wtorek, 29 marca 2016

Poli Negri pamiętnik bardzo subiektywny

To lektura przypadkowa - "niespodzianka z biblioteki", znaleziona na półce biograficzno-wspomnieniowej, od której zaczynam (i najczęściej kończę) swoje wizyty w Bibliotece.

"Pamiętnik gwiazdy" - już sam tytuł nieźle określa charakter tych wspomnień.
W moim odczuciu nie jest to pamiętnik (nie był pisany na bieżąco), a zlepek wspomnień, zmyśleń, przeinaczeń i wypaczeń oraz radosnej twórczości dialogowej.
Gwiazdy? - niewątpliwie Pola Negri zrobiła wielką karierę w Hollywood, wtedy była (chociaż dość krótko) jedną z gwiazd kina niemego, ale mówienie o sobie "to ja gwiazda" skromnością nie grzeszy. A tak jest w odniesieniu do tych fragmentów tekstu, w których sama mówi o swoich rolach scenicznych i filmowych. To jest jedno wielkie samouwielbienie - porażek zawodowych jakoś dziwnie nie było.
Ach!... i ta nieustająca  miłość tłumów!...

Całość tej dość obszernej opowieści (457 stron) jest typowo amerykańską bajeczką, w stylu powieścideł dla ówczesnych gospodyń domowych. Początkowo zastanawiałam się dlaczego książka, napisana w 1969 roku, nie powstała w języku polskim. Dlaczego autorka, której nie podejrzewam o wyżyny intelektu, nie podyktowała tekstu osobie znającej język polski. Czy już tak bardzo zapomniała swoją mowę ojczystą? Czy dlatego, że jej związki z Polską tak bardzo osłabły? Bo chyba nie dlatego, że liczyła się z brakiem zainteresowania ze strony polskiego czytelnika po tak długiej nieobecności w kraju - a podejrzewam, że nie liczyła się z tym, bo do głowy jej nie przyszło, że polscy widzowie mogliby jej nie kochać i uwielbiać jako tej wielkiej światowej gwiazdy. A tak mogło być - kompletne oderwanie od realiów powojennej Europy w otoczce ogromu jej miłości własnej.

Czytając książkę czuje się, że to marketingowy chwyt, produkt przeznaczony na amerykański rynek. Widać to we wszystkich momentach, gdy mówi o Polsce, tłumacząc czytelnikowi oczywistości znane polskiemu odbiorcy.
Czuje się to przede wszystkim  w języku, jakim jest napisana - do tłumacza nie mam pretensji. Przetłumaczył to, co dostał, czyli infantylny, naiwny, miejscami godny pióra Mniszkówny tekst bardzo przypominający pusty szczebiot dzisiejszych amerykańskich celebrytek. Coś w stylu Dżołany i jej psiapsiółek. Nie odmawiam autorce miejsca w historii kina jako aktorce (zwłaszcza w swoim czasie), ale literacko nie wspięła się zbyt wysoko. Nie miała chyba dobrego doradcy, który odradziłby jej zapchanie książki taką ilością "cytowanych" rozmów. Nikt nie pamięta po latach całych rozmów ze szczegółami - widać, że to właśnie jest owa wspomniana na początku fantazja i radosna twórczość literacka.

Lektura tych wynurzeń trochę mnie wymęczyła swoją monotonną narracją - czyta się, czyta i po pewnym czasie trzeba zrobić przerwę, żeby nie zasnąć. Nie ma w konstrukcji tych wspomnień żadnej dynamiki - całość to taka zupa w letniej temperaturze - ani zimna, ani gorąca. Może dlatego, że autorka skupia się zawsze na sobie, a to, co dzieje się obok to jakaś inna galaktyka. Niewola pod zaborem, jedna wojna, druga wojna, Hitler i jego ludzie (prawie jak obsługa planu filmowego!)... brak szczęścia w małżeństwach, utrata dziecka... - niby jest o tym mowa, ale jakoś tak ... nijak. Szukałam dość długo odpowiedniego słowa dla określenia stosunku Poli Negri do wojen, do tragicznych losów ludzi, a nawet do jej własnych przeżyć,  ale chyba "nijako" najbardziej tu pasuje.

Dosłownie parsknęłam śmiechem, gdy przeczytałam:
"Dużo napisano o moim związku z Chaplinem. Szkoda tylko, że większość z tego napisał sam Chaplin. A jeszcze większa szkoda, że to, co napisał, bardzo mija się z prawdą.Wolałabym nie mówić, że zachował się w sposób niegodny dżentelmena, i skłonna jestem raczej tłumaczyć tym, że wszyscy klowni żyją w świecie fantazji. (...) 
Tak czy owak czas, aby prawda wyszła na jaw. Powiem więc teraz a b s o l u t n ą  p r a w d ę, udokumentowaną relacjami prasy i świadectwem wiarygodnych osób." s.190

To pisze osoba, która sama tworzyła plotki o sobie (zupełnie nieźle sobie z tym radziła) i która w swojej książce mija się z prawdą w sposób bardzo naiwny, bo przeinaczając fakty możliwe do sprawdzenia.

