niedziela, 21 czerwca 2015

Niedziela z obrazem (33)

Władysław Czachórski "Wnętrze zakrystii - Silentium" (1872)


Ten obraz był dla mnie zaskoczeniem.
Nie spodziewałam się, że jego autorem jest Władysław Czachórski - malarz, którego uważałam tylko za twórcę kolorowych i pomadkowych kobiecych portretów, zbliżonych swą precyzja do fotografii.
Będąc w muzeum przez chwilę oglądałam go z odległości zbyt dużej, żeby dostrzec podpis autora.
Ale w jakiś szczególny sposób przyciąga i skupia uwagę widza...

piątek, 19 czerwca 2015

Bardzo zachęcona, a nawet zachwycona tytułem...


sięgnęłam po książkę, na której (mimo wielkich chęci) nie mogłam się skupić...

męczyłam się, przerywałam czytanie i wracałam, żeby znów odłożyć na bok...

zbyt osobista..., zbyt prywatna.., zbyt swobodna w skojarzeniach... zbyt dużo odniesień do wiedzy, której nie posiadam... do literatury, której nie znam... do miejsc, których nie widziałam i nie zobaczę...

tych "zbyt" mogłabym dodać jeszcze kilka.

Ta lektura to moje duże rozczarowanie... - oczekiwałam innego spojrzenia, innych słów, innej stylistyki...

co nie oznacza, że zniechęcam potencjalnych czytelników do sięgnięcia po tę niewątpliwie oryginalną pozycję ...

tak się pechowo złożyło, że akurat do mnie ta książka nie przemawia...

niedziela, 14 czerwca 2015

Niedziela z obrazem (32)

Władysław Podkowiński "Dzieci w ogrodzie" (1892)


wtorek, 9 czerwca 2015

Blogowo...

Niewielką ilość czasu, który mogę przeznaczyć teraz na blogowanie, poświęcam reaktywacji swojego starego bloga "Łódź subiektywna"
Większość starych postów przywróciłam do wersji roboczych ze względu na poprawki w zakresie samych zdjęć - tekstu nie zmieniam.
Ale... że to może potrwać dość długo i nie chcę tak w nieskończoność trzymać bloga "pod kluczem", przywróciłam go do życia i wstawiam także nowe posty.
Po wielokrotnych zmianach ustawiłam jako główne zdjęcie starej maszyny fabrycznej - zrobione w naszym Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Tak z rozpędu piszę "w naszym", bo jest to muzeum, w którym byłam już kilkanaście razy i będę jeszcze nie raz.


Nie wiem, kiedy będę częściej pisać tutaj, na tym blogu... - może za kilka dni... może przerwa potrwa dłużej...
Potrzebuję jednak odpowiedniego nastroju i możliwości skupienia myśli nad tym, co i jak chcę tu napisać.
Teraz tego mi brakuje...


piątek, 5 czerwca 2015

...

[...] Jestem dzisiaj do głębi z b u n t o w a n a . Mam uczucie, jakby Bóg naprawdę był okrutnym tyranem z pism Kalwina, dręczącym swoje stworzenia bez ich winy, dla własnego kaprysu i przyjemności. Mam ochotę krzyczeć do Niego wyzywająco: "Po co mnie stworzyłeś, abym tak cierpiała? Dlaczego niweczysz każde pragnienie, poryw i odruch wrażliwości, które we mnie zaszczepiłeś? Nie okażę Ci miłości ani czci większej niż ta, jaką ofiara rozpięta na kole tortur okazuje swemu dręczycielowi".
   Mam ochotę powtórzyć za Byronowskim Kainem , że mogłabym
   śmiało spojrzeć
   Wszechmogącemu tyranowi w oczy i rzec Mu,
   że Jego zło n i e jest dobrem".
   Za jakiś czas będę odczytywała te zapiski ze zgrozą. Ale pozostaną - zostawię je tu na zawsze, abym mogła łagodniej osądzać niebaczne postępki innych, kiedy przypomnę sobie przerażające myśli, które wypełniły moją własną duszę niczym plugastwo zrodzone z ciemności.[...]

Te słowa zapisała w swoim dzienniku  L.M.Montgomery w Wigilię Bożego Narodzenia 1909 roku.
I dziś są takie chwile w naszym życiu, gdy tak właśnie myślimy...


L.M.Montgomery "Pamiętniki 1898-1910. Uwięziona dusza"
Przełożyła Ewa Horodyska
wyd. "Nasza Księgarnia", Warszawa 1998
s.214