środa, 20 maja 2015

Dawnych wspomnień czar - L.M.Montgomery

"Niedziela wieczorem, 20 maja 1900
Cavendish, W.Ks.Edwarda
   Ulewny deszcz jest w mieście zjawiskiem niepożądanym, lecz na wsi - gdy nie chcesz wychodzić z domu - ma swoje dodatnie strony. Dzisiaj padało przez cały dzień - strugi deszczu obmywały zielonkawe wzgórza, lasy pełne świeżo rozkwitających pąków i doliny, gdzie w nasłonecznionych miejscach fiołki przebijają się przez spłowiałe trawy i wyglądają na świat spod fioletowych kapturków.
   Ale teraz niebo się wypogodziło, a jutro, gdy słońce wzejdzie ciepłe i jasne, wszystko zacznie rosnąć i łąki na wzgórzu nabiorą szmaragdowej barwy"*


Z wiekiem (jak to się kiedyś mówiło) coraz chętniej czytam wspomnienia, pamiętniki, biografie, a nawet listy "znanych i sławnych". To chyba jest ciekawsze teraz, gdy posiadam swój własny bagaż doświadczeń życiowych, a na koncie wiele przeczytanych książek. Szczególnie istotne jest takie odniesienie w przypadku listów, gdy znam choć trochę życiorys i dokonania autora oraz rzeczywistość, w jakiej żył i tworzył.

Tak jest właśnie w przypadku tych pamiętników Lucy Maud Mongomnery - pisarki ulubionej, do której wracam ciągle. Przeczytałam wszystkie jej utwory, które zostały przetłumaczone na język polski i u nas wydane. Wracam do tych książek już nie ze względu na samą fabułę, ale na klimat tamtych czasów utrwalony w przez pisarkę. Nie lubię pośpiechu i publicznej fizjologii współczesności.
To już miniona bajka, jeśli chodzi o realia tamtych czasów - wygląd opisywanych miejsc, życie codzienne. tradycja i niektóre zwyczaje. Ale nie są wcale archaiczną przeszłością ludzkie uczucia - namiętności, sympatie i antypatie, humorystyczne spojrzenie na wady i zalety bliźnich.

L.M.Montgomery pisała pamiętniki przez całe życie - w tym wydaniu mamy możliwość poznania  jej przeżyć i obserwacji świata na przestrzeni trzynastu lat (1898-1910).
Zdjęcie, na którym widzimy Maud (nie lubiła być Lucy), pochodzi z 1897 roku, czyli zostało zrobione na rok przed zapisaniem tych wybranych do druku fragmentów. Pisarka miała wtedy 24 lata.


To przydatne do lektury ustalenie, gdy wiemy, że czytane przez nas słowa pisała osoba młoda. Są bowiem w tych wspomnieniach bardzo osobiste wynurzenia, jak na przykład te dotyczące rozterek związanych z nietrafionym narzeczeństwem:
"Nie będę nawet próbowała opisywać, jak cierpiałam z tego powodu przez całe lato. Wiedziałam doskonal, że nigdy nie potrafię się zmusić do poślubienia Edwina Simpsona, ale wzdragałam się przed powiedzeniem mu o tym. Nienawidziłam siebie i gardziłam sobą za to tchórzostwo, lecz nie potrafiłam go przezwyciężyć" **,
czy prawdziwej namiętności o podłożu czysto fizycznym do człowieka, który w żaden sposób nie dorównywał jej intelektem:
"[...] stanęłam twarzą w twarz z palącą świadomością, że k o c h a m Hermana Learda dziką, namiętną, bezrozumną miłością, która zawładnęła całą moją istotą i ogarnęła mnie jak płomień - miłością, której nie potrafiłam stłumić ani opanować i która w swej intensywności wydawała się bliska zupełnemu obłędowi! Właśnie tak! Nawet gdybym była wolna, małżeństwo z Hermanem Leardem nie wchodziło w rachubę. Myśl o poślubieniu takiego człowieka byłaby najczystszą głupotą" ***

Wracając jednak do poprzedniej myśli... - czytając pamiętniki pisarki, której twórczość dobrze znam, inaczej je odbieram. Odnajduję wątki znajome z opowiadań lub powieści - takie jak chociażby wypowiedź Izy Gordon o lekturze "Klubu Pickwicka" (przy której zawsze była głodna), albo historia z tajemniczym skróceniem tasiemcowej powieści w odcinkach, którą tak barbarzyńsko (według jej autora) zamordowała Emilka ze Srebrnego Nowiu.

L.M.Montgomery zapisywała swoje uwagi na temat przeczytanych książek i czytania w ogóle w taki sam sposób, jak my dzisiaj piszemy swoje blogi książkowe i "okołoliterackie". Ale najbardziej lubię takie smaczki jak opisy różnych imprez organizowanych przez miejscową społeczność - na przykład  "Tortowe wieczorki". To zupełnie nieznane nam realia, bo w tym czasie byliśmy pod zaborami, a inność wyznania też kreowała inne zwyczaje.
Wrócę do tych wątków już niedługo.

Oczywiście mam uwagi dotyczące zarówno okładki, jak i samego wydawcy tej książki.
Okładka nie podoba mi się, bo nie lubię tej dzisiejszej mody wsadzania współczesnych anonimowych twarzy jako odzwierciedlenie postaci XIX, czy XX-wiecznych. A szczególnie drażni mnie to w przypadku prawdziwych konkretnych osób, o których jest dana książka lub których pamiętniki/wspomnienia czytamy.
A "Nasza Księgarnia" jako wydawca kojarzony z literaturą dla dzieci i młodzieży tutaj powoduje zaszufladkowanie "Uwięzionej duszy" jako pozycji dla młodego czytelnika. A to wcale nie  jest lektura młodzieżowa - tak uważam.

L.M.Montgomery "Pamiętniki 1898-1910. Uwięziona dusza"
Przełożyła Ewa Horodyska
wyd. "Nasza Księgarnia", Warszawa 1998
* s.71
** s.6
*** s.20

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Anię z Zielonego Wzgórza, dlatego warto poznać w końcu autorkę ;) Poszukam w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze szukam informacji o autorze przeczytanej - lubię wiedzieć chociaż trochę o jego życiu. Nie zawsze takie informacje są na umieszczone na okładce, a nawet jeśli są to mogą pochodzić sprzed wielu lat. A teraz mamy również dostępne nowe źródła internetowe.

    OdpowiedzUsuń