niedziela, 30 sierpnia 2015

Niedziela z obrazem (41)

Józef Pankiewicz "Kwiaty w szklanym flakonie" (1925)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Juna - nieznana narzeczona

Przeczytałam dostępny na stronie Wydawnictwa Literackiego fragment nowej książki Agaty Tuszyńskiej

 źródło zdjęcia

I prawdopodobnie na tym zakończę na razie spotkanie z tą książką. Nie odpowiada mi styl autorki, jej sposób pisania  (szczególnie zniechęciłam się przy Vierze Gran)- nie należę do grona zachwycających się taką formą. Być może kiedyś sięgnę po książkę, gdy trafi się do wypożyczenia w bibliotece (ale na pewno nie kupię - wydatki na książki już nie są planowane w moim budżecie). 

Jednak ten fragment, przywołujący postać Bruno Schulza i jego życie prywatne, otworzył szufladkę w pamięci. Przypomniały mi się nagle zajęcia na studiach, gdy asystent "od współczesnej" męczył nas i "Sklepy cynamonowe".  Utwór traktowany był jak meteoryt z Kosmosu - bez przydatnego tła historycznego i realiów tamtego czasu. Chyba właśnie dlatego to była tak dziwna "analiza tekstu" i zapamiętana sytuacja sprzed dziesiątków lat. Jakże inaczej można było odebrać i zrozumieć wtedy ten tekst, znając tamten kresowy klimat. Ale... pewne słowa (Żydzi, Drohobycz, Kresy) były wtedy niewygodne dla niektórych socjalistycznych pracowników naukowych... lepiej było je pomijać. I jak tu mówić o tych  miasteczkach, "których nie ma już" ?

Teraz dopiero, po latach, uświadomiłam sobie lukę w ówczesnej naszej studenckiej wiedzy o literaturze. A dokładniej dostrzegłam brak informacji o pisarzach, poetach, autorach poznawanych utworów - informacji o ich życiu "nieliterackim". Czytanie książek odbywało się właściwie w swego rodzaju izolacji od rzeczywistości i czasu ich powstawania. Co z tego, że do literatury każdego kraju czy regionu dodane były w pakiecie opracowania całościowe, a każde nazwisko twórcy miały jakiś tam krótszy czy dłuższy suchy życiorys literacki. Właśnie - "życiorys literacki", a nie "życiorys człowieczy".
Obecnie, w czasach internetu, a przede wszystkim w czasach powstawania nowych opracowań życiorysów, biografii i wspomnień oraz publikacji pamiętników , możemy uzupełnić wizerunek twórcy.
I wcale nie chodzi mi tu o żadne plotkarsko-maglowe sensacyjki, czy o chamskie "odbrązawianie" bliższe szkalowaniu i pomówieniom. Myślę o poznawaniu twórcy jako człowieka w jakimś kontekście sytuacyjnym, a nie o samych encyklopedycznych faktach. 


Józefina Szelińska na zdjęciu zrobionym przez Bruno Szulza


Internetowy życiorys Józefiny

środa, 26 sierpnia 2015

"Siódmy pokój" (1996)


Film biograficzny, poświęcony Edycie Stein, w reżyserii Marty Meszaros.
To zupełnie inny rodzaj filmu, niż "Faustyna",chociaż dotyka podobnej tematyki...
To dziwny film, chociaż nic w nim nie powinno dziwić, gdy znamy osobę reżyserki...
To obraz dla niej charakterystyczny (chociażby biorąc pod uwagę oczywisty jak zawsze udział Jana Nowickiego)... a właściwie to film-impresja... film-teatr... sekwencja dziwnych obrazów.
Nie poznamy na jego podstawie życiorysu... nic tu nie jest powiedziane "w porządku chronologicznym".

