wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozczarowania arcydziełami

Co jakiś czas przeżywam (i podejrzewam, że nie tylko ja) rozczarowanie właśnie poznaną sławną książką lub filmem.
Teraz coraz rzadziej mnie to spotyka, ale przed laty zdarzało się nawet często
Był to pewien mechanizm wynikający z naszej polityczno-ekonomicznej sytuacji (państwowej). Filmy zagraniczne, z tzw. "Zachodu" trafiały do nas dopiero po pewnym (dłuższym lub krótszym czasie) od premiery. Powód prozaicznie prosty - im dalej od premiery światowej tym mniej trzeba było zapłacić w dewizach.
Często jednak, zanim film trafił na ekrany polskich kin, jego muzyka lub główna piosenka była w Polsce bardzo dobrze znana. To zasługa Polskiego Radia, w którego audycjach pojawiały się sławne ścieżki dźwiękowe i piosenki filmowe. Największym popularyzatorem była chyba audycja "Koncert życzeń", chociaż i w innych programach można było sporo tej muzyki usłyszeć.
Zauważyłam u siebie już pewien odruch skojarzeniowy, który przetrwał lata i teraz jak to mówią "bez pudła" kojarzę pierwsze takty muzyki filmowej z konkretnym tytułem. I tylko większości tych filmów wtedy nie widziałam - pojawiły się dopiero po latach w kinach, a jeszcze później w telewizji. No i wtedy dopiero w wielu przypadkach to wielkie rozczarowanie. Piękna znana melodia, a film nudny jak flaki z olejem - oczywiście mówię o własnym osobistym odbiorze, może innym widzom się podobał.
Najbardziej chyba zawiodłam się na filmie "Hair" - być może dlatego, że nie lubię musicali, a młodzieżowa kultura amerykańska i hippisowska jest mi obca.

To wszystko przypomniał mi cykl kanału "Ale kino+", pod hasłem "Filmy, które zmieniły Amerykę".
Niedawno jednym z tych przypomnianych filmów był "West Side Story" (1961) .


Ileż to razy słyszałam piosenki z tego filmu, na czele z najczęściej chyba nadawaną "Marią".


Kiedy wreszcie mogłam obejrzeć film w kinie, mimo znanej ścieżki dźwiękowej, samo dzieło - tak nagradzane - po latach okazało się wypłowiałe. Jakoś nie przemawiał do mnie uwspółcześniony wątek Romea i Julii na tle wojny gangów w obcej mi kulturowo scenerii.


Ktoś powie, że wspaniała choreografia broni się sama, ale ja aż taką miłośniczką scen tanecznych nie jestem.

2 komentarze:

  1. A ja nie oglądałam żadnego z tych filmów......nie przepadałam za kinem muzycznym. Natomiast słuchałam pojedynczych piosenek z obu tych produkcji.

    OdpowiedzUsuń