poniedziałek, 30 listopada 2015

Dzień z obrazem (50)

Henryk Siemiradzki "Noc św.Andrzeja - Wróżbita" (1867)

niedziela, 29 listopada 2015

Niedziela z obrazem (49)


 Willem Joseph Laquy, "A Scullery Maid Preparing a Chickens" (1776)


wtorek, 24 listopada 2015

Jeszcze raz z Krętką

"Krętka Blada to zmyślne stworzonko, wypuszczone na niebiednych mężczyzn tego świata. Bladość swą skrzętnie ukrywa pod perfekcyjnym makijażem, a urodą dosłownie zwala z nóg. Walory intelektu zamieniła na wysoko rozwinięty spryt, więc i trup męski ściele się gęsto - dosłownie i w przenośni. Ale kiedy sprawa dotyczy wysoko postawionego urzędnika i przekrętów na szczytach władzy, do akcji wkracza ambitny i pełen wiary w sprawiedliwość policjant" (z notki od wydawcy).

Do akcji wkracza także Joanna Chmielewska, chociaż od początku zarzeka się, że nie będzie prowadzić prywatnego śledztwa.

To jedna z tych ostatnich powieści pisarki, których nie kupiłam. Ale została mi dostarczona do przeczytania, więc oczywiście podjęłam ten trud. Trochę to jest trud, szczególnie dla miłośników "wczesnej Chmielewskiej", a na czym polega nie muszę tłumaczyć - miłośnicy wiedzą.
Jednym z minusów tego trudu jest fakt, że ciężko połapać się w zbytnio zagmatwanej akcji i mnogości rozgadanych postaci. A skutki są takie jak u mnie. Przeczytałam, a gdy po dość długim czasie wyciągnęłam książkę z półki, trafiła mnie kompletna amnezja. Zupełnie nie pamiętałam o co chodzi, kto kogo zabił... itepe.
Książkę wyciągnęłam, bo przyjeżdżała jej właścicielka, więc już wypadło oddać ... po trzech latach.
Przy tej powtórnej lekturze podeszłam do książki bardziej jak do babskiego czytadła, niż do kryminału.
I tak chyba lepiej się ją czyta, co nie zmienia faktu, że nie jest to "to, co tygrysy lubią najbardziej" (oczywiście u Joanny Chmielewskiej).

W mieszkaniu znajomego pana Teodora autorka znajduje nieprzyjemne zwłoki - niewątpliwie ofiarę zabójstwa. Ofiarą okazuje się osobnik znany ze świecznika, który za swoją przestępczą działalność mieści się w stworzonej przez pisarkę grupie przeznaczonej do fizycznej likwidacji.

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Człowiek, który wiedział za dużo" (1956)

Uciekając od politycznego ględzenia w telewizorze skaczę (jak to się mówi) "po kanałach" i najczęściej trafiam na jakiś w film już w trakcie emisji. Gdy zobaczyłam na ekranie Doris Day i Jamesa Stuarta (lubię tych aktorów),  z chęcią zaczęłam oglądać film, którego nie znałam. Nie oglądam współczesnych produkcji amerykańskich, ociekających przemocą i okrucieństwem. Tamte stare filmy, żeby nie wiem jak duży stopień grozy prezentowały, są w porównaniu z nimi łagodnymi bajeczkami dla dorosłych.. Jednak wolę wiedzieć co oglądam, więc szybko wyszukałam w programie tytuł filmu. I co się okazało? Nie dosyć, że to stary poczciwy mistrz Alfred, ale jeszcze niespodziewanie znana doskonale z dzieciństwa piosenka, którą słyszałam z radia pewnie z milion razy... a nie wiedziałam, że tak wysoko uhonorowana.
Sam film jednak miejscami lekko nudnawy i nużący...


"Amerykański lekarz Ben McKenna wyjeżdża z rodziną na wakacje do Maroka. W autobusie poznają Francuza, Louisa Bernarda. Na targu w Marakeszu Bernard, agent francuskiego wywiadu, zostaje zamordowany na ich oczach. Umierając, mówi Benowi, że w Londynie dojdzie do zamachu na znanego polityka. Całe zdarzenie obserwuje poznane podczas podróży małżeństwo Draytonów, w rzeczywistości para terrorystów. Wkrótce porywają oni synka McKenny, aby w ten sposób zmusić go do milczenia. Ben wraz z żoną jadą za nimi do Londynu, ale nie mogą zawiadomić policji. Wiedzą tylko, że zamach ma nastąpić podczas koncertu w Albert Hall. Pragnąc ratować swoje dziecko i zapobiec tragedii, rozpoczynają niebezpieczną grę z przestępcami. Hitchcock nakręcił pierwszą wersję filmu w 1934 roku. Po latach zrealizował kolorowy remake. Piosenka z filmu, śpiewana przez Doris Day, "Whatever Will Be, Will Be (Que Sera, Sera)", została nagrodzona Oscarem" - cytat z Filmweb


niedziela, 22 listopada 2015

Niedziela z obrazem (48)

Stanisław Wyspiański "Chochoły" (1898-1899)

środa, 18 listopada 2015

Szybkie czytanie - jeszcze szybsze zapominanie

Agata Adelajda poruszyła ważny, choć według mnie raczej "skazany" na dalsze rozprzestrzenianie się problem czytania szybkiego, bez refleksji, bez późniejszego namysłu: Slow reading - czytanie kontemplacyjne, książki dla przyjemności, celebrowanie czytania
Celebrowanie czytania, czytanie kontemplacyjne... to chyba zjawisko dotyczące coraz mniejszej mniejszości czytelników.
Teraz większość aktywnych zawodowo i życiowo ludzi, jeśli nawet czyta dużo książek, to robi to szybko, w biegu, najczęściej korzystając z e-booków.
Ja sama, chociaż jestem z pokolenia jeszcze wcześniejszego i będąc na bocznym torze zawodowym teoretycznie mam więcej czasu na czytanie (teoretycznie, bo obowiązki życiowe wzrosły, a nie zmalały), łapię się na szybkim czytaniu książek, których treść jeszcze szybciej ulatuje z pamięci.
I chyba mogę o to "winić" internet i cały wirtualny świat istniejący gdzieś w przestrzeni.. Ten natłok zmieniających się informacji na stronach internetowych (dodatkowo jeszcze zapchanych okienkami do niemożliwości), coraz częściej powoduje u mnie czytanie tylko nagłówków i pierwszych dostępnych zdań. Coraz rzadziej naciskam link, a blogi z postami zawierającymi przycisk "czytaj dalej" po prostu omijam.

Wszystko to prawda - otacza nas coraz szybciej wirujący świat, w którym trudno mówić o "powrocie do korzeni", do wnikliwego czytania. To co możemy zrobić dotyczy nas samych, naszego osobistego podejścia do książki. Na innych wpływu nie mamy. I nie pomogą tu żadne akcje edukacyjne, bo tego po prostu nie da się zaplanować, ani wykreować.

Czytam stale, coraz mniej piszę na blogu (z przyczyn ode mnie niezależnych) i zdaję sobie sprawę, że większość anonimowych podczytywaczy nigdy się nie odezwie, że też szybko przelatują tekst nie próbując myśleć.

Na szczęście na statystykach nigdy mi nie zależało, szczególnie jeśli to wyłącznie odwiedziny w celu korzystania z treści metodą "kopiuj-wklej",   bez słowa komentarza, o próbie wymiany zdań już nawet nie wspominam :)
 

niedziela, 15 listopada 2015

Niedziela z obrazem (47)

Camille Pissarro "Boulevard Montmartre à Paris" (1897)

Nigdy nie byłam w Paryżu. Znam to miasto z literatury, z filmu, z piosenki, z obrazu i fotografii.
Ale dzisiaj jestem myślami z ludźmi, którzy tam teraz są... nieważne, czy są tam chwilowo jako turyści, czy mieszkają na stałe... 


 źródło zdjęcia

niedziela, 1 listopada 2015

Niedziela z obrazem (46)

Aleksander Gierymski "Trumna chłopska" (1894-1895)