piątek, 19 czerwca 2015

Bardzo zachęcona, a nawet zachwycona tytułem...


sięgnęłam po książkę, na której (mimo wielkich chęci) nie mogłam się skupić...

męczyłam się, przerywałam czytanie i wracałam, żeby znów odłożyć na bok...

zbyt osobista..., zbyt prywatna.., zbyt swobodna w skojarzeniach... zbyt dużo odniesień do wiedzy, której nie posiadam... do literatury, której nie znam... do miejsc, których nie widziałam i nie zobaczę...

tych "zbyt" mogłabym dodać jeszcze kilka.

Ta lektura to moje duże rozczarowanie... - oczekiwałam innego spojrzenia, innych słów, innej stylistyki...

co nie oznacza, że zniechęcam potencjalnych czytelników do sięgnięcia po tę niewątpliwie oryginalną pozycję ...

tak się pechowo złożyło, że akurat do mnie ta książka nie przemawia...

2 komentarze:

  1. Nie znam ....
    Stwierdzam przy tej okazji, że sporo mojej kiedyś posiadanej wiedzy z różnych dziedzin, a nie używanej i nie odnawianej wyparowało z mojej głowy i pewno ta książka i mnie by męczyła, ale tytuł mnie zaciekawił....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie tytuł bardzo zachęcił, ale "zawartość" już mniej.
      Na pewno inaczej odbiera książkę ten czytelnik, który zna konkretne utwory związane z konkretnymi miejscami, bo autorka idzie śladami bohaterów literackich i pisarzy (Szwejk, Bułhakow, Colette, Cervantes i inni). Ale nawet ta podstawowa znajomość nie wystarcza, gdy dygresja goni dygresję.

      Naprawdę, żeby dobrze zrozumieć wędrówki autorki, trzeba znać nie tylko literaturę.

      Dobrze czytało mi się rozdział "Werona - Szekspir", bo znam treść dramatu, bo dzięki muzyce Andrzeja Kurylewicza i interpretacji Wandy Warskiej znam piękne strofy Norwida, bo dawno temu byłam w Weronie i mam kilka wyblakłych kolorowych slajdów z tamtego spaceru.

      Ale to wyjątek, bo chociaż znam Szwejka, czytałam Colette, byłam w Wenecji i w Rzymie, pamiętam zgrzebność Warszawy Konwickiego - jednak zbyt wiele elementów nie uda mi się prawidłowo posklejać w tej układance.

      Usuń