środa, 8 lipca 2015

Powieściowe realia

Gdy teraz - w czasach internetu, po raz kolejny wracam do swoich szczególnie ulubionych książek, często szukam "dokumentacji" pewnych szczegółów, elementów akcji, geograficznych lub historycznych wyjaśnień.
To mi daje dodatkową przyjemność w lekturze znanej, a jednak tak nie do końca poznanej książki.

"Błękitny zamek" czytałam już kilka razy - pisałam o książce TU, a jednak domyślałam się tylko, jak mogła wyglądać rozklekotana Lady Jane, prowadzona po wariacku przez Edwarda. Ale obrazek przyda się jako uzupełnienie.

"[...] Stała o zmroku w ogrodzie, szukając kilku białych narcyzów dla przystrojenia pokoju Cesi, gdy doleciał ją ogłuszający warkot starego gruchota, pędzącego przez lasy Mistawis - można go było słyszeć na kilometr. Joanna nie obejrzała się, gdy nadjeżdżał - hucząc i podskakując - na wyboistej drodze... Nigdy nie oglądała się, jakkolwiek Eddy przejeżdżał tędy co wieczór. Tym razem jednak nie przejechał. Stary grey slosson zatrzymał się, robiąc jeszcze większy łoskot niż w ruchu. [...]* 


Przy okazji takich internetowych poszukiwań trafiamy na różne ciekawostki związane z powieścią i jej bohaterami. Takie jak na przykład ta zabawa, odtwarzająca klimat "Błękitnego zamku", gdy po raz kolejny ze zdziwieniem czytamy oryginalne imiona bohaterów - nie Joanna i Edward, ale Valancy i Barney.

 Valancy's string of pearls?


"She pulled on her green crepe from its hanger and put it on feverishly. It was nonsense to feel so-so- naked-just because her neck and arms were bare. If only she had a necklace, she wouldn't feel so bare then. She ran down to the garden. There were clovers there-great crimson things growing in the long grass. Valency strung them on a cord and fastened it above her neck. Another circlet of them went around her hair, excitement brought a faint pink stain to her face." 

 
A battered pewter teapot 

Nie zabrakło oczywiście cudownego lekarstwa doktora Redferna.


* L.M.Montgomery "Błękitny zamek", NK, Warszawa 1994, s.74
źródło zdjęć: THE BLUE CASTLE L M M...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz