piątek, 5 czerwca 2015

...

[...] Jestem dzisiaj do głębi z b u n t o w a n a . Mam uczucie, jakby Bóg naprawdę był okrutnym tyranem z pism Kalwina, dręczącym swoje stworzenia bez ich winy, dla własnego kaprysu i przyjemności. Mam ochotę krzyczeć do Niego wyzywająco: "Po co mnie stworzyłeś, abym tak cierpiała? Dlaczego niweczysz każde pragnienie, poryw i odruch wrażliwości, które we mnie zaszczepiłeś? Nie okażę Ci miłości ani czci większej niż ta, jaką ofiara rozpięta na kole tortur okazuje swemu dręczycielowi".
   Mam ochotę powtórzyć za Byronowskim Kainem , że mogłabym
   śmiało spojrzeć
   Wszechmogącemu tyranowi w oczy i rzec Mu,
   że Jego zło n i e jest dobrem".
   Za jakiś czas będę odczytywała te zapiski ze zgrozą. Ale pozostaną - zostawię je tu na zawsze, abym mogła łagodniej osądzać niebaczne postępki innych, kiedy przypomnę sobie przerażające myśli, które wypełniły moją własną duszę niczym plugastwo zrodzone z ciemności.[...]

Te słowa zapisała w swoim dzienniku  L.M.Montgomery w Wigilię Bożego Narodzenia 1909 roku.
I dziś są takie chwile w naszym życiu, gdy tak właśnie myślimy...


L.M.Montgomery "Pamiętniki 1898-1910. Uwięziona dusza"
Przełożyła Ewa Horodyska
wyd. "Nasza Księgarnia", Warszawa 1998
s.214

 

2 komentarze:

  1. Niejeden z nas coś takiego w krytycznym momencie życia mógłby napisać.
    Czy to zbieg okoliczności, że sama podobną powzięłam wątpliwość...

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie nas wystawia na takie próby...

    OdpowiedzUsuń