środa, 18 listopada 2015

Szybkie czytanie - jeszcze szybsze zapominanie

Agata Adelajda poruszyła ważny, choć według mnie raczej "skazany" na dalsze rozprzestrzenianie się problem czytania szybkiego, bez refleksji, bez późniejszego namysłu: Slow reading - czytanie kontemplacyjne, książki dla przyjemności, celebrowanie czytania
Celebrowanie czytania, czytanie kontemplacyjne... to chyba zjawisko dotyczące coraz mniejszej mniejszości czytelników.
Teraz większość aktywnych zawodowo i życiowo ludzi, jeśli nawet czyta dużo książek, to robi to szybko, w biegu, najczęściej korzystając z e-booków.
Ja sama, chociaż jestem z pokolenia jeszcze wcześniejszego i będąc na bocznym torze zawodowym teoretycznie mam więcej czasu na czytanie (teoretycznie, bo obowiązki życiowe wzrosły, a nie zmalały), łapię się na szybkim czytaniu książek, których treść jeszcze szybciej ulatuje z pamięci.
I chyba mogę o to "winić" internet i cały wirtualny świat istniejący gdzieś w przestrzeni.. Ten natłok zmieniających się informacji na stronach internetowych (dodatkowo jeszcze zapchanych okienkami do niemożliwości), coraz częściej powoduje u mnie czytanie tylko nagłówków i pierwszych dostępnych zdań. Coraz rzadziej naciskam link, a blogi z postami zawierającymi przycisk "czytaj dalej" po prostu omijam.

Wszystko to prawda - otacza nas coraz szybciej wirujący świat, w którym trudno mówić o "powrocie do korzeni", do wnikliwego czytania. To co możemy zrobić dotyczy nas samych, naszego osobistego podejścia do książki. Na innych wpływu nie mamy. I nie pomogą tu żadne akcje edukacyjne, bo tego po prostu nie da się zaplanować, ani wykreować.

Czytam stale, coraz mniej piszę na blogu (z przyczyn ode mnie niezależnych) i zdaję sobie sprawę, że większość anonimowych podczytywaczy nigdy się nie odezwie, że też szybko przelatują tekst nie próbując myśleć.

Na szczęście na statystykach nigdy mi nie zależało, szczególnie jeśli to wyłącznie odwiedziny w celu korzystania z treści metodą "kopiuj-wklej",   bez słowa komentarza, o próbie wymiany zdań już nawet nie wspominam :)
 

4 komentarze:

  1. Szybkie czytanie sprawdza się głównie podczas czytania tekstów "naukowych", czyli wtedy, gdy w jak najkrótszym czasie trzeba opanować jak najwięcej materiału. Natomiast literatura piękna jest pod tym względem bardziej wymagająca. Gdy idzie o mnie, wręcz delektuję się słowem pisanym, wracając - niekiedy nawet kilkakrotnie - do ciekawszych fragmentów tekstu.
    Podobnie, jak Ty, nie przepadam za tym "nowoczesnym" układem blogów. W zamierzeniu mają przypominać gazety, co w moim przekonaniu jest pomysłem chybionym. Blogi powinny być osobiste. Interesują mnie wyłącznie te, które noszą wyraźne "piętno" interesującej osobowości autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację z tym gazetowym porównaniem. Wychowałam się czytelniczo w czasach, gdy na pierwszej stronie gazety było kilkanaście początków artykułów w małych okienkach i pod każdym dopisek "ciąg dalszy strona...). To chyba od tego zaczęła się moja niechęć do szukania tego dalszego ciągu.

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja to u siebie zauważyłam, że czytam zbyt szybko a przez to coraz mniej zapamiętuję.......chociaż to również wina mojej pamięci, która zaczyna być jak sito.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to nie chodzi o "przeciekanie" pamięci, ale bardziej o to, że nasza pamięć po prostu jest z biegiem czasu nadmiernie obciążona. Może musi się ratować wyrzucając część treści?

      Usuń