wtorek, 24 listopada 2015

Jeszcze raz z Krętką

"Krętka Blada to zmyślne stworzonko, wypuszczone na niebiednych mężczyzn tego świata. Bladość swą skrzętnie ukrywa pod perfekcyjnym makijażem, a urodą dosłownie zwala z nóg. Walory intelektu zamieniła na wysoko rozwinięty spryt, więc i trup męski ściele się gęsto - dosłownie i w przenośni. Ale kiedy sprawa dotyczy wysoko postawionego urzędnika i przekrętów na szczytach władzy, do akcji wkracza ambitny i pełen wiary w sprawiedliwość policjant" (z notki od wydawcy).

Do akcji wkracza także Joanna Chmielewska, chociaż od początku zarzeka się, że nie będzie prowadzić prywatnego śledztwa.

To jedna z tych ostatnich powieści pisarki, których nie kupiłam. Ale została mi dostarczona do przeczytania, więc oczywiście podjęłam ten trud. Trochę to jest trud, szczególnie dla miłośników "wczesnej Chmielewskiej", a na czym polega nie muszę tłumaczyć - miłośnicy wiedzą.
Jednym z minusów tego trudu jest fakt, że ciężko połapać się w zbytnio zagmatwanej akcji i mnogości rozgadanych postaci. A skutki są takie jak u mnie. Przeczytałam, a gdy po dość długim czasie wyciągnęłam książkę z półki, trafiła mnie kompletna amnezja. Zupełnie nie pamiętałam o co chodzi, kto kogo zabił... itepe.
Książkę wyciągnęłam, bo przyjeżdżała jej właścicielka, więc już wypadło oddać ... po trzech latach.
Przy tej powtórnej lekturze podeszłam do książki bardziej jak do babskiego czytadła, niż do kryminału.
I tak chyba lepiej się ją czyta, co nie zmienia faktu, że nie jest to "to, co tygrysy lubią najbardziej" (oczywiście u Joanny Chmielewskiej).

W mieszkaniu znajomego pana Teodora autorka znajduje nieprzyjemne zwłoki - niewątpliwie ofiarę zabójstwa. Ofiarą okazuje się osobnik znany ze świecznika, który za swoją przestępczą działalność mieści się w stworzonej przez pisarkę grupie przeznaczonej do fizycznej likwidacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz