", zachwycona rzuciłam się do Szafy w poszukiwaniu książki. Wtedy jej nie znalazłam, chociaż okazało się, że jest tam kilka różnych wydań. Natrafiłam za to na "Brühla", coś mi kołatało, że to te same czasy i w ogóle tematycznie związane.... Zaczęłam czytać i poległam... nie byłam w stanie skupić się, tekst mnie nudził, nie rozumiałam treści... ogólna porażka. Jeszcze dobiło mnie paskudne wydanie z lat 60-tych - na jakimś fatalnym papierze gazetowym, gdzie kartki były ordynarnie złączone za pomocą zszywacza (więc książka nie dawała się w pełni otworzyć). I w ten oto sposób historia zdolnego królewskiego ministra odstraszyła mnie od Kraszewskiego na naprawdę długie lata. Czy byłam za młoda i za głupia? chyba tak.

Dopiero gdy pojawił się blog kresowy, powróciłam do Kraszewskiego. Było to sięgnięcie do "Powieści ludowych", które od lat stały u mnie na półce (na samym froncie, można rzec), jako ten wyrzut sumienia i dowód zaniechania.


I odnalazłam się w tym pozytywistycznym świecie, którego język i styl najbardziej lubię w powieści... szkoda mi straconego czasu lektury, ale jeszcze mogę to nadrobić i poczytać to i owo...



4 komentarze:

  1. Kraszewski to pisarz, na którym prawie uczyłam się czytać, gdyż czytałam go zachłannie w szkole podstawowej - pewno w okolicy piątej i szóstej klasy. A to za sprawą mamy, która wówczas czytała jego historyczne książki. Poznałam wtedy : Boleszczyce, Króla chłopów,Starą Baśń,Banitę a trochę później Infantkę i jeszcze inne. Oczywiście Macochę, Chatę za wsią i próbowałam czytać jego powieści obyczajowe. Niestety później przyszedł czas na inne lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja odwrotnie - wtedy jakoś nie przejęłam od mojego taty zainteresowania Kraszewskim, chociaż w rodzinnej biblioteczce jest bardzo dużo jego powieści.

      Usuń
  2. Bęðę z niecierpliwością wyglądać tekstów o Twoich JIK-owych lekturach:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zainteresowanie :)
      Teksty będą raczej krótkimi opiniami, bo w tym kierunku zmierzam już od pewnego czasu.

      Usuń