czwartek, 27 sierpnia 2015

Juna - nieznana narzeczona

Przeczytałam dostępny na stronie Wydawnictwa Literackiego fragment nowej książki Agaty Tuszyńskiej

 źródło zdjęcia

I prawdopodobnie na tym zakończę na razie spotkanie z tą książką. Nie odpowiada mi styl autorki, jej sposób pisania  (szczególnie zniechęciłam się przy Vierze Gran)- nie należę do grona zachwycających się taką formą. Być może kiedyś sięgnę po książkę, gdy trafi się do wypożyczenia w bibliotece (ale na pewno nie kupię - wydatki na książki już nie są planowane w moim budżecie). 

Jednak ten fragment, przywołujący postać Bruno Schulza i jego życie prywatne, otworzył szufladkę w pamięci. Przypomniały mi się nagle zajęcia na studiach, gdy asystent "od współczesnej" męczył nas i "Sklepy cynamonowe".  Utwór traktowany był jak meteoryt z Kosmosu - bez przydatnego tła historycznego i realiów tamtego czasu. Chyba właśnie dlatego to była tak dziwna "analiza tekstu" i zapamiętana sytuacja sprzed dziesiątków lat. Jakże inaczej można było odebrać i zrozumieć wtedy ten tekst, znając tamten kresowy klimat. Ale... pewne słowa (Żydzi, Drohobycz, Kresy) były wtedy niewygodne dla niektórych socjalistycznych pracowników naukowych... lepiej było je pomijać. I jak tu mówić o tych  miasteczkach, "których nie ma już" ?

Teraz dopiero, po latach, uświadomiłam sobie lukę w ówczesnej naszej studenckiej wiedzy o literaturze. A dokładniej dostrzegłam brak informacji o pisarzach, poetach, autorach poznawanych utworów - informacji o ich życiu "nieliterackim". Czytanie książek odbywało się właściwie w swego rodzaju izolacji od rzeczywistości i czasu ich powstawania. Co z tego, że do literatury każdego kraju czy regionu dodane były w pakiecie opracowania całościowe, a każde nazwisko twórcy miały jakiś tam krótszy czy dłuższy suchy życiorys literacki. Właśnie - "życiorys literacki", a nie "życiorys człowieczy".
Obecnie, w czasach internetu, a przede wszystkim w czasach powstawania nowych opracowań życiorysów, biografii i wspomnień oraz publikacji pamiętników , możemy uzupełnić wizerunek twórcy.
I wcale nie chodzi mi tu o żadne plotkarsko-maglowe sensacyjki, czy o chamskie "odbrązawianie" bliższe szkalowaniu i pomówieniom. Myślę o poznawaniu twórcy jako człowieka w jakimś kontekście sytuacyjnym, a nie o samych encyklopedycznych faktach. 


Józefina Szelińska na zdjęciu zrobionym przez Bruno Szulza


Internetowy życiorys Józefiny

2 komentarze:

  1. Schulza znam tylko z nazwiska i tego kim był....pewno nie spotkałam się z nim w szkole.......
    Ale mam Wiesława Budzyńskiego "Schulz pod kluczem" - od tego zacznę.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie pamiętam, czy w szkole cokolwiek o Schulzu mówiono. I teraz sama się zastanawiam, co obejmowały programy szkolne z polskiego. Z ciekawości muszę pogrzebać w szafie i dokopać do podręczników z liceum, bo wiem, że je zachowałam.
      Książki "Schulz pod kluczem" nie znam, może kiedyś do niej dotrę.

      Usuń