Przyznaję, że dopiero po obejrzeniu filmu sięgnęłam do źródeł szukając bliższych informacji o niezwykłym życiu niezwykłej kobiety.  Oczywiście miałam pewną ogólną wiedzę, ale tylko ogólną.
Więcej można dowiedzieć się na przykład z tej "Biografii Edyty Stein w telegraficznym skrócie"





wtorek, 25 sierpnia 2015

"Faustyna" (1994)

Piękny, poetycki film " z klimatem" - dla widza wierzącego i niewierzącego.
 Więcej o filmie


Bardzo dobre kreacje aktorskie, ze szczególnym wyróżnieniem dwóch: Danuty Szaflarskiej i Doroty Segdy.
Po pierwszym obejrzeniu filmu byłam naprawdę pod wrażeniem - wcześniej widziałam niewiele filmów z nurtu religijnego. Chyba dlatego, że obawiałam się niskiego poziomu, nadmiernego dydaktyzmu i dewocji, prymitywnych środków wyrazu.



niedziela, 23 sierpnia 2015

Niedziela z obrazem (40)

Władysław Podkowiński "Stogi nad strumieniem" (po 1890)

sobota, 22 sierpnia 2015

Przeczytane... - "Szczęście pachnące wanilią"



Od wydawcy:

"Słodko-gorzka opowieść o spełnionych marzeniach.
Ada ma kłopoty. Złamane serce i pusty portfel. Na gdańskim osiedlu otwiera małą cukiernię, bo tylko to potrafi robić – piec ciasteczka. Cukiernia wabi i przyciąga, szczególnie inne zagubione dusze – Karolinę, singielkę nie z wyboru, Magdę, żonę faceta, który najbardziej kocha swój…samochód oraz Milenkę, która niebawem będzie mamą.
I tak za sprawą „na chwilkę wstawionego kojca” mała cukierenka stanie się miejscem spotkań kilku kobiet, które są na życiowych rozdrożach i bardzo potrzebują rozmowy, najchętniej w towarzystwie pachnących i aromatycznych babeczek.
W „Szczęściu pachnącym wanilią” spotkamy także bohaterów znanych z innych powieści autorki - Bachora martwiącego się tym, że jego Milenka cudzołoży! znaczy się śpi w cudzym łóżku i Parysa Antonia, który z niezmiennym wdziękiem arystokraty pęta się bohaterom pod nogami.
Magdalena Witkiewicz zaprasza na jedno z gdańskich osiedli gdzie uroczo, mądrze i z humorem po raz kolejny opowiada o kobietach i ich życiowych rozstajach. O sile, która w nich tkwi i o wielkiej potrzebie happy endu, o szczęściu, pachnącym wanilią…"

Piękna okładka... ale w pewnym momencie pogubiłam się które dzieci są czyje, już nie mówiąc o pomieszaniu imion.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Blogowe refleksje przy okazji upału

Afrykańskie upały to całkiem nie moja bajka... egzystencja w rozgrzanym jak piec mieście przebiega u mnie na poziomie "przetrwania w cierpieniu". Blogowo marniutko z tego powodu... pisać byłoby o czym (aż w nadmiarze), ale to zbyt duży wysiłek ... przeczekując więc ten najgorszy czas ograniczam się do czytania blogowej twórczości u innych. W ten sposób wydatnie zwiększyłam zakres odwiedzanych blogów.

W ciągu tych lat mojej pisaniny o przeczytanych dawniej i teraz książkach zebrało się ponad sto postów roboczych. Zaczęłam pisać, coś mi przerwało, odciągnęło od tematu, a później wskoczyły nowe i tak leżą odłogiem zapisane myśli związane z lekturą... obejrzanym filmem... poznanym obrazem ...

Do łask wróciły wachlarze, używane coraz częściej w miejscach publicznych zamiast beznadziejnej wymiętolonej gazety... oczywiście są to skromne i tanie egzemplarze..
i chociaż bogate i zabytkowe wachlarze można tylko oglądać - to też przyjemność w upale...

niedziela, 16 sierpnia 2015

Niedziela z obrazem (39)

Jerzy Kossak "Cud na Wisłą 15 sierpnia 1920 roku" (1930)


"Dziwny to obraz. Namalowany sprawnie, w paru partiach niepozbawiony wartości artystycznych, jest w gruncie rzeczy osobliwym batalistycznym monidłem..."- źródło cytatu: "Cud nad Wisłą trzeciego Kossaka"

sobota, 15 sierpnia 2015

Święto z obrazem (38)

Zdzisław Jasiński "W Święto Matki Boskiej Zielnej" (1926)


Zdzisław Piotr Jasiński (1863 - 1932) – polski malarz, rysownik, akwarelista - garść informacji

niedziela, 9 sierpnia 2015

Niedziela z obrazem (37)

Maria Baszkircew "Spotkanie" (1884)


O Marii Baszkircew przeczytałam na blogu "Widok z paryskiego okna" - to jedno z moich szczególnie ulubionych miejsc, do których zaglądam przy każdym nowym pojawiającym się tam wpisie.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Literackie miejsca (1) - Leśniczówka Pranie

Wszystkie szmery,
wszystkie traw kołysania,
wszystkie ptaków
i cieniów ptasich przelatywania

wszystkie trzcin,
wszystkie sitowia rozmowy,
wszystkie drżenia
liści topolowych [...]

to mi jeszcze,
przyjacielu, nie dosyć [...]
                                               "Kronika olsztyńska" 1950 

Przy pomoście do leśniczówki

Są takie moje literackie miejsca, o których wiem od wielu lat, ale do których docieram dopiero teraz.

Do leśniczówki dopłynęliśmy jachtem, więc już z daleka widziałam sylwetkę domu wysoko w górze, wśród gęstwiny drzew. To było dla mnie zaskoczenie, bo nie szukałam wcześniej bardziej szczegółowych informacji o samym położeniu leśniczówki. Znam twórczość Gałczyńskiego, ale do książek o nim samym jeszcze nie sięgnęłam (najwyższy czas to naprawić!). Zawsze miałam wyobrażenie, że to miejsce gdzieś w środku lasu, a nie nad samym brzegiem jeziora - z tak wspaniałą panoramą.

Widok na jezioro przy schodach z góry

Ta krótka wizyta w muzeum - zbyt krótka na dokładne zapoznanie się ze wszystkimi zebranymi tam pamiątkami, to dla mnie piękne przeżycie. Od tak dawna obcuję z poezją Gałczyńskiego, a teraz mogłam być choć chwilę w tamtych klimatach. To prawda, trochę "podrasowanych" na potrzeby muzealne, ale i tak mimo wszystko w otoczeniu wspaniałej przyrody, która na szczęście jeszcze zachowała swoje piękno.
W samym muzeum nie wolno robić zdjęć, ale nie odczuwałam takiej potrzeby - wolałam w spokoju je obejrzeć. Co prawda z tym spokojnym oglądaniem nie do końca się udało, a to za sprawą pewnej mało myślącej paniusi, która głośno odczytywała swoim towarzyszkom opisy wyposażenia poszczególnych pokoi (opisy dostępne dla zwiedzających na specjalnych kartach). Nie zakłóciła jej umysłu myśl, że może inni zwiedzający nie chcą słuchać tego jej dukania... a może wypadałoby wcześniej zapytać?
Miałam na tyle dobry nastrój, że nie chciało mi się z nią spierać o zasady, ale też przez to nie za bardzo mogłam się skupić na oglądaniu i czytaniu.

 

 






     


Stare zdjęcie leśniczówki


Przyznaję ze wstydem, że dopiero po powrocie do domu poczytałam trochę o pobycie Gałczyńskiego w Praniu i o samym muzeum (wcześniej nie wiedziałam, że tam będziemy).
Ale cała nasza wyprawa była jedną wielka improwizacją... i tak jest najpiękniej...

środa, 5 sierpnia 2015

Przeczytane... - "Panny roztropne"



Od wydawcy:
"Milaczek nadal nieustająco szuka miłości i… są na nią widoki! Jej wybranek ma długie włosy, zna się na komputerach i lubi Milenkę. Zofia Kruk realizuje swoje fantazje, a hartu ducha, energii, a także figury pozazdrościłaby jej niejedna dwudziestka! Do mieszkania nieopodal wprowadza się pewna gimnastyczka – czy to możliwe, że prowadzi tam dom publiczny? Co na to Parys Antonio?
Wścibscy sąsiedzi, niewierny narzeczony, miłość, panny i konwenans – Magdalena Witkiewicz kolejny raz tworzy koktajl prawdziwych emocji doprawiony pikantną dawką humoru i mnóstwem celnych obserwacji. Drugie spotkanie z ukochanymi bohaterami dostarczy wam tyle samo uśmiechów co refleksji"

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozczarowania arcydziełami

Co jakiś czas przeżywam (i podejrzewam, że nie tylko ja) rozczarowanie właśnie poznaną sławną książką lub filmem.
Teraz coraz rzadziej mnie to spotyka, ale przed laty zdarzało się nawet często
Był to pewien mechanizm wynikający z naszej polityczno-ekonomicznej sytuacji (państwowej). Filmy zagraniczne, z tzw. "Zachodu" trafiały do nas dopiero po pewnym (dłuższym lub krótszym czasie) od premiery. Powód prozaicznie prosty - im dalej od premiery światowej tym mniej trzeba było zapłacić w dewizach.
Często jednak, zanim film trafił na ekrany polskich kin, jego muzyka lub główna piosenka była w Polsce bardzo dobrze znana. To zasługa Polskiego Radia, w którego audycjach pojawiały się sławne ścieżki dźwiękowe i piosenki filmowe. Największym popularyzatorem była chyba audycja "Koncert życzeń", chociaż i w innych programach można było sporo tej muzyki usłyszeć.
Zauważyłam u siebie już pewien odruch skojarzeniowy, który przetrwał lata i teraz jak to mówią "bez pudła" kojarzę pierwsze takty muzyki filmowej z konkretnym tytułem. I tylko większości tych filmów wtedy nie widziałam - pojawiły się dopiero po latach w kinach, a jeszcze później w telewizji. No i wtedy dopiero w wielu przypadkach to wielkie rozczarowanie. Piękna znana melodia, a film nudny jak flaki z olejem - oczywiście mówię o własnym osobistym odbiorze, może innym widzom się podobał.
Najbardziej chyba zawiodłam się na filmie "Hair" - być może dlatego, że nie lubię musicali, a młodzieżowa kultura amerykańska i hippisowska jest mi obca.

To wszystko przypomniał mi cykl kanału "Ale kino+", pod hasłem "Filmy, które zmieniły Amerykę".
Niedawno jednym z tych przypomnianych filmów był "West Side Story" (1961) .


Ileż to razy słyszałam piosenki z tego filmu, na czele z najczęściej chyba nadawaną "Marią".


Kiedy wreszcie mogłam obejrzeć film w kinie, mimo znanej ścieżki dźwiękowej, samo dzieło - tak nagradzane - po latach okazało się wypłowiałe. Jakoś nie przemawiał do mnie uwspółcześniony wątek Romea i Julii na tle wojny gangów w obcej mi kulturowo scenerii.


Ktoś powie, że wspaniała choreografia broni się sama, ale ja aż taką miłośniczką scen tanecznych nie jestem.

niedziela, 2 sierpnia 2015

sobota, 1 sierpnia 2015

Dziewczynki... dziewczyny... kobiety...

Dzisiaj... w tym szczególnym dniu (bez wielkich słów, bo uważam je za zbędne), czytam dostępne w internecie kobiece wspomnienia z Powstania Warszawskiego. Od dawna bardziej odczuwam tragizm losów kobiet w powstańczych realiach niż heroizm w bezpośredniej walce.

Walka była Spełnieniem - codzienność okazała się straszną Wielką Niewiadomą...

fot. Eugeniusz Lokajski -  Patrol sanitarny Wojskowej Służby Kobiet na ul. Moniuszki 9