środa, 15 lipca 2015

Czas letnich czytadeł

I po raz kolejny dałam się skusić zachęcającej opinii blogowej i sięgnęłam do naszej współczesnej "literatury kobiecej". Chyba nie powinnam się w przyszłości zarzekać się, że  "już nigdy więcej". Być może to upały tak na mnie wpływają, tzn. na obniżenie moich czytelniczych lotów. Powinnam chyba dla własnego spokoju zmienić po prostu nastawienie do tych książek. Sięgam po czytadło i wiem, czego się spodziewać. Nie stawiając zbyt wysoko poprzeczki będę sobie spokojnie czytać bez wygórowanych wymagań.


Przeczytałam powieść nieznanej mi dotąd autorki, spędziłam czas na lekkiej lekturze i... obawiam się, że znowu niewiele treści pozostanie w pamięci. Czytało się lekko, a czy przyjemnie? Ciągle nie mogę do końca zaakceptować tego nowoczesnego stylu, uproszczonego języka, płaskiej narracji - mam na myśli tu ogół powieściowy tego typu, a nie "Moralność Pani Piontek". Co prawda kilka razy zaśmiałam się (ale bez przesady). Bardziej jednak od ochoty do śmiechu czułam pewne wkurzenie faktem, że po raz kolejny kobieta-matka dorosłego dziecka jest bohaterką mało sympatyczną. Czy w pewnym wieku już mamy kojarzyć się tylko z wredną zołzą? upiorną mamuśką, teściową z dowcipów?
Ktoś powie, że to przecież spojrzenie z przymrużeniem oka, że to zabawna historyjka w lekkim gatunku. Być może, ale ja nie lubię takiej kreacji wizerunku mojego pokolenia.
Chyba zabrzmiało to mocno patetycznie, ciężko i ponuro, co w odniesieniu do tej powieści może również kogoś rozśmieszyć.

Treści opowiadać nie będę, bo pojawiło się trochę wpisów na blogach, które ładnie "opowiadają". Od pewnego momentu akcja i końcowe rozwiązanie jest już przewidywalne.
A sam tytuł i odniesienie do klasyki jest według mnie trochę na wyrost - spokojnie mógłby być każdy inny.

2 komentarze:

  1. Nie wyrzucaj sobie Elu tego czytania lekkich pozycji książkowych, gdyż przy tej okazji masz możliwość poznania gustów czytelniczych, pod które przecież piszą takie Panie, jak Pani Witkiewicz.....szkoda tylko, że to czytanie nie daje Ci satysfakcji. Mnie by jednak też nie dało. Ja rozglądając się w księgarniach internetowych, by czasem coś pokazać na blogu zawrotu głowy prawie dostaję od ilości nazwisk piszących Polek, których nie znam i pewno nie poznam choćby dlatego, że to już nie mój czas...
    Okładka książki jakoś nie działa na moje zmysły mola książkowego, który lubi wyciszone okładki do jakich był przyzwyczajony w PRL.

    Pozdrawiam Elu.

    Ja przeczytałam "Szeptuchę" Menzel też chwaloną mocno i skrobię cokolwiek na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu - ja już przestałam mieć do siebie pretensje, że sięgam po te książki. Czasami potrzebujemy takiej prostej lektury.
    Bardziej mogłabym je mieć za to, że ulegam pokusie po przeczytaniu blogowych zachwytów. A przecież powinnam się już uodpornić i brać poprawkę na wszystko.
    Ja także jestem zaskoczona listą nazwisk piszących Polek, która tworzy się z blogowych opinii. I tak pod wpływem tych opinii sięgam co jakiś czas po jedną książkę kolejnej autorki - trzeba przecież dać szansę. Nie powinno się krytykować i wybrzydzać nie znając.

    A co do okładki to cóż... wpisuje się ona w dzisiejsze mody wydawnicze - takie plastikowe obrazki. Przejrzałam dorobek autorki na LC i zauważyłam, że takich okładek jest więcej. Kolejne szpilki, same nogi, same ręce, postać obcięta do pasa itd.
    Okładki w PRL-u też bywały różne i nieraz straszyły nowoczesne bohomazy nawiedzonych plastyków. Ale jednak chyba więcej było tych lepszych, zaprojektowanych z głową.

    I ja Cię pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń