niedziela, 13 grudnia 2015

Niedziela z obrazem (52)

Fra Angelico "Zwiastowanie" (ok.1430-32)

niedziela, 6 grudnia 2015

Niedziela z obrazem (51)

Jan Steen "Dzień św. Mikołaja" (1665-1668)

czwartek, 3 grudnia 2015

O blogowaniu - post refleksyjno-informacyjny

Przeczytałam na jednym z blogów robótkowych (chyba post przedwakacyjny) kilka uwag o tym,  czego autorka bloga nie lubi na innych blogach. Jedna z nich dotyczyła częstotliwości wpisów i przyczyn ich braku. Najbardziej denerwujące są (jak się okazało również dla komentujących) zapowiedzi (bardziej lub mniej szumne) o zamknięciu bloga lub planowanej przerwie oraz ciągłe przepraszanie potencjalnych czytelników za zbyt długie lub w ogóle za przerwy w pisaniu (tak jakby należało odwalać codzienną harówkę blogową - obowiązkowo!)

O ile podawanie wiadomości o nieuchronnym zamknięciu bloga może budzić podejrzenia co do intencji autorek, czyli chęci podbicia zamierających statystyk wejść (jeśli komuś tak strasznie na nich zależy)... o tyle mogę zrozumieć powody tłumaczenia się ze swojej słabej aktywności blogerskiej. Chyba przyczyna tkwi we wcześniejszym charakterze blogosfery sprzed kilku lat, gdy blogi tematyczne raczkowały i często wychodziły z forum, na którym dziewczyny znały się jakoś wirtualnie bliżej. Piszę o blogerkach, bo męską blogerską  część poznałam dopiero przy blogach książkowych. Obserwatorki i czytelniczki blogów to były początkowo znajome osoby (często znające się w realu)  tworzące najczęściej kółeczka wzajemnej adoracji... chyba stąd się wzięło to tłumaczenie z przedłużającego się milczenia na blogu. I dlatego teraz to może wydać się dziwne w tym zalewie blogów, gdy wszyscy piszą, o wiele mniej osób czyta innych, a niewiele zdobywa się na pisanie komentarzy. Mam na myśli cokolwiek rozbudowane komunikaty słowne... jednowyrazowe wpisy nie są nimi.

Mogłabym jeszcze bardziej rozpisać się sama co lubię, a czego nie lubię na blogach, ale nie planowałam takiego tematu.... bo przecież kogo to interesuje?
Byłoby to przede wszystkim narzekanie, marudzenie, krytykowanie, a tego nie chcę pisać... bo ogólnie mi się nie chce pisać (pomijając fakt, że znowu mam na to mniej czasu).

Coraz mi trudniej zabrać się do pisania o czytanych książkach, chociaż takie teksty same tłuką się w głowie. Czuję po prostu zniechęcenie, brak motywacji, bezsens tej całej amatorskiej pisaniny. Dodatkowo podsycany tym, co czytam na innych blogach, niebacznie tam zaglądając.
Bo... (wiem, że nie zaczyna się zdania od "bo", ale piszę tak specjalnie)
... albo trafiam na totalne bzdury pisane na pseudo-recenzenckich blogaskach,
... albo na przeintelektualizowane wyżyny myśli ponad nami maluczkimi,
... albo na złośliwie lekceważące męsko-szowinistyczne przeciskanie przez wyżymaczkę
..  albo na kłamliwe teksty, podawane jak prawdy objawione, dotyczące czasów minionego ustroju (a robiące wodę z mózgu młodym, którzy nie mają szans na weryfikację).

Nie podejmuję już prób dyskutowania z owymi tekstami, bo odechciało mi się tej walki z wiatrakami.
Ale żeby się nie denerwować należy przestać czytać to, co nas denerwuje.
Dlatego po raz kolejny robię porządek w swojej blogowej liście czytelniczej i daję sobie blogowy urlop... jak długi nie wiadomo...