niedziela, 6 marca 2016

Bodomania

Premiera pierwszego odcinka serialu tuż tuż, więc od pewnego czasu dopada słuchacza (radiowego) i widza (telewizyjnego) oraz czytelnika  (gorące jak świeże bułeczki książki), różnego rodzaju reklama tego wydarzenia. O ile jednak telewizja zachowuje umiar, nadając migawkowe zapowiedzi z terminem, o tyle radiowy szum i reklama to coś okropnego. Co trochę entuzjastyczne wręcz okrzyki, jakie to wspaniałe chwile ze światem polskiego kina międzywojennego nas czekają!... nieznany nam całkiem świat otworzy się przed nami!...a słodko-mdlący piskliwy szczebiot jednej z prowadzących programy w radiowej Jedynce oświecający i nauczający słuchaczy-prostaczków  (wszak to prymitywny ciemny lud) "któż to był ten Bodo" może skutkować pewnym nieprzyjemnym odruchem.

Szczególnie u słuchaczy z mojego pokolenia, które wykształcił miłość do starego kina pan Janicki. Dzięki tym programom już dawno sporo dowiedziałam się o przedwojennym polskim filmie, o jego aktorach, o tamtym czasie i minionym klimacie tamtego świata.
Stale wzbogacałam swoją wiedzę publikacjami (których więcej zaczęło się pojawiać od lat 90-tych), obejrzałam wszystkie polskie przedwojenne filmy, które przez te lata pojawiły się w telewizji (kilkanaście z nich nagrałam jeszcze na kasety).

O samym Eugeniuszu Bodo chyba najczęściej się mówiło (obok Aleksandra Żabczyńskiego), a okazją były pokazywane filmy z ich udziałem. Wtedy powracała ich legenda aktorska, ale o wojennych i powojennych losach wielkich gwiazd polskiego kina wtedy milczano. Bo jak się okazało po latach były to informacje niewygodne dla władzy i oficjalnej propagandy.
Tak również było w przypadku Eugeniusza Bodo - o okolicznościach jego tragicznego końca w sowieckim łagrze napisano otwarcie dopiero po 1989 roku.

Mam sprzeczne uczucia dotyczące zapowiadanego serialu.
Z jednej strony niby dobrze, że w ogóle podejmuje się takie tematy, bo naprawdę mamy tysiące gotowych fabuł z prawdziwego życia, tylko brać i wykorzystywać. Niestety... materiał jest, ale nie ma ludzi zdolnych do tworzenia dobrego warsztatowo kina. I oczywiście nie ma pieniędzy, bo dofinansowanie idzie tam, gdzie się politykom zachce.
Z drugiej jednak strony bardzo obawiam się (patrząc na listę uczestników tej produkcji), że dostaniemy celebrycki występ amatorszczyzny prosto ze ścianki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz