czwartek, 3 grudnia 2015

O blogowaniu - post refleksyjno-informacyjny

Przeczytałam na jednym z blogów robótkowych (chyba post przedwakacyjny) kilka uwag o tym,  czego autorka bloga nie lubi na innych blogach. Jedna z nich dotyczyła częstotliwości wpisów i przyczyn ich braku. Najbardziej denerwujące są (jak się okazało również dla komentujących) zapowiedzi (bardziej lub mniej szumne) o zamknięciu bloga lub planowanej przerwie oraz ciągłe przepraszanie potencjalnych czytelników za zbyt długie lub w ogóle za przerwy w pisaniu (tak jakby należało odwalać codzienną harówkę blogową - obowiązkowo!)

O ile podawanie wiadomości o nieuchronnym zamknięciu bloga może budzić podejrzenia co do intencji autorek, czyli chęci podbicia zamierających statystyk wejść (jeśli komuś tak strasznie na nich zależy)... o tyle mogę zrozumieć powody tłumaczenia się ze swojej słabej aktywności blogerskiej. Chyba przyczyna tkwi we wcześniejszym charakterze blogosfery sprzed kilku lat, gdy blogi tematyczne raczkowały i często wychodziły z forum, na którym dziewczyny znały się jakoś wirtualnie bliżej. Piszę o blogerkach, bo męską blogerską  część poznałam dopiero przy blogach książkowych. Obserwatorki i czytelniczki blogów to były początkowo znajome osoby (często znające się w realu)  tworzące najczęściej kółeczka wzajemnej adoracji... chyba stąd się wzięło to tłumaczenie z przedłużającego się milczenia na blogu. I dlatego teraz to może wydać się dziwne w tym zalewie blogów, gdy wszyscy piszą, o wiele mniej osób czyta innych, a niewiele zdobywa się na pisanie komentarzy. Mam na myśli cokolwiek rozbudowane komunikaty słowne... jednowyrazowe wpisy nie są nimi.

Mogłabym jeszcze bardziej rozpisać się sama co lubię, a czego nie lubię na blogach, ale nie planowałam takiego tematu.... bo przecież kogo to interesuje?
Byłoby to przede wszystkim narzekanie, marudzenie, krytykowanie, a tego nie chcę pisać... bo ogólnie mi się nie chce pisać (pomijając fakt, że znowu mam na to mniej czasu).

Coraz mi trudniej zabrać się do pisania o czytanych książkach, chociaż takie teksty same tłuką się w głowie. Czuję po prostu zniechęcenie, brak motywacji, bezsens tej całej amatorskiej pisaniny. Dodatkowo podsycany tym, co czytam na innych blogach, niebacznie tam zaglądając.
Bo... (wiem, że nie zaczyna się zdania od "bo", ale piszę tak specjalnie)
... albo trafiam na totalne bzdury pisane na pseudo-recenzenckich blogaskach,
... albo na przeintelektualizowane wyżyny myśli ponad nami maluczkimi,
... albo na złośliwie lekceważące męsko-szowinistyczne przeciskanie przez wyżymaczkę
..  albo na kłamliwe teksty, podawane jak prawdy objawione, dotyczące czasów minionego ustroju (a robiące wodę z mózgu młodym, którzy nie mają szans na weryfikację).

Nie podejmuję już prób dyskutowania z owymi tekstami, bo odechciało mi się tej walki z wiatrakami.
Ale żeby się nie denerwować należy przestać czytać to, co nas denerwuje.
Dlatego po raz kolejny robię porządek w swojej blogowej liście czytelniczej i daję sobie blogowy urlop... jak długi nie wiadomo...

10 komentarzy:

  1. Nie ma w zasadzie takich wyrazów, od których nie można byłoby zacząć zadania.
    Pisanie o tym, czego nie lubimy (bądź co lubimy) w innych blogach jest tematem tak samo dobrym, jak każdy inny.
    Nie lubię blogów "tematycznych" i z zasady ich nie czytam.
    Jeśli chcemy, by nasze "wypociny" czytano, musimy również czytać to, co napiszą inni. Tak to właściwie działa. Dotyczy to również i komentowania.
    A czas? Ona jest właściwie z gumy - to my decydujemy, na co go wykorzystamy.
    (Może nie powinnam zacząć zdania od "a"? Ależ mogę, to nie wypracowanie szkolne. To zresztą było wypowiedzenie, a nie zdanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie nie zgadzam się z takim podejściem:
      "Jeśli chcemy, by nasze "wypociny" czytano, musimy również czytać to, co napiszą inni. Tak to właściwie działa. Dotyczy to również i komentowania."
      Nic nie muszę w blogosferze - mogę czytać to co chcę i komentować jeśli chcę, ale nie traktuję tego jako transakcję wiązaną.
      Co jakiś czas widzę w komentarzach na innych blogach dodawane linki do blogów komentujących, czasami powiązane z zaproszeniem typu "zapraszam do mnie". Takie lansowanie się na siłę mnie denerwuje - szczególnie, gdy w krótkim czasie "potykałam się" o takiego bloga dosłownie co krok. Ja sama potrafię zajrzeć do bloga osoby komentującej, jeśli zainteresuje mnie to, co ma ona do powiedzenia. Dlatego bardzo spodobał mi się komunikat w arkuszu komentarzy na jednym z blogów, że "ten blog to nie słup ogłoszeniowy i komentarze reklamujące inne blogi będą usuwane, niezależnie od ich treści:

      Nasze blogi to nie wypracowania szkolne - to prawda, więc pozwalamy sobie na bardziej luźne formy wypowiedzi (nie zawsze zgodne z zasadami) :)

      Usuń
    2. Ja zaś niemal całkowicie nie zgadzam się z tym podejściem, które sama usiłujesz forsować. Czyż nie jest to troszkę taka manifestacja? Niezależności, nadmiernego zdystansowania się od środowiska, nonkonformizmu. Muszę przyznać, że moje początki w blogosferze opierały się na podobnych przesłankach. Na szczęście w porę dotarło do mnie, że relacje z ludźmi są w tym wszystkim najcenniejsze, a już na pewno ważniejsze, niż forsowanie "swego". Owszem, trzeba zawsze być sobą i nie można dać się zmanipulować, jednak nie warto odgradzać się murem obojętności od tych, którzy okazują nam sympatię. Zupełnie inaczej rzecz się z tymi wszystkimi linkami z blogów komercyjnych, one po prostu są nachalną, darmową reklamą. Dlatego też usuwam je bezapelacyjnie. Jeśli ktoś początkujący zaprasza mnie do siebie, korzystam z zaproszenia i mile go pozdrawiam. Nie jest to równoznaczne z dalszym obserwowaniem, to już zależy od mojego zainteresowania. Nie warto zrażać potencjalnych czytelników swoimi restrykcyjnymi komentarzami. Jeśli zablokowanie tak zwanego trolla okaże się konieczne, zawsze można to przecież zrobić. Z własnego doświadczenia wiem, że nie są to częste przypadki. Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Niczego nie usiłuję forsować - skąd w ogóle taki pomysł?
      Niczego nie manifestuję.
      Nie odgradzam się murem od tych, którzy okazują mi sympatię.
      A jakie to są restrykcyjne komentarze? jakoś nie widzę możliwości stosowania restrykcji (na czym miałyby polegać?)poprzez własny komentarz na blogu.

      Obawiam się, że nie zrozumiałaś mojego wpisu... ale to oczywiście moja wina, że tak, a nie inaczej go napisałam.





      Usuń
    4. Jako restrykcyjny odbieram taki, który (jak to określiłaś) widnieje w formularzu komentarzy czyjegoś blogu. Swoista przestroga dla czytelników - dla mnie cokolwiek na wyrost. Jak napisałam, na restrykcje czas będzie wtedy, gdy ktoś dostarczy ku temu powodu. Po co na zapas wyciągać pazurki:).
      Słowo "komentarz" funkcjonuje w szerszym kontekście, może być nim również opis naszego blogu, a nawet treść postów.

      Usuń
    5. Nie widzę sensu ciągnięcia dalej tej wymiany zdań, która zamieniła się w jednostronne wyjaśnianie podstawowych pojęć. Tylko, że ja już takich nauk nie potrzebuję - tak uważam, a jeśli się mylę to już mój problem.
      Pozdrawiam i na tym zakończmy.

      Usuń
  2. To znaczy, że znikasz Elu....na jakiś czas....?
    Ale obrazy będziesz pokazywać chyba?
    I ja czasem czuję zniechęcenie i zastanawiam się po co piszę, ale na razie coś tam skrobać będę. Tym bardziej, że niedługo wiek, jeżeli Pan mnie na ziemskim padole potrzyma, i tak mnie wyeliminuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu :) - w pewnym sensie znikam, bo na razie nie będę pisać nowych postów - na pewno do końca roku, a później zobaczymy.
      Oprócz wymienionych w poście powodów główną przyczyną jest ból ręki, który uniemożliwia mi dłuższe pisanie.
      Na pewno chcę wstawiać obrazy i będę powolutku robić porządki na tym blogu, bo mam kilkadziesiąt rozpoczętych postów, które może uda się zakończyć i opublikować z datą zgodną z "brudnopisem".

      Natomiast będę trochę pisać na blogu robótkowym, bo tam teksty są krótkie i proste plus jakieś amatorskie fotki.

      Bardzo ograniczyłam odwiedziny i związane z tym komentowanie na innych blogach, pozostawiłam sobie dosłownie kilkanaście tych najbardziej dla mnie wartościowych. I do Ciebie też będę zaglądać z nadzieją, że nie dajesz się wyeliminować. Nasz wiek nie ma tu nic do rzeczy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  3. U mnie również kryzys blogowy trwa, gdyż codzienne obowiązki znacząco ograniczyły mój czas wolny. Ostatnie 2-3 miesiące miałam naprawdę ciężkie. Mam jednak nadzieję, że wkrótce sytuacja się unormuje i będę miała czas nie tylko na zajęcie się swoim blogiem, ale i na odwiedzanie zaprzyjaźnionych blogów. :) Życzę dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się w ogóle nie pisać o swojej sytuacji rodzinno-zdrowotnej, ale praktycznie to jest główny powód mojej niemocy blogowej. O innych przyczynach napisałam w poście.
      Dziękuję bardzo za życzenia i również przesyłam Ci moc dobrych myśli :)

      Usuń