Wybrałam tylko kilka z nich:
Data urodzenia - Uznajmy tę słabostkę wielu gwiazd - tu sobie odjęły, tam dodały. Tutaj taka drobna zmiana służyła do podkreślenia szczególności urodzin "Na Nowy Rok przypadał dzień moich dwudziestych trzecich urodzin" s.207
Gloryfikowanie postaci ojca - Też można to zrozumieć i trudno dziś ocenić tamte wydarzenia, wiedząc jak carski zaborca traktował wszelkich buntowników
"Namiętnością mego ojca była praca konspiracyjna, udział w ruchach rewolucyjnych w latach 1904-1905. W owym czasie istniało wiele różnych organizacji podziemnych walczących z caratem; ojciec mój należał do organizacji niepodległościowej" s. 17
A we współczesnych źródłach czytamy, że ojciec został  zesłany na Syberię za  przestępstwa kryminalne.

Śmierć Rudolfa Valentino była kolejną dobrą okazją do lansowania się, co Ameryka przyjęła z niesmakiem. Nawet tam, w tym mateczniku blichtru, pozorów, wiecznie trwającego show, jej powtórka z atakiem histerii "bo kamerzyści nie zdążyli" uznano za przesadę. W jej wspomnieniach oczywiście nie ma o tym mowy - jest za to sporo o złych dziennikarzach, łowcach sensacji, których relacje miały tak dwuznaczna formę " jakby mścili się za to, że nie chciałam z nimi rozmawiać". s.282

Pola Negri podkreśla swoją niezależność w przemyśle filmowym, tłumacząc się z różnych sytuacji i swoich różnych decyzji, zrzucając winę zawsze na kogoś innego lub na okoliczności. Między innymi to dotyczy również jej pracy w Berlinie w czasie władzy Hitlera, gdy wcale nie przeszkadzały jej względy polityczne, a zachęciły korzyści finansowe.

Najbardziej jednak denerwujące (dla mnie) jest całkowite przeinaczenie jej porażki związanej z nadejściem kina dźwiękowego.
"Na próbę, która miała wykazać, czy mam jakąś przyszłość w filmie mówionym, przybyłam do studia "RKO-Pathe" po bezsennej nocy, w stanie silnego nerwowego napięcia.To Hollywood, do którego powróciłam, aż huczało od opowiadań o karierach zniszczonych z dnia na dzień przez te wstrętne i fatalne mikrofony. Wiele gwiazd nie zdołało przejść od filmu niemego do dźwiękowego. (...) 
Ale kiedy rano wraz ze śniadaniem podano mi gazety, skończyło się moje zdenerwowanie. Jak większość ówczesnych filmowców przede wszystkim odszukałam kronikę Louelli  Parson i z szaloną radością przeczytałam, że moja próba wypadła doskonale i zapewnia mi to wieloletni kontrakt" s.361,363 itd...itd...  

Ani słowa o tym, że jej głos (wraz ze wschodnim akcentem) od początku nie nadawał się do filmu dźwiękowego... brak kolejnych ról to wyłącznie wina wyrostka robaczkowego i konieczności odpoczynku gwiazdy. Za to podkreślone entuzjastyczne recenzje jej roli w tym filmie ("Z rozkazu kobiety"), wraz z opisem zachwytów tłumu, gdy zajechała na premierę.

Daruję sobie dalsze pastwienie się nad tą książką, bo ktoś mi zarzuci, że skoro  tak strasznie się czepiam,
to odradzam lekturę? Wcale nie mam takiego zamiaru, po prostu uprzedzam - nie należy traktować książki jako wiarygodnego źródła informacji. I lepiej zacząć ją czytać znając choć trochę życiorys Poli Negri. A jak potraktuje się te wspomnienia jako powieść obyczajową/romans to już całkiem dobrze można to dzieło strawić.
Biorąc pod uwagę czas wydania tej książki w Polsce - rok 1976, ma ona także pewną wartość poznawczą.
Pola Negri opisuje nieznany wtedy w socjalistycznej Polsce, a jakże dziś wciskający się nam ze wszystkich stron, mechanizm tworzenia  sensacyjek ze świata celebrytów; owej zgodnej współpracy przy tworzeniu plotek, powstawaniu "ekskluzywnych"  (ależ mnie wkurza! ) wywiadów i  zdjęć, organizacji ustawek.

To wydanie zawiera posłowie Jacka Fuksiewicza, które przeczytałam dopiero po lekturze książki. I bardzo się ucieszyłam ze zgodności naszego odbioru: "Życiorys iście fantastyczny, wymarzony jako temat powieści lub filmu w guście popularnych romansów z tamtych lat."


Pola Negri "Pamiętnik gwiazdy", tłumaczył Tadeusz Evert
"Czytelnik", Warszawa 1976, wydanie I

